Znaleziono 4 wyniki

autor: Rytuał Pokotu
13 cze 2025, 23:43
Forum: Kwiatowy stragan
Temat: Kwiatowy stragan
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 2475

Kwiatowy stragan

Łowca bardzo późno odkrył zarówno same kwiaty, jak i ich przeznaczenie, czy też wartość wśród gnomów.
Przybył na miejsce, nie specjalnie w nastroju na kontakt z innymi smokami, dlatego też nie patrzył na żadnego z nich i udawał, że ich nie widzi.
Gdy jeden z gnomów zwrócił na niego uwagę, Amon wygrzebał z drobnego woreczka na swojej piersi dwa niebieskie kwiatki – chabra i niezapominajkę. Rozejrzał się w zamyśleniu po części towaru, aż nie ujrzał tej jednej niewielkiej rzeczy, która zwróciła jego uwagę. Drewniana fajka była jakby w połowie ociosana, a w połowie wyszlifowana. Czy ktoś jej nie dokończył? Szczerze mówiąc właśnie to go w niej ujęło.
– Ta fajka, czy mógłbym ją nabyć?
Podobał mu się jej wygląd, przypominała mu nieco tą, którą palił jego stary ludzki przyjaciel, gajowy.

// Chaber i niezapominajka na fabularny przedmiot – poproszę drewnianą fajkę :3
autor: Rytuał Pokotu
27 lut 2025, 4:19
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7193

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Obserwował jak początkowy szok ustąpił miejsca sympatii na pięknie rzeźbionym pysku Hissetha. W odpowiedzi z ledwo hamowaną radością wyciągnął swój wianek szponem skrzydła i sięgnął wysoko w stronę rogatego łba, chcąc go na nim zawiesić.
– Jasne, w końcu zrobiłem go z myślą o To..AAAAAAAAAaa! – Nie zdążył dokończyć ckliwej odpowiedzi, a wianek zawisnął na jedynie jednym z rogów Skowytu. Drobny samczyk padł przed nim na glebę, sprawnym, niematerialnym pociągnięciem odciągnięty za ogon. Nie miał pojęcia co się stało, dopiero po chwili dotarło do niego co wykrzyknęła za nim wywerna.
Pies? Ma wracać, ale dlaczego miałby do niej wrócić? Skąd pomysł, że jeśli nie chciał być wybrany przez nią, to nie chciał być wybrany wcale? O co się tak piekli? Co jej zależy? Leżał na glebie jeszcze chwilę, kompletnie pozbawiony fasonu, którego się wcześniej tak trzymał, czy Łowczej czujności. Nie, po prostu leżał jak debil, podczas gdy dwa potężnie wkur... Gady stroszyły pióra i łuski nad jego cielskiem. Był autentycznie zszokowany.
Czyżby nieco narozrabiał? Z jakiegoś powodu... Ta sytuacja wydała mu się z deczka absurdalna, na swój sposób nawet zabawna. Powstrzymał się jednak przed parsknięciem śmiechem, widząc, jak przejęty był jego towarzysz. Przejęty nim? O niego? Broniący go pełnią swojego majestatu? Nastroszone kolce, smolisty dym z nozdrzy??
Cholera, a myślał, że nie może być już bardziej ponętny...
Podniósł się z gleby i dopiero teraz mógł docenić, że sytuacja robiła się jednak dość poważna. Musiał zainterweniować, zanim zrobią to Przywódcy jednego ze Stad, a może i tutejsi Bożkowie. Byli w końcu na Skałach Pokoju, prawdopodobnie ostatnim miejscu na międzystadną bitkę. Bardzo nie chciał, żeby to Hiss wpadł przez niego w kłopoty.
Zmrużył przez chwilę ślepia, przyglądając się dumnie stojącej agresywnej rajskiej.
Jak miał zmienić o nich zdanie, kiedy wszystkie są takie same?
Przeszedł pod skrzydłem Wojownika, ocierając się o nie i rzucając mu łagodne spojrzenie. Choć ustawił się między nimi, był wyraźnie skierowany bardziej w stronę Ziemistej, stojąc po stronie wybranka. Wyglądał, jakby starał się być spokojny, a jednak dygotał, spoglądając nerwowo w jej stronę – jakby bał się, że ta znów niespodziewanie wybuchnie. Jakby podchodził do drapieżnika ze wścieklizną.

– Przepraszam, że wywołałem takie zamieszanie. Przepraszam, że zraniłem Twoje uczucia, nieznajoma. Ale proszę, nie wyżywaj swojego rozczarowania na nas. – Spuścił rogaty łeb. Cała wina po jego stronie. Był taki samolubny, marząc, że ten właśnie konkretny smok wybierze jego wianek? Przecież do ostatniej chwili nie wiedział, że tak się stanie. – Nie wiedziałem, że wieszając wianek jestem zmuszony do wybrania pierwszej osoby, która go złapie. Podszedłbym do tego inaczej. – Cofnął się o krok, wyglądając na zranionego, zawstydzonego. I drgnął, bo tym jednym krokiem wpadł na napiętą łapę Hissia. Odwrócił łeb w jego stronę, wystraszone spojrzenie złagodniało, ale i jakby prosiło o pomoc.
– Skowyt, proszę, nie rób jej krzywdy. – Miał ochotę zacałować go na śmierć za tą ochronną postawę. Ale nie mógł tego teraz powiedzieć, czy okazać. To będzie musiało chwilę poczekać. Na razie wyjdą na tym najlepiej, jeśli jedyną złą i agresywną stroną będzie Ziemista.
Suruali Skowyt Wierchów
autor: Rytuał Pokotu
21 lut 2025, 22:59
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7193

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Obserwowanie sytuacji z ukrycia dawało mu szansę do bolesnej realizacji w kwestii własnych uczuć. Nie znaczyło to, że je rozumiał – do tego z pewnością droga była jeszcze daleka. Zaczynał jednak dopuszczać do swojej głowy, zwykle uśpione, serce.
Dlaczego on? Nie mieli aż tylu interakcji w życiu, choć musiał przyznać, że każdą uważał za szczególną. On był w jego oczach szczególny. Odróżniał się od innych smoków, przyciągał jego źrenicę jak spadająca gwiazda na nijakim niebie.
Czuł, że pysk pali go, jakby nawdychał się własnego płomienia, albo zjadł z krzewu jedną z tych ostrych, niemal parzących papryczek. Serce nie chciało się uspokoić, niemal jak w trakcie pogoni za zdobyczą i jak wtedy widział też tunelowo – smoki wokół były jedynie poruszającymi się, barwnymi plamami. W ten sposób niestety przegapił całą akcję z jego siostrą, pożerającą wianek Chmielu...
I kiedy zbierał się na odwagę, zbliżając się do drzewa, by odszukać wianek Skowytu – zauważył jak smoczyca o wywernowej sylwetce sięga po jego twór, rozglądając się za właścicielem.
Zdębiał. Mniej gotów chyba być nie mógł!
Przez krótką chwilę przez pysk samca przebiegła panika, cynobrowe ślepia zalśniły białkami, a sam pustynny wyglądał jakby chciał stąd zwiać. Kompletnie uniknąć niezręcznej interakcji. Na bogów, w dodatku była rajską! I to nie jakąś tam lekką domieszką – była pokryta, od zadu, przez skrzydła, po "grzywę" – w pióra.
Pióra, które przypominały mu gniewny pysk ojca nachylonego nad nim.
Pióra skropione krwią, gdy gad leżał pod nim, niezdolny nigdy więcej unieść wzroku, czy łapy na swego syna.
Problemy z tatusiem nabierały u niego mniej zabawnego odcienia.
Trwało to jedynie chwilę. Kilka głębszych wdechów, po których Amon w machinalny sposób zgarnął wszystkie swoje uczucia do kąta, zakładając szczelną maskę. Nie należał do tych, którzy w takich sytuacjach udają obojętnych, zimnych i niewzruszonych. Był gorszym typem gracza, nawet jeśli wciąż nie grał w tą grę bezbłędnie.

– Cz-cześć, wygląda na to, że to mój wianek. – Udał speszonego, żadną mową ciała nie zdradzając swoich prawdziwych intencji. – Cieszę się, że Ci się spodobał. Nawet trochę przypomina Ciebie! – Podniósł nieco wstydliwie opuszczony pysk. Jego ogon rozbujał się miękko, zruszając płatki kwiatów. – Nie chciałbym sprawić Ci przykrości, ale obawiam się, że przyszedłem tu dla kogoś. Podarowanie Ci wianka nie byłoby sprawiedliwe, skoro moje myśli są już z innym. – Wyjaśnił przepraszająco, pochylając głowę nieco w jej stronę, szepcząc ostatnie zdanie i rzucając spojrzeniem w stronę oddalonego od nich samca. W końcu zdradzał jej swój sekret, czyż nie? Może był tylko nieco, nieco zbyt teatralny, nieco zbyt przejęty tym wszystkim. Próbował pokazać całym sobą, jak bardzo, bardzo mu przykro. Jakby lada chwila miał protekcjonalnie objąć ją skrzydłem.
– Nie mniej, fantastycznie było Cię poznać, musimy to kiedyś powtórzyć. – Wyciągnąłby ostrożnie łapę po swój wianek, dając jej wybór, czy chce mu go zwrócić, zatrzymać, podrzeć, zjeść... Było jednak wyczuwalnie niezręcznie. Niezłapnie?
Kiedy odwrócił się, sięgając łapami po namierzony już wianek Skowytu – sztuczna życzliwość opuściła jego pysk, dając ujście uldze. Nigdy nie przyzna się, jak twardo zakopaną ma w sobie niechęć do tej rasy. Nie służyłoby to jego wizerunkowi, a co za tym idzie – przeżyciu na Wolnych.

