Strona 7 z 8

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 22 mar 2025, 23:09
autor: Popiół na Szkle

OSTATNI POST Z POPRZEDNIEJ STRONY:

  Jara wpatrywała się ostrożnie w Arel. W jej ruchy, jej gesty, jej reakcje. Na jej długim bladym pysku pojawił się wątły, niepewny uśmiech. Nie tak onieśmielający jak ten należący do Słonecznej, lecz na pewno był to jakiś postęp.
Rycerska skinęła Arel łbem gdy ta zaproponowała by się przenieść. Podeszła krok bliżej, gotowa do drogi.

  – Przyznam, że sama nie wiem czego się spodziewałam. Sama nie ośmieliłabym się tu przyjść. – Przechyliła łeb by spojrzeć kątem ślepia na przetwierającą się gdzieś z tyłu Lambe.


Gorzki Miód

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 22 mar 2025, 23:19
autor: Niereformowalna Barakuda
"Dupek" było zdecydowanie ciekawym imieniem dla smoka... Nie chwila. Chyba go przezywała. Dziwne to rodzeństwo – tak się ignorować i przezywać. Seisei jednak, w przedstawionej sytuacji, była w stanie zrozumieć obrażanie kogoś. Gdyby jej rodzeństwo ją ignorowało, to byłoby jej bardzo smutno. Nie wie czy by to przeżyła!

Gdy Lamba zaczęła produkować plan, natychmiast dostała pełne powagi skupienie Seisei. Tak. Dobrze. Pójdą zobaczyć co się stało. Misja podjęta.
Barakuda już nawet nie była zła na Ishusia. Skoro samiczka mówiła, że był w porządku to dlaczego Sei miałaby jej nie wierzyć? Gdy Lamba zaczęła go tłumaczyć, Seisei uśmiechnęła się, kiwając wesoło ogonem. Pokiwała energicznie łbem. Lamba na pewno pomoże samcowi poczuć się lepiej, wtedy Trzmiel i Barakuda też będą mogli się z nim zaprzyjaźnić. Rozumiała. Jej brat też był kiedyś nieśmiały.
– Dobrze! – Zawołała na ostatnie słowa Lamby, a potem gwałtownie odwróciła się w stronę Daniela z determinacją wpisaną w każdy ruch. Harpian nie patrzył akurat na nią, próbując dać dziewczynom przestrzeń, ale w momencie odwrócił się ku swojej kompance. Więź pociągnęła go jak napięty sznur i aż przeszedł go dreszcz.
Co?! Co się dzieje? Do diaska przecież odwrócił wzrok tylko na moment!

Spotkał się z bardzo intensywnym wzrokiem Barakudy.
~Daniel. – Chwila napięcia... – Przygotuj żonkile.

Chwilę później już zbliżała się do Trzmiela, a obok niej lewitowała garść stokrotek. To właśnie te kwiatki zdradziły jej obecność... Znaczy... Bardziej jej wejście na scenę – bardzo możliwe, że Trzmiel zobaczył ją już wcześniej, gdy okrążała drzewo, chcąc go zaskoczyć. Skradanie się nie było jej mocną stroną.
Nagle wyskoczyła zza pnia i stając na tylnych łapkach, wzięła wianek samca w łapy po czym założyła go sobie na łeb. Tak. Na wianek Lamby. Teraz miała dwa wianki i żadnego nie oddałaby bez walki. Na szczęście rogi jako tako je trzymały.
– Hej! Co tam? Jak się ogólnie bawisz? Bardzo ładnie tu dzisiaj. Uwielbiam jak jest tak kolorowo. Nauczyłam się nazw wielu nowych kwiatów! Ishuś powiedział coś niemiłego? Podobno słowa mu się plączą jak jest zdenerwowany, tak mówiła Lamba. – Wystrzeliła serią, siadając przed uzdrowicielem. Wymościła sobie w kwiatach siedzenie, a potem zerkała na samca już sporadycznie, natychmiast zabierając się za kolejny wianek. W oddali, Daniel wracał z garścią żonkili w szponach. To musiały być one, bo ich żółty kolor przywodził Barakudzie na myśl Trzmielowe paski.

Powalająca Łuska Znośny Ziąb

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 16:39
autor: Naga Magia
  • Ah, Lambadziara nie zrobiła sobie nic ze słów Ishusia i po prostu padła ze śmiechem na plecy tuż obok niego, wprawiając wszystkie leżące płatki wiśni wokół w swoisty taniec. Zaśmiała się, patrząc w niebo z szerokim uśmiechem i przez chwilę nie zareagowała na protesty Pustynnego.

    To ją trochę cechowało. Była uparta, okropnie i niezbyt przejmowała się barierami czy strefą komfortu kogokolwiek z kim miała do czynienia. Coś wisiało w powietrzu ale Lamba w swoim małym rozumku jeszcze nie do końca rozkminiła co. Ale hola, hola – Nie będzie przyciskać Ishusia od razu do ściany!.. Chyba.

    Dopiero po chwili odwróciła się na boczek, pozwalając skrzydłom zwisać sobie leniwie na grunt. Na razie nie sprawdzała jak idzie Barakudzie, skupiając się jedynie na swoim przyjacielu. Ciekawe.. co się serio stało.
    – Bardzo chętnie ale poszła do niej. Więc gadaj ze mną a nie udawaj że nie wiesz co do Ciebie mówię – odpowiedziała z rozbawieniem i wpatrywała się czerwonymi ślepiami bardzo dokładnie, jakby była sokołem a on myszą, którą właśnie zamierza upolować.

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 17:25
autor: Ciepłonosy
Większość towarzystwa się rozeszła, więc uzdrowiciel posnuł się za Klarą – harpia zaś uparła się w tym, by jego wianek znowu znalazł się na drzewie Uessasa. Dobrze wiedziała, że nie ma na to ochoty, ale tak jak nie miał ochoty dyskutować wcześniej, tak teraz wargi jego pyska praktycznie się zrosły.

Wyłożył się plackiem pod drzewem, a harpia usiadła na gałęzi nad nim, machając nóżkami. Wyciągnęła do niego głowę.
Naprawdę, czego się spodziewałeś? Czego ja się spodziewałam. Oczywiście, że nie rozumiesz, o co w tym wszystkim chodzi. Umiesz tylko deptać innym stworzeniom po piętach – rzuciła się w kąśliwy monolog niemal natychmiast. – Zachowałeś się jak rozwydrzwony pisklak, i jeszcze jakby to była moja wina! Nie mam zamiaru po tobie sprzątać.

Milczał.

Ach, oczywiście. Teraz nie będziesz się do mnie odzywał przez cały dzień, bo jesteś zbyt napuszony, żeby mnie posłuchać. Nigdy mnie nie słuchasz. – To był gniew; to był zarzut. I gdyby miał siłę, to może spróbowałby to naprostować – ale był pewien, że nie potrafił. Sapnął tylko przez nos; dym wzniósł się smużką w koronę drzewa.

Klara ucichła, gdy był przekonany, że będzie kontynuować swoją pełną szpil i frustracji tyradę. Chciałby, żeby to oznaczało spokój, ale głowa harpii powędrowała w bardzo konkretnym kierunku. Cudze kroki; znajoma woń. Zacisnął wargi. Szkoda, że udawanie martwego nie działało na smoki.
W pole widzenia wkroczyła Barakuda i coś w jego trzewiach się zacisnęło w napływie niejasnych emocji. Czarne ślepie padło na wianek: jego własny. Plączący się z innym. Dźwięk wezbrał w jego piersi, ale go ugasił; kolejnej smugi dymu wyciekającej spomiędzy kłów już nie powstrzymał.
Coś pierwotnego chciało się wydrapać z jego gardła.
Uniósł łeb z ziemi, by patrzeć na Seisei oboma ślepiami.
Panicz doskonale wiedział, co mówi – odpowiedział jej prosto. Zerknął na Klarę. – Nadepnąłem mu na piętę, metaforycznie i celowo. Ale odstąpiłem. – Nie było w nim ani smutku, ani poczucia winy. Rozczarowanie – może. Może też źdźbło znużenia. Dominowało jednak jego niewzruszenie.
Znów wbił wzrok w wojowniczkę.
Dlaczego wzięłaś mój wianek.

Niereformowalna Barakuda

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 18:04
autor: Niereformowalna Barakuda
Oho. Klara chyba nie była zadowolona. Seisei nie słyszała co mówiła harpia, ale jej mina mówiła sama za siebie. Czym ten Trzmiel ją znowu zdenerwował? Sytuacją z Ishusiem? Harpie nie miały z nimi łatwo, co?
Pomachała jej krótko łapą, sprzedając przyjemny uśmiech, złagodzony ulegle wiszącymi uszkami.

Na pierwsze słowa Trzmiela nie odpowiedziała od razu, niby bardzo skupiona na pierwszych splotach wianka, ale pytanie od razu sprawiło, że oderwała się od pracy. Spojrