Znaleziono 13 wyników

autor: Pomroki Przedświtu
20 lut 2026, 21:23
Forum: Zdarzenia
Temat: Kryształowa Misa Uessasa
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 2532

Kryształowa Misa Uessasa

  • Wezwanie, wezwanie, wezwanie. Przedświt czuł wezwanie. A wezwanie było wezwaniem, nawet to zakamuflowane ekscytującym ciepłem – jakby to nie sprawiało, że ta perfidna interwencja w samą świętość smoczych myśli nie była oczywista, przynajmniej dla Przedświtu.
    Cóż, ale rozkaz to był rozkaz, nie ważne jak kwieciście pachnący i delikatny. A póki pustynny decydował się spędzać swój czas na terenach wolnych stad, akceptował, że podlega tutejszym bogom-gospodarzą. Taka dola. Dlatego smok przybył pod misę. Pamiętał już podobne wezwanie, coś z wiankami. Był wtedy młodszy i.... szczęśliwszy. Bardziej przestraszony też. Tancerz zaćwierkał z miejsca na jego plecach – gorsze dni i lepsze dni. Taki to już cykl.
    Czarodziej nie ważąc na wszystkie obecne smoki po prostu podszedł do kryształowej misy i idąc za rozkazem sięgnął w głąb.
    Przysięgnij komuś wierność na jeden wieczór.
    Aha. Wierność. Oczywiście.
    Ciekawe, czy zdenerwowałby boga, gdyby tym kimś był Ptaszor. (Tancerz wzruszył na to skrzydłami, przejmując praktycznie od razu od smoka płatek. On był ładny i kolorowy i w ogóle. A tym razem nie było tutaj wianków do kradzenia. (Tylka ta misa z ogniem była ładna. Tylko chyba feniks by jej nie uniósł. I nie chciał więcej urojonyhc problemów swojemu głupiemu smokowi robić)
autor: Pomroki Przedświtu
24 mar 2025, 18:21
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Ishamaar zadrżał i wykonał ruch, jakby cały miał się skulić. Nie doszło do tego, oczywiście, był lepiej... wychowany. (Wytresowany, niczym wierny pies – wyszeptało żałosne coś). Słowa nie brzmiały jak skarcenie, ale czy kiedykolwiek to cokolwiek oznaczało?
    Ślepia Ishamaara pozostawały wlepione w jakiś punkt na ziemi, po jego prawej.
    "Smoki, które nie musiały jej z nikim uzgadniać." Co to w ogóle miało znaczyć? Ishamaar nie rozumiał, i gdyby miał włosy, to pewnie zacząłby rwać je z frustracji. To nie była odpowiedź na drugą marną próbę na żart. Jednak finalnie spojrzał, na uderzenie serca Jarze w oczy, i skinął łbem. Nie rozumiał, ale to było tylko kolejne ziarnko piasku w pustyni nieistotnych, bagatelnych spraw. Szybko odwrócił wzrok, jakby ten palił jego całe jestestwo.

    Na brak odpowiedzi Jary serce Ishamaara zaczęło bić jak szalone. Ta nawet już na niego nie patrzyła. Stach bardzo chciał ustąpić miejsce czystemu terrorowi.
    Całą siłą woli pustynny lekko chrząknął, dźwięk cichy, ale dla smoka zabrzmiał jak najgłośniejsza burza.
    Kolejny krok do tyłu. Kontroluj się Ishamaarze, na Jedność, kontroluj się przynajmniej teraz! Potem możesz się rozpaść na ile kawałków będziesz chcał, ale Teraz. Się. Pilnuj.
    -Tak. Niechaj Światłość oświetla ścieżki, którymi kroczysz- udało mu sie powiedziec, po czym wykonał parę szybkich kroków do tyłu, i z potężnym uderzeniem skrzydeł wzniósł się do lotu, po prostu uciekając.

    //Rycerska Łuska
    //zt
autor: Pomroki Przedświtu
24 mar 2025, 0:18
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Mimo delikatności ruchu łapy w pewnym momencie Ishamaar wzdrgnął się. Słaby, słaby, słaby, widział to, wiedział to. Powinien móc przyjąć wszystko, na co zasługuje z godnością. Skrzywił się ponownie, wściekły na siebie. Nie wiedział kiedy zamknął oczy, ale musiał to zrobić, bo gdy Jara ponownie się odezwała, otwierał je. Jego wzrok skupił się najpierw na uniesionej łapie, potem na smoczycy. Wreszcie prychnął lekceważąco, to akurat nawet dość dobrze mu wyszło. Ciekawe, czy świadczyło to o jakiejś głębszej prawdzie o Ishamaarze. Nie chciało mu się nad tym zastanawiać. -Od początku twierdziłem, że jest to bardzo głupia nazwa. Kto w ogóle ją wymyślił. Kto ją zaakceptował?– wyobrażał sobie, że w tych słowach przekaże całe mu dostępne napuszenie i arogancję, jednak rzeczywistość brzmiała inaczej. Głos nie dość, że ledwo co wydobywał mu się z gardzieli, to jeszcze co parę słów mu się załamywał. Na pewno nie dawało to zamierzonego efektu sprawienia wrażenia smoka, który na pewno nie przejmuje się niczym, co się właśnie wydarzyło.
    No cóż. Przynajmniej był w stanie mówić. To już coś.
    Tylko łapa dalej wisiała w powietrzu. Ponownie wspomnienie Hesionedy. Ponownie do tego samego zdarzenia. Wspomnienie pragnienia. Wspomnienie zwykłe, brudnego ciało. Łuska i pazury i kość wyczuwalnych pod drobną warstwą mięsa. Wspomnienie zrozumienia i wsparcia. Wdzięczności.
    Ale to nie byłą Hesioneda. To była Jara. Jara, która zacytowała Pierwszą Księgę Prawa. Jara, która sama dała radę upuścić swój... nie klan, ale coś podobnego. Niepokojąco podobnego. Jara, która była z nimi w trakcie podróży, Jara, która sama miała więcej doświadczenia w jednym swoim szponie, niż oni wszyscy razem. Jara, która była świadkiem tego wszystkiego. Jara, która miała prawo oceniać.
    Ciało samo zrobiło krok w tył, oczy zerkające na lewo i prawo, jakby w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Zdradziecki organizm. Zdradzieckie ruchy.
    Chrząknął, po czym wyprostował się i poprawił swój szalik. Łapy jakoś tak ciężkie mu się wydawały. Może został czymś otruty? Czymś co było w wianku? Nie znał tutejszej flory, wszystko było możliwe.
    Spojrzał na odchodzącą Lambardziarę, poczuł od Tancerza informację o bezpieczeństwie piskląt. Bawiły się, a Tancerz im w czymś pomagał.
    -Oczywiście...– zaczął. Głos dalej mu się nie zgadzał. Całą siłą woli go uspokoił i zgłośnił. -Oczywiście mój błąd w.... ocenie... sytuacji, był jednorazowy i nie wydarzy się drugi raz.– tak, jednorazowa pomyłeczka. Każdemu może się zdarzyć -Ja...– pójdę do Lambardziary – to cisnęło mu się na język. To chciał powiedzieć, to chciał zrobić, ale gdy zobaczył smoczycę jakby gula stanęła mu w gardle i ponownie język bojkotował wszystkie jego starania wypowiedzenia czegokolwiek. -najlepiej już stąd sobie pójdę... –powiedział zamiast tego, czekając na reakcję Jary. Nie powienien byl w ogóle tutaj przychodzić.

    //Rycerska Łuska
autor: Pomroki Przedświtu
23 mar 2025, 23:02
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Lambardziara poszła! Poszła! Część Ishamaara chciała zacząć skakać z radości. Poszła! Do bezpieczeństwa, dobrze, dobrze! Jednak coś bardzo głęboko, coś co ukryło się w ciemności umysłu smoka usłyszało sposób, w jaki do niego się odezwała. Sposób w jaki ściskała swoje łapy. Ton głosu. Ułożenie skrzydeł. Nie kontrolowała tego wystarczająco dobrze. Słabość do wykorzystania. To mięsiste małe ukryte coś zauważyło to wszystko i zaczęło drżeć, wić się w wszechogarniającym poczuciu winy i czegoś, co nie powinno być. To coś chciało wyciągnąć swoje pazury i wbić je w delikatne ciało i ciągnąć, ciąć i drzeć, drzeć, aż wszystko co je pokrywało zostało zerwane, całe łuski, cała skura, całe mięśnie, aż całe jego żałosne jestestwo stanie przed Osądem innych, brudne, wykręcające się i pieniące, bo to to parszywe cosik było winne temu, jak Lambardziara teraz wyglądała, jak zwykle to ten ochłap ciemności był winien, a inni cierpieli.
    Jednak ta część dalej znajdowała się ukryta głęboko. Dalej niedostępna i zabezpieczona wieloma warstwami kalkulowanej apatii.
    Ishamaar oddychał. Jara przed nim stała. Ishamaar nie chciał nikogo nigdy oczyścić z grzechów, był żałosny w taki sposób. Słaby i przerażony. Nie był gotowy przyjąć cudzych grzechów na siebie, nie był gotowy utrzymywać czystości kosztem swojego spaczenia, nawet takiego usprawiedliwionego przez Prawo.
    Ishamaar nie chciał nikogo zabić.
    Ishamaar był parszywym tchórzem i to wiedział.
    Jara przed nim stała.
    Ishamaar się bał. Oh, jak bardzo się bał. Nie wiedział czego się bał, ale się bał, ale przynajmniej Lambardziara została oddalona, więc może, może, tym razem wreszcie sprawiedliwości będzie zadość. A Jara nic nie mówiła, nic nie mówiła, mimo że on sam wiedział przynajmniej o dziesięciu różnych tekstach, które całkowicie unieważniałyby jego cytat.
    Jara się nie odzywała... aż się odezwała.
    I coś w Ishamarze
    się

    z ł a m a ł o.

    Otwarł pysk.
    Zamknął pysk.
    Na pewno był jakiś tekst odpowiadający na to stwierdzenie. Tak?
    Tak?
    Pewnie by nawet na to wpadł, gdyby tylko nie musiał się tak bardzo koncentrować, żeby ustać na nogach, bo te coś nagle bardzo zaczęły odmawiać współpracy. A może to jakieś pomniejszne trzęsienie ziemi, czy coś?
    Otwarł pysk.
    Znów brak dźwięku.
    Jara przed nim stała.
    Małe plugawe coś spojrzało oczami smoka, można było je zobaczyć, cały ich ból, cały ich strach, całe niezrozumienie i całą nienawiść. Wystarczyło spojrzeć w ślepia pustynnego – bardzo nieprofesjonalnie, gdyby ktoś miał zapytać Ishamaara. Matka byłaby zawiedziona.
    Jego uszu doszedł jakiś dziwny jęk. Cichy i przeciągły.
    Ah, dobywał się z jego pyska. Teraz to raczył już wydawać dźwięki. Hmf.
    Ślepia zostały zamknięte, małe coś zbyt przerażone wizją bycia zaobserwowanym. Coś Ishamaarowi zaczynało brakować powietrza, organizm wymagał kolejnych i kolejnych oddechów.
    Żałosne.
    Jara była świadkiem.
    Wdech.
    Wyprost, bo najwyraźniej Ishamaar nawet nie umiał utrzymać postawy, chociaż niby było to mini trzęsienie ziemi, ale przecież to nie było wytłumaczeniem jego karygodnego zachowania.
    Jego język był niczym wysuszone truchło skorpiona znalezione pod kamieniem. To też nie było wytłumaczeniem.
    -Wolni- wydukał wreszcie. Wspomnienia czasu spędzonego z Hesionedą pojawiły się w czaszcze smoka. Wydech.
    -Tak....– otwarł ślepia. Patrzył na Jarę. Coś dziwnie mokre mu było w te oczy. Coż, problem na przyszłość.
    Obrzucił wzrokiem okolicę, odszukując Lambardziarę, Myszoziwerza, Jemiołuszka i innych. Wrócił do Jary.
    -W końcu... w końcu to są wolne stada, tak?– spróbował się uśmiechnąć. Poczuł, żę wyszedł mu bardziej grymas, i bardziej się skrzywił, praktycznie od razu po wypowiedzeniu tych słów.

    //Rycerska Łuska
autor: Pomroki Przedświtu
23 mar 2025, 20:48
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Podniosła się. Wreszcie. Chociaż dalej ta jej pozycja była zbyt otwarta na ataki, dalej zbyt niegodna, dalej całkowicie i kompletnie bez szacunku. Srebrne ślepia zmrużyły się odrobinkę, cały czas wgapione w oczy smoczycy. Smok nie drgnął na wyciągnięcię łapy, nie drgnął na rozbawione spojrzenie. Ale ten lekcewarzący ton. Kącik pyska mu drgnął. Czego ona na Jedność nie rozumiała? To było Prawo. Prawa się nie łamało, Prawa się nie lekceważyło. Nigdy. Prawo się szanowało, Prawo się przestrzegało, Prawem się oddychało...
    bo inaczej.
    Ishamaar pozwolił sobie na odrobinkę większy wdech. Coś w jego ślepiach się zmieniło. Dalej pozostawały beznamiętne, ale teraz były jakby bardziej.... niebezpieczne?
    Smok wstał, powoli i z gracją, racząc świat swoim uśmiechem. Czy ktokolwiek mógłby pomyśleć, że Ishamaar, ten wiecznie zgarbiony, nawet wtedy gdy widocznie się prostował, wiecznie zagubiony chudy smok, który upierał się w dość nieudolny sposób, żeby myć łapy przed jedzeniem, oraz że maliny to jeden z cudów świata, który patrzył na smoki po prostu rozmawiające ze sobą w wolności i przyjaźni, jak na największą wspaniałość, dla którego głupia złamana przyśpiewka marynarska była największą symfonią, mógł wyglądać niebezpiecznie?
    –"Granica postanowiona, granica stworzona przez Kreację. Kto przekroczy ją w swej pysze, ten podlega sądowi, aby ocalić dusze przed splamieniem. Oto głód spadnie nań jak noc bez gwiazd, a pragnienie osuszy wnętrzności jego, jak wiatr pustynny wysusza korzeń w ziemi kamiennej. I skrzydła jego związane będą, aby nie wzleciał ku ucieczce, a nogi jego poprowadzą go na pustkowie, gdzie słońce pali bez miłosierdzia.I wołać będzie, lecz głos jego rozwieje wiatr, i wyciągnie dłoń ku wodzie, lecz źródło pozostanie dalekie. Wtedy dopiero, w ciemności i głosach niebios, dusza otworzy się na wchodzącą Światłość, gotowa wygłaszać jej świętość"– dźwięczny głos wygłosił część Trzeciej Księgi Prawa, słowa Czczonego. Akcje mają konsekwencję. Każde akcje. Gdyby Ishamaar był innym smokiem zazgrzytałby zębami. Zrozum to smoczyco! Zrozum! To nie jakaś głupia zabawa!
    Iskry jego źródła zalśniły czystym złotem i zaczęły tańczyć w ciemności. Oh, jak pięknie tańczyły w gorliwości. Nagle... zatrzymały się. Jakby cały czas zamarł.
    Przyjaciel?
    Ślepia dalej pozostawały wlepione w smoczycę, smok pozostawał bez reakcji.
    Iskierki zadrżały, jakby w stłumionym terrorze.
    Przyjaciel? Towarzysz? Hańba i Kodeks. Sąd i plugawa Krew.
    Jednak.... pustynny się zawahał w swojej frustracji, w swojej potrzebie wytłumaczenia, żeby smoczyca po prostu p o s ł u c h a ł a. I to wystarczyło, żeby przybył kolejny smok.

    "A grzechy twoje wypali ogień, czyszcząc duszę gdy ciało zawiodło."
    Pierwsza Księga Prawa, Porządek Jedności.
    Jara przybyła. Smok wreszcie odwrócił wzrok. Uśmiech zniknął z pyska.
    Pochylenie łba. Automatyczne. Szacunek. Wszystko powoli. Wszystko łagodnie. Wszystko perfekcyjnie.
    Wszytko nie licząc źródła, które drżało teraz w hektycznym rytmie.
    Sąd. Ogień. Dusza. Nie, nie nie, nie! Smoczyca miała uniknąć tego! Prawo to mówiło, ale smoczyca tego nie rozumiała, a miała po prostu zrozumieć! Wysłuchać! Smo... – Lambardziara przecież miała nie podlegać Prawu! Ona miała być wolna i szczęśliwa i spędzać czas z tą drugą smoczycą będąc niesamowitą i wygadaną i pełną życia.
    Ishamaar wziął wdech. Spojrzał na Jarę.
    –"Jednak Kreacja miłuje nie tych, którzy upadają, lecz powstają, i nie odrzuca tego, kto sercem woła o oczyszczenie. Ścieżka ognia wypala Ciemność, lecz czasem woda łez i ciężar pokuty zmiażdży zdradliwe pokusy, by dusza wróciła do światła."–

    //Powalająca Łuska , Rycerska Łuska
autor: Pomroki Przedświtu
23 mar 2025, 19:07
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Beznamiętny wzrok legł na przedstawieniu, które smoczyca z siebie robiła. Jej śmiech obijający się pustym echem w jego uszach, bębniący we wszystkich złych tonach. Dwa głosy się ze sobą starły: jeden sfrustrowany, wściekły, że Lambardziara go nie słuchała. Czy tak ciężko było zrozumieć, że tu nie należała? Że śmiech jest ostatnim dźwiękiem, który tutaj pasował? Tak, dźwięk był dobry, bardzo dobry, ale nie tutaj, więc Lamabardziary powinna sobie pójść, zanim coś się stanie. Drugi głos... drugi głos był uciszony przez ostatni czas. Drugi głos, jego stary przyjaciel, chroniący go, pilnujący, okrywający zimnym kocem apatii. Drugi widział Lambardziarę, jego przyjaciółkę, wygłupiającą się i uśmiechającą jakby nie miała żadnego zmartwienia w życiu, i stwierdził: żałosne.
    Smoczyca skończyła swój wygłup i spojrzała na niego. Ishamaar bez mrugnięcia przejął wzrok, srebrne oczy do karmazynowych. Tylko karmazynowe były pełne uczuć, zaintrygowanie, rozbawienie, upartość i pewna Konieczność: nawet pisklęta w Ahkrast Kovalain potrafiły lepiej się kryć. W srebrnych ślepiach nie dało się wyczytać nic, mimo że pierwszy z głosów wył coraz to głośniej pełen frustracji. Ogon smoka delikatnie, pięknie zafalował za nim.
    –"Ogranicz wędrujące myśli, które uwielbiają wkraczać na nieswoje tereny. Nie zważają na kamienie graniczne cudzych wydm. Wędrują do obcych krain, by powrócić z pazurami poczerniałymi od nieprawości. Gdzie zabłądziłeś, że zniszczenie idzie teraz za tobą? Czy przeszedłbyś przez rozżarzone węgle lub potłuczone szkło? Dlaczego więc wałęsasz się po grotach uczciwych, lub po norach niesprawiedliwych, wśród ukrytych rzeczy, skoro rezultat jest taki sam."– uśmiechnął się przepięknie, lekko przekręcając łeb na bok.

    //Powalająca Łuska
autor: Pomroki Przedświtu
21 mar 2025, 7:25
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Ishamaar leżał, oczywiście w pozycji pozwalającej na natychmiastowe podniesienie się, i pustym, niewiedzącym wzrokiem omiatał okolicę. Widział oczywiście, co się działo, wiedział, co widzi, ale jakby nie potrafił dać niczemu żadnej wagi. Nagłe śpiewające koty, które pojawiły się przed nim mogłyby być równie dobrze kupką starego śniegu, na której wzrok Ishamaara akurat legł. Lambardziara też tam była. Zanotował to, oraz, że robiła coś Lambardziarowego.
    A teraz się do niego zbliżała bardziej.
    A teraz się dosiadała.
    Teraz jej łapa wędrowała w jego stronę.
    A teraz... – gdy łapa dotknęła jego ramienia smok spiął się jeszcze bardziej, mimo wszystko zaskoczony kontaktem, i spróbował zrzucić z siebie skrzydłem to nagłe obce ciało. Prawie wyszczerzył zęby w groźbie do czegokolwiek albo kogokolwiek go dotknęło.... nie, nie czegokolwiek. Lamabardziara? Nie powinno jej tu być. Jej miejsce było.... dobrze, nie wiedziała gdzie, ale na pewno jej obecność nie pasowała mu razem z cichymi groźbami i niewypowiedzianymi zasadami. Z tańcem między liniami Prawa, z pochyleniem łba i tylko patrzeniem, patrzeniem, patrzeniem, gdy ktoś był karany, bo wtedy to przynajmniej nie byłeś ty. Bo wtedy to ty byłeś lepszy, bo udało ci się zachować prawo, a biedakom przed nim to się należało, bo powinni byli bardziej uważać. Nie, Lambardziara pasowała mu do smaku piasku na języku mniej niż kaktus w morzu. Stanowiła jakiś dziwny ewenement, jakieś załamanie w systemie.
    Nie powinno jej tutaj być.
    Gardło Ishamaara zacisnęło się, jednak mimo to, słowa które je upuściły były idealnie dźwięczne -Wracaj do swojej pary, Lambadziaro-

    //Powalająca Łuska
autor: Pomroki Przedświtu
11 mar 2025, 22:32
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Srebrne ślepia jakby leniwie powędrowały na kompankę. Harpię. Czy Ishamaar chciał to jakoś interpretować? Czy Ishamaar chciał zastanawiać się nad spojrzeniem harpii, które wbijało się w jego rozmówce. Może potem. Tak, potem będzie chciał. Potem będzie rozmyślał i zamartwiał się nad swoją naiwnością, nad swoim brakiem przygotowania. Nad swoimi głupimi, głupimi reakcjami. Potem będzie czytać Dziennik jeszcze raz, desperacko szukając wiedzy, w jaki sposób powinien się zachowywać, jakiś reguł, które można przestrzegać i otrzymać dobre wyniki. Potem nawet jego łapy przez ułamek sekundy zawisną nad Kodeksem, żeby jednak wrócić na ziemię. Potem.
    Teraz nie obchodziła go żadna z tych rzeczy. Teraz chciał po prostu wycofać się, zabrać ze sobą Myszozwierza i Tancerza i kogokolwiek jeszcze, i oddalić się od tego smoka. Jak najdalej, jak najszybciej. Bo jeśli niewypowiedziane miały by być więcej niż groźbami... Cóż, czasem dusze musiały być uwolnione, żeby niebiosa oczyściły je i dały kolejną szansę. I może i Ishamaar nie był najlepszym czarodziejem, ani nawet specjalnie dobrym czarodziejem, to jednak nie znaczyło, że nie był gotowy zbrukać się cały, jeśli... jeśli miało to oznaczać, że smoki na których zależało mu dużo bardziej niż na samym sobie, będą bezpieczne.
    Logiczna część jego mózgu wiedziała, że do takiego czegoś raczej by nie doszło. Że w sumie to nic się nie stało. Ot, jeden smok. Jeden smok, a nie cały klan z setkami, tysiącami księżyców historii i praw. Nie było żadnego powodu, do takiego zachowania...
    Ale druga część uznała smoka za Niebezpieczeństwo, i nie było tutaj miejsca na dyskusję.
    Dlatego pustynny widząc harpię, skinął jedynie łbem w jej stronę. Na powitanie? Pogratulowania umiejętności? Przekazanie wszystkich słow wypowiedzianych smoku, jej?
    Następnie odezwał się -Niechaj więc nadzieja dnia prowadzi was przez ciemność nocy-. Pochylił łeb, po czym po prostu odszedł, kierując się w stronę Myszozwierza i... Jemiołuszka. Powoli, wcale jakby nie chciał tam pobiec. Krok za krokiem zbliżył się, po czym po położył się na brzuchu gdzieś w pobliżu piskląt, jednak dając im prywatność.
    Nie powinien był tutaj przylatywać.

    //Znośny Ziąb
autor: Pomroki Przedświtu
07 mar 2025, 14:16
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Pisklęta. Młode ogniki. Niebezpieczeństwo? Tancerz spojrzał na swojego smoka. Niebezpieczeństwo, ale w odpowiedniej odległości. Smok się tym zajmuje. Dobrze, dobrze, Tancerz w tym czasie będzie pilnował piskląt. Małego Mysz i jeszcze mniejszego Kolorowego. Mały, mały, mały, jeszcze tak mały. Płomienie zbyt małe, łatwo takie zgasić, zbyt łatwo.
    Pisklęta były razem. W jednym miejscu, statycznie – dobrze, łatwiej takie przypilnować.
    Tancerz chciał dla zasady być oburzonym, gdy został nazywany czyimś kompanem (no a już na pewno nie kompanem swojego smoka), ale też został nazwany ładnym, więc stwierdzenia się zneutralizowały, i feniks jedynie lekko zagwizdał.
    Pisklęta plotły. Dobrze, dobra nauka, potrzebna do zrobienia gniazda. Dobre kolory, tak tak, gniazdo musi być ładne i kolorowe. Jak inaczej je nazwać gniazdem? Tylko kwiatki? Hm hm. ładne, ale tymczasowe. Nie wytrzymają zbyt długo. Pierwszy końco-początek i po gnieździe wtedy. Ale do nauki dobre, tak tak. Dobre plecenie. Dobrze im szło, jak na młode iskierko-pisklęta. W między czasie tak pomagał im szukać kwiatów o wystarczająco długich i nieuszkodzonych łodygach – w tym był klucz!
    Potem nagle Mysz zaczął gnieść swoją plecionkę.
    !!!!NIE! Myszko! Źle, źle! Zaćwierkał i wleciał na Młody Płomyk zwany Myszą.
    Jest dobrze, jest dobrze! Dobry splot, dobry, nie trzeba zaczynać od nowa, chyba że nie chcący się podpali. Ajajajajajaj. Dobra, przestał, Wstążka. Czerwony ładny. Dobrze. Jak na pierwszy raz.... nie jest aż tak źle. Wszyscy się uczymy – zaćwierkał.
    Uuuuu, młody Węgielek-Jemioła dodał swoje pióro do plecionki. Tancerz zamachał skrzydłami z aprobatą. Dobre myślenie, bardzo dobre. Własne pióra do własnego gniazda – tak. Pióra są ważne. Własne tym bardziej. A Ognik-Węgielek miał bardzo ślicznie pióra, będzie z niego dobry Feniks – oczywiście nie tak dobry jak z Iskierki Myszki, oh z Myszki będzie najlepszy Feniks! Tancerz to wiedział, bo przecież praktycznie wychował Mysz. Z lekką pomocą tych innych tam smoków, czy coś.
    Myszka oferował mu jego plecionkę do oceny. Tancerz oczywiście chwycił ją do dzioba. Delikatnie. Młody Płomyczek Myszka też dodał piórko. Tak. Dobrze, dobrze. Ale nie wystarczająco dobrze. Splecenie.... liche. bardzo nawet, ale było dobrze, uczył się dopiero, po prostu brakowało Bardzo Ważnej Rzeczy, skoro Myszka dodał własne pióro. Przekładając bukiet z dzioba do szponów, feniks wyrawał sobie jedno pióro. Ogonowe. Długie i ogniste, ale jakimś sposobem nie palące, lecz dające przyjemne ciepło. Tak, Młody Ognik Pisklę Myszka był rodziną. A jak był rodziną... to jego gniazdo powinno mieć i pióro Tancerza. Nawet jeśli to tylko trening. Więc ptak wskoczył między pisklęta. Patrzcie, patrzcie, tak to się robi! I doplótł do tworu myszki swoje pióro.
    Węgielek-Iskierka Jemioł powiesił swoją ozdobę na drzewie. Dobrze, ładnie. Tancerz aprobował. Sam podeciał od razu na tą samą gałąź i zamocował tam, tuż obok wianka Węgielka-Jemioła, bukiet Ognika-Myszki. Tak, tak, było dobre. Pasowało.
    Tylko...
    Spojrzał na Węgielka-Jemioła. Pisklak. Mały, ogień łatwy do ugaszenia.
    Tancerz wyrwał kolejne swoje pióro – tym razem mniejsze, ot z grzbietu. Ale jego. Je także domocował. Tak lepiej. Żadne pisklę nie może pozostać same – same. Tancerz na to nie pozwoli.

    Potem Myszka powiedział coś o porwaniach i Tancerz, w pełni gotowy, rozłożył już skrzydła do lotu! Dobra, kogo porywa-.. ah, nie dosłownie. Złożył skrzydła. Hm, pisklęta i ich dziwne zabawy. Oczywiście zaklekotał dumnie gdy został wspomniany – zawsze dobrze, gdy jego praca jest docenione. Chociaż już nie rozumiał, czy finalnie kogoś porywają, czy nie.

    //Mysz Jemiołuszek
autor: Pomroki Przedświtu
05 mar 2025, 21:16
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Gdy Myszozwierz wskoczył między nich, Ishamaar sam skoczył na równe nogi. -Myszozwierz! Co?– zabijać? Co? Czy to, ah niech światłość wypali, mógł wiedzieć, że Myszozwierz jest jeszcze zbyt młody na takie wiadomości, jaką wysłał. Głupi, głupi – hrrr. -Spokojnie, nikt nikogo nie... zabija- dokończył dość słabo, dalsze słowa smoczątka jakoś tak... coś mu robiły. Coś, znów, ZNÓW, nie wiedział co. Miał już dość tego... tego braku świadomości! Ishamaar aż prawie zazgrzytał zębami. Wiedział, że nie powinien tutaj przylatywać. Wiedział, że powinien był zostawić to Lambie i Jarej. Wiedział to, a jednak musiał tutaj przyleźć, jakby nie był świadomy, że nie najlepiej mu szło z nowymi smokami, które nie były albo cholernie niesamowicie hiperprzyjazne, albo same wyszły z podobnego środowiska, co on, albo po prostu nie miały nikogo lepszego w danej chwili. Nieeee, tego też musiał spróbować sam.

    Potem jednak odezwał się smok. Delikatnym, spokojnym głosem. Pierwsze słowa dodały kolejne krople zażenowania do i tak przepełnionej już czary... drugie za to. Delikatny, spokojny głos. Prawie melodyjny. Słodki uśmiech. Odrobina ostrożności wystarczy, żeby nikomu nie stała się krzywda. Delikatnie i spokojnie. Wystarczy być ostrożnym i nic się nie stanie. Wystarczy nie podlegać swoim cielesnym impulsom, ostrożnie, delikatnie. Uważaj co robisz, uważaj, bo inaczej ta krzywda się już stanie, słodko i delikatnie i będzie wszystkim tym, na co Ishamaar zasłużył swoją własną głupotą i impulsywnością.

    Gdy smok zwrócił się w stronę pustynnego, ten jakby był już innym smokiem. Zniknęły poddenerowane ruchy i uciekający wzrok. Zniknęła irytacja, zniknęło zażenowanie. Zniknęło przygarbieniem jakby smok nie chciał być zaobserowany.
    Smok stał wysoko, długa szyja faktycznie wyprostowana pierwszy raz od dłuższego czasu, delikatne rytmiczne falowanie ogona sprawiało że jasne łuski delikatnie lśniły w kolorach żywego świata na słońcu. Ogromne skrzydła usadowione po bokach, luźno. Łapy blisko siebie, delikatnie ugięte: wszystko jakby Ishamaar nigdy nie mógł przejmować się niczym w całym swoim życiu. Tylko jego oczy, zimne srebro wlepione w czarne ślepia drugiego smoka.
    Pustynny uśmiechnął się przepięknie.
    – Raduje się więc moja dusza to słysząc – odpowiedział, lekko przekrzywiając łeb. Drugi smok ściągnął wianek maddarą. Niech gońce roszarpią to plecione ścierwo. Wziął je do łapy i usiadł, każdy ruch pilnowany i kontrolowany. Pozwolił sobie na szybki rzut okiem na Myszozwierza, niby to oglądając wianek. Poczuł Ptaszora... – Tancerza. Ptak był gotowy pomóc. Tylko niech da jakikolwiek znak.
    – Kwiaty i kości. Młoda śmierć i stara śmierć. Ku mojej wiedzy i jedne i drugie są dość często stosowane jako ozdoby. Jednak ja osobiście nie przepadam ani za jednymi, ani za drugimi. Jak zostało już wypowiedziane, nie było moim zamiarem zabrać twój wianek, jednak co zostało wykonane, nie zostanie odwołane – kolejny piękny uśmiech. Podobnie jak wcześniej zrobił smok, także i pustynny użył maddary, aby unieść w powietrze wianek. Jednak zanim go podał, nie odwracając wzroku, ściągnął jedną ze swoich bronzolet: tę płócienną, której błękitna barwa zdążyła już wyblaknąć od wody, wichru i słońca. Przerwał ją na wiązaniu, materiał puścił z delikatnym strzyknięciem, nitki szarpnięte, nici zerwane. I wplótł ją w wianek, ruchy były powolne, jednak wewnątrz Ishamaar spieszył się, spieszył spieszył.
    Wianek podleciał do smoka. – Tak więc, skoro przeszłych czynów zmienić nie można, chciałbym przynajmniej zapewnić, że moje teraźniejsze i przyszłe czyny będą wystarczająco... godne. A czy to właśnie nie one nie są ważniejsze? – pochylił łeb, delikatny uśmiech pozostawał na jego pysku.
    A jeśli smok wziął swój wianek, Ishamaar odwróciłby się w stronę Myszy i powiedziałby:
    -Myszozwierzu, mógłbyś proszę przypilnować Ptaszora – weschnął jakby z ubolewaniem, a Tancerz, jak na znak, zaczął skrzeczeć z tyłu -Co jeśli jeszcze ukradłby wianek Lambardziarze teraz? To byłaby tragedia, koniec spotkania-

    //Znośny Ziąb , Mysz
autor: Pomroki Przedświtu
05 mar 2025, 0:11
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Tak. Ishamaar stwierdził dalej z uśmiechem na pysku. Znaleźć krzak i umrzeć.
    Ale warto było, nawet jeśli jego skromnym zdaniem byłby okropnym wujkiem. W sumie to chyba trzymałby pisklaki z dala od siebie. Pisklaki też powinny trzymać się z dala od niego, tak, z samozachowania.
    Klapnął na zadzie, obok Myszozwierza. Ostatni komentarz zabrał ze sobą wszelką grację, honor i dumę, jaką w tej chwili posiadał smok. Nawet już zostawił ptaszora w spokoju.... gdy wydarzyła się prawdziwa ka-ta-stro-fa. Koniec świata. Dramat.
    Pojawił się nowy smok. Smok, którego wianek miał aktualnie na łbie, dzięki łaskawości feniksa, który dalej jakby nigdy nic sobie coś tam zaplatał.
    -Nie, nie- powiedział szybko, z narastającym niepokojem na pysku. -To nie tak. W sensie, tak, mam wianek na głowie, ale to nie ja go wybrałem, to ten feniks go sobie wziął i, oczywiście nie twierdzę, że twój wianek jest hm, gorszy od innych – udało mu się spowolnić głos, ponownie dodając melodyjne nuty, ale i tak nie było to, do czego był przyzwyczajony. Niech ciemność to pochłonie.
    ~Myszozwierzu, proszę, zabij mnie, skremuj własnym ogniem, a następnie rozrzuć prochy na wietrze~ przesłał większemu pisklęciu, mając już wyraz pyska w miarę opanowanyObrazek. Kogo on oszukiwał, było OKROPNIE! To... to wszystko wina tego Ptaszora!
    Potrząsnął wściekle łbem, a feniks czując zmianę nastroju smoka, zaćwierkał i odskoczył wreszcie, lądując obok Myszy. Wianek za to... wianek chyba musiał być porządniej przymocowany przez ptaka, bo uparcie trzymał się rogu.
    Ishamaar zdusił frustrację, przynajmniej chwilowo i pozwolił sobie delikatnie westchnąć. Nie wystaczało. Oj, nie wystaczało.
    Ugh, miał wianek smoka. Smok czekał pewnie na dalsze odpowiedzi. I skoro miał zrobiony wianek, to znaczy.... że szukał pary? Czy tak to działało? Czy dobrze to rozumiał? Boże wezwanie na... zabawę w swatkę?
    Iskierki, Ishamarze. Skup się na źródle.
    -Wybacz, proszę, nie było to moim pragnieniem, hm, przeszkodzić w... – wykonał gest łapą -czymkolwiek jest to... zgromadzenie- powiedział, po czym chwycił łapą wianek, żeby go ściągnąć.
    Ghrr, zaklinowany.
    Zamknął oczy w przegranej.
    Oczywiście, wystarczyłoby użyć więcej siły i trawne wiązania puściłyby... ale to uszkodziłoby wianek. A skoro został on wykonany, to Ishamaar uznał, że smoka jakkolwiek obchodzi jego los, i nie chciał obrażać go bardziej, niszcząc jego kreację.

    Brak mu było słów.
    //Znośny Ziąb
autor: Pomroki Przedświtu
04 mar 2025, 12:48
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Ishamaar skinął łbem na raport Myszozwierza. Nie rozumiał do końca, ale nic go nie powstrzymywało przed zachowywaniem się, jakby wszystko miało dla niego idealny sens: neutralnie zainteresowane spojrzenie i tak dalej.
Potem jednak przyszedł ciężki pocisk. Cooooooo????
– Chwila że. Jara? Nasza Jara? – nachylił się, jakby do skradania, tak, żeby być na wysokości... już nie pisklaka. Łuki brwiowe uniesione zostały wysoko, a sam smok nie krył swojego zaskoczenia. No dobrze, ciężkiego szoku, a nie zaskoczenia. Spoglądał to na Myszozwierza, to na dwójkę starszych smoków, dalej do końca nie rozumiejąc, co zostało powiedziane.
– Partnerka. Arel... Huh. – a po chwili dodał pod nosem, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego, obserwując oddalającą się dwójkę – W sumie to była na tych ziemiach już wcześniej –
Nagle wyprostował się i poprawił szalik oraz brązoletę. Trzeba... trzeba co? Sam nie wiedział, poczuł tylko jakąś niezdefiniowaną konieczność wykonania czegoś. Łapa zatrzymała mu się w powietrzu, w połowie gestu kolejnej poprawy szalika. Opuścił ją, a irytacja rozlała mu się w piersi.
Źródło, Ishamaarze. Skup się na źródle.
Jednak tuż potem przyleciało Ptaszysko i wcześniejsza niepewność została odroczona na przyszłe chwile.

– Co? Ja? Nie, to ten głupi ptak po prostu znowu kradnie – potrząsnął łbem, próbując nieudolnie zrzucić natrętnego feniksa. W trakcie tego ruchu jednak zarejestrował resztę zdania. Ślepia zostały szeroko otwarte.
– Lamba? – zwrócił się do Myszozwierza, po czym dyskretnie wskazał na przyjaciółkę spacerującą obok nieznanego smoka – Z tym smokiem na... randce, tak? –. I jeśli otrzymał potwierdzenie, to na jego pysku zalśnił psotny uśmieszek. Nie no, jesli randka, to inna sprawa. Nawet kiełki mu się wyłoniły, a Tancerz już mógł układać wianek w spokoju.

Cel namierzony.
Ishamaar wziął głęboki wdech.
– LAMBARDZIARO! MIŁEGO RANDKOWANIA!!!! PAMIĘTAJCIE O ŚRODKACH BEZPIECZEŃSTWA!!! –
wrzasnął na cały głos, Ptaszor zawtórował głośnym skrzeczeniem. Tak, były wiadomości mentalne, ale nie o to w tym chodziło.

Misja wykonana.

Teraz czas położyć się i umrzeć gdzieś w krzakach.


//Mysz, Lamba, Niereformowalna Barakuda w sumie też xD
autor: Pomroki Przedświtu
03 mar 2025, 14:52
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7892

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

  • Ishamaar nie wiedział, czy chciał podążyć za wezwaniem. Z jednej strony, kimże byl ten tajemniczy nie-głos, który go wzywał? Dlaczego miał go niby słuchać? Z drugiej....mmmmm, trochę go zżerała ciekawość. Trochę bardzo. A Lambardziara nie dawała nic znać, a poleciała na rekonesans. (przynajmniej to sobie mówił Ishamaar). Potem jeszcze poleciał Myszozwierz, i w ogóle chyba Jara chyba też tam była, o to BYŁO wystarczająco wiele smoków, żeby dokładnie dowiedzieć się, co się działo... Ale Ishamaar chyba jednak też tam chciał być.
    Nie, dobra. Leciał tam. Może i był już spóźniony ale trudno.
    Czując podjętą decyzję przez, ogniste ptaszysko które się go uczepiło, z ekscytacją zaklekotało i zamachało skrzydłami! Jakby chciało powiedzieć, że takkkkk, lecą!
    ...
    Ugh.

    Przybył, jeszcze z powietrza zauważył, że wiele smoków rozeszło się w parach. Zobaczył Lambardziarę oraz Jarą, pierwszym jego odruchem było zrobienie nura do swojej przyjaciółki (Jary trochę się bał, więc jej wolał nie przeszkadzać), ale... wyglądała na bardzo podekscytowaną, rozmawiając z niebieskim smokiem. Uśmiechnął się. Niesamowita smoczyca, wszędzie gdzie tylko pójdzie od razu będzie mieć przyjaciół.

    Nagle Tancerz zaćwierkał i puścił się w dół, składając skrzydła, żeby nabrać jak największej prędkości. Pustynny otrzymał przebłysk wizji Myszozwierza. Ah, mamy już i wszsytkich, tak? W znak za feniksem także złożył skrzydła i delikatnie wylądował obok Myszozwierza, delikatnie uśmiechając się przy tym. Ptaszysko w międzyczasie skakało wokół smoczka ćwierkając, jakby sprawdzając, czy dalej jest w pełni zdrowy, bo przecież w przeciągu tego jednego dnia Myszozwierz mógł złapać jakąś śmiertelną nieuleczalną chorobę.
    -Jednak też jestem- powiedział finalnie Ishamaar, lekko odpychając Ptaszora od Myszozwierza skrzydłem, gdy ten zaczął leciutko go poddziobywać w dalszym sprawdzeniu medycznym. Ognisty ptak zaskrzeczał w oburzeniu: tu się działy bardzo ważne rzeczy! Co jeśli Mysz zaraz umrze z głodu! Pisklaki muszą jeść, a Tancerz jedynie sprawdzał, czy musi szukać jedzenia teraz, czy potem! Finalnie jednak bycie oburzonym mu się znudziło, i ptak zauważył bardzo ciekawe rzeczy. Oh, bardzo ciekawe. Z trzepotem skrzydeł feniks odleciał.
    -Wiesz może o co tutaj chodzi? Prawie wszyscy są w dwójkach, nawet Jara.– zapytał się finalnie, siadając obok Myszozwierza, chłonąc widok i zapach. Tyle kolorów, tyle wszystkiego. Naprawdę niesamowite.

    Po pewnym czasie Tancerz przyleciał z powrotem, bardzo z siebie zadowolony. Trzymał coś w szponach, a Ishamaar zmarszczył łuki brwiowe: tam coś szczękało. Feniks zatrzymał się w powietrzu nad łbem pustynnego i zagwizdał radośnie. Ishamaar miał idealny widok na to coś.... to był wianek. Z kośćmi. Droga światłości, czy wszyscy tutaj używali kości do wszystkiego. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, nie podobało mu się to, co tu się działo.
    -Jeżeli te kości dotkną mojej głowy, to...– nie zdążył dokończyć swojej myśli, groźba niedokończona. Wianek wylądował prosto na łbie Ishamaara, jego główny róg idealnie wpasował się w dziurę. Od razu po wianku wylądował Ptaszor, chwytając się jego wypustek i machając skrzydłami dla równowagi. Chociaż dla Ishamaara to było mniej lądowanie, a bardziej łupnięcie, aż mu na chwilę szyję do tyłu przegięło.
    Mrugnął powoli, patrząc się pustym wzrokiem przed siebie.
    To było jego życie teraz.
    Przynajmniej tylko Myszozwierz był świadkiem. Chyba.

    Feniks, kompletnie nie przejęty niczym innym, układał wianek ładniej na rogu, tak, żeby nic nie wystawało. O, tak tak.

    //Mysz, oraz Znośny Ziąb your wianek has been stolen

Wyszukiwanie zaawansowane