Krocząc miękko w stronę Hissetha, z jego wielkim, trawiastym wiankiem w pysku, czuł rosnącą w sobie pewność. Pierw wzrok wbity miał w ziemię, krok drętwy, gule w gardle. Bał się spojrzeć, spotkać wzrokiem. Co zobaczy? Rozbawienie, niechęć, czy równie nieszczery uśmiech, jak ten, który zafundował rajskiej? Cieszył się tylko, że jego wybranek był za daleko, by móc ocenić scenkę własnym rozumem.
Kiedy jednak podniósł pysk, nie mógł oderwać od niego oczu. Choć nieco zwolnił, łapy zaczął stawiać bezbłędnie giętko, jakby spotkali się znów na polowaniu. Jedynie tym razem – Łowca kroczył wprost na niego.

– Cześć Hissiu. – Powiedział cicho, łagodnie, ciepło. Szalenie bijące serce było niemal widać przez cienką skórę i niewiele grubsze futro. Źrenice miał rozszerzone, jakby nawąchał się kocimiętki. – Jak czujesz się z tym, bym to ja zatrzymał Twój wianek? –
Mimo widocznego stresa, postanowił spytać wprost, gotów znieść każdą odpowiedź. Przynajmniej publicznie, zniósłby każdą dzielnie.

Suruali
Skowyt Wierchów
autor: Rytuał Pokotu
14 lut 2025, 23:57
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7193

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Wezwanie wybudziło go z płytkiego snu, przez krótką chwilę mieszając się z nim i napełniając smoka dziwnym rozkojarzeniem. Przybył na miejsce jak ćma zanęcona do ognia, jak pszczoła wiedziona z daleka zapachem pyłku. Czuł, jakby wciąż śnił, unosząc się na najcieplejszych prądach powietrznych, jakie było mu poczuć od tak wielu, wielu księżyców.
Widząc już znaczne zbiegowisko smoków, wylądował na uboczu i przyczaił się. Poczuł się mocno speszony.
Tematyka miłosna była mu tak bardzo obca, że czuł się jak pisklę stawiające pierwsze, chyboczące kroki. Przyznanie się nawet przed sobą samym, że zaczyna coś odczuwać, interesować się innymi smokami w sposób inny niż czysto praktyczny, koleżeński lub rodzinny... Nikt go do tego nigdy nie przygotował. Nie był już wcale aż tak młodziutki, a jednak stał tu, owiany różowymi płatkami wiśni, mrugający w zdumieniu ślepiami i stojący jak kołek wbity głęboko w glebe.
Nie wiedział co powinien zrobić, dopóki nie podpatrzał inne smoki, jak te zbierają kwiecię, zawijają jedno wokół drugie i przymierzają, czy pasuje na ich własny łeb.
Zobaczył Hissetha pracującego nad swoim i... Zamiast zwyczajowo dziarsko się uśmiechnąć zaczepiając go – spłonił się jak niewiasta, nawet zaszedł drzewo od innej strony, z bijącym sercem... Chowając się przed kolegą?? O co do kurki jasnej tu chodziło? Co się z nim działo?
Kiedy uplótł już własny wianek, powiesił go na gałęzi, witając się po drodze ze znanymi, lub napatoczonymi smokami, starając się nadrobić miną tą nieśmiałość, która go obezwładniła. Udało mu się na chwilę złapać uwagę i poznać się z Yamim, zachwycając się jego strojem. Będzie musiał kiedyś zagadać go o to na prywatności, chciałby nauczyć się szyć coś więcej, niż peleryny i przepaski.
Kiedy usiadł na uboczu i przypatrywał się dalszemu przebiegowi ceremonii – przegrał ze sobą. Jego spojrzenie zabłądziło na najeżone kolcami barki i świecące jak nocne niebo skrzydło Mglistego. Gdy spotkał się z nim wzrokiem, zmięknął, wysyłając mu dziwnie łagodny uśmiech.


Skowyt Wierchów Niebanalnie Kuszący

Wyszukiwanie zaawansowane