A: S: 4| W: 4| Z: 3| M: 2| P: 3| A: 1
U: B,PŁ,W,MP,MO,MA,Skr,Kż,Prs: 1| L,O,A,Śl: 2
Atuty: Zdrów jak Ryba, Pechowiec, Adrenalina, Czempion, Pojemne Płuca, Uzdolniony;
Kalectwa: +2 ST do kamuflażu;
Po powieszeniu swojego wianka raczej niewiele kroczył wśród pozostałych smoków, bardziej obserwując pojawiające się gady. Nikt też za bardzo nie zajął jego uwagi.
Samo plecenia wianków traktował z pewnym przymrużeniem oka pod względem spraw sercowych. Bardziej do poznania smoków niż do szukania jednej jedynej istoty.
Podniósł wzrok, by się rozejrzeć, akurat, żeby skrzyżować spojrzenie z Amonem. Sam posłał mu delikatny krzywy uśmiech dla dodania pewności siebie. Był zadowolony, że drugi samiec też tu był. Kto wie, może nawet powinien sam skubnąć jego wianek? Przeszła mu taka myśl przez łeb. Skoro jednak obaj zawiesili wianki, zostawało czekać do dalszego przebiegu obrzędu.
Czekać też nie trzeba było długo, bo w końcu wszystkie wianki zostały powieszone i z przykrością Hisseth musiał stwierdzić, że prawie wszystkie były lepiej zrobione niż ten jego. On naprawdę wyglądał, jakby mógł się rozpaść pod własnym ciężarem. Nie był najwyraźniej tak uzdolniony jak sądził. Zaczęło się więc zbieranie kolejno wianków z drzewa. Trochę zamyślił się, przyglądając się drzewu.
On sam niewiele myślał o tematyce miłości, przychodząc tutaj. Po prostu był ciekaw. Jeśli zaś chodziło o samą tematykę, no cóż. Odkrywał ją od pewnego czasu jak pisklę mające po raz pierwszy kontakt ze światem. Można by nawet powiedzieć, że był w pewien sposób zafiksowany.
Ta tematyka była dla niego o tyle trudna, że przez ponad połowę swojego życia, żył w przekonaniu, że nie ma ojca. Nie, że on jest gdzieś i go nie obchodzi, tylko że fizycznie nie istnieje. Potem go poznał, widział, jak zachowuje się w obecności mamy. Te spojrzenia, chichoty, to wydawało się tak naturalne, że aż nierealne do pewnego stopnia. Pewna część niego sama tego pragnęła, choć sam nie rozumiał jeszcze wszystkich reakcji siebie samego. Chęć pokazania się z jak najlepszej strony, chociażby. Zaczynał się interesować innymi smokami, ale był zagubiony. Co było zainteresowaniem romantycznym? Co przyjacielskim? W którym miejscu jedno stawało się drugim? W którym miejscu były oba? Czemu to było tak skomplikowane? Nie skłamał matce, gdy powiedział, że jest wiele pięknych smoczyc i smoków w ich stadzie.
Przez rozmyślanie ominął pożarcie przez Yven pechowego wianka i późniejsze konsekwencje.
Wszystkie wianki po kolej znajdowały swoich nowych właścicieli. Skowyt był cierpliwy, choć akurat nie pokładał aż tak wielkich nadziei w kawałku splątanych roślin jeszcze splątanych jego łapą. Jego spojrzenie prześlizgało się po smokach, które pozgarniały wianki i kierowały się w parach lub większych grupach na rozmowy na osobności. Chyba nawet jego kuzyn gdzieś mu tu mignął. W dodatku jego kuzyn mający całkiem ciekawe towarzystwo.
Tak się też złożyło, że czerwone ślepia odnalazły Amona z jakąś pierzastą wywerną. Chyba nawet zgarnęła jego wianek, liczył, że będą mieli ciekawą rozmowę. Nie widział dokładnie mowy ciała, zauważył jednak pochylenie się Amona nad smoczycą i spojrzenie rzucone w jego stronę. Czyżby się gapił? Natychmiastowo odwrócił wzrok. Lubił Amona i nie chciałby mu zepsuć zalążka na całkiem ciekawą znajomość.
Dlatego gdy chwilę później Amon pojawił się przy nim z dwoma wiankami, był zaskoczony, to mało powiedziane. Jeden z tych wianków był jego samego. Skowyt przyglądał się chwilę, próbując zapanować nad szokiem, nim nie uśmiechnął się ciepło, słysząc pytanie. Chciał ukoić nerwy drugiego samca, cała jego postawa była rozluźniona.
– Cześć Amon, zgodzę się, pod warunkiem że ja mogę zatrzymać twój.
Wianek Amona był śliczny dużo lepiej zrobiony niż ten samego Hissia, a mimo to łowca chciał zatrzymać jego wianek. To sprawiało pewne ciepło w całym ciele wojownika. Trudno to było nazwać.
Niestety właśnie w tym momencie, samica, z którą wcześniej łowca rozmawiał, postanowiła otrząsnąć się i ruszyć z rykiem do Amona. Skowyt natychmiastowo podniósł łeb i napiął mięśnie. Kiedy Amon został przewrócony i pociągnięty za ogon, to ciepło które skrywało się w piersi wojownika, eksplodowało żarem. Walić pokój, niech spłonie. Nigdy nie był agresywny do innego smoka słownie. Nawet na arenie, nie pozwalał, żeby targały nim emocje na tyle wielkie, by stracić nad sobą panowanie by uderzyć lub ugryźć mocniej niż wymagała sytuacja. Nigdy też nie ubliżył celowo innemu smokowi. Ta sytuacja była jednak inna, coś w nim przestawiło się w momencie w którym usłyszał nazwanie Amona psem. To nie była arena. Nie walczył tu dla siebie, został zaatakowany ktoś dla niego ważny. Zarówno jako współstadny jak i smok, z którym znajomość cenił. Z gardła wojownika rozległ się przeciągły warkot, nim nie wyskoczył do przodu, stając między ziemistą a jego leżącym łowcą.
Czarny dym i iskry buchnęły z jego pyska, gdy wyprostował się górując wzrostowo nad przeciwniczką. Skrzydła miał rozprostowane na boki, by zasłonić Amona przed wywerną. Szpony miał rozłożone i wbite w ziemię, a mięśnie napięte jak gdyby tylko czekając na zapalnik. Wszystkie kolce na jego ciele sterczały, a ogon orał ziemię. Czerwone ślepia samca dokładnie obserwowały, czekał na jakikolwiek ruch samicy, lub jej wycofanie. Jego głos graniczył z warkotem. Groźba unosiła się w powietrzu. Nie krzyczał, ale jego ton nie należał do najmilszych. Nie obchodziło go, że prawdopodobnie mieli widownie w tym momencie.
– Jeszcze raz zagrozisz i możesz się pożegnać z piórami, kuro.
Wypuścił z pyska więcej czarnego dymu. Czuł jak płomienie, rozsadzają go od środka.
– Być może, dlatego że nie chciał być wybrany przez ciebie.
Rytuał Pokotu Suruali
Licznik słów: 841
 |
> Zdrów jak ryba <
odporność na choroby. Leczony dostaje bonus już od min. ilości ziół.
> Pechowiec <
po każdym niepowodzeniu -1 ST do następnej akcji. Bonus sumuje się do 3 porażek z rzędu.
> Adrenalina <
dodatkowa kość do biegu, ataku i obrony, w przypadku niepowodzenia – rana ciężka
> Czempion <
raz na walkę +1 sukces do ataku fizycznego
> Pojemne płuca <
raz na walkę -2 ST do ataku, ale +1 ST w następnej turze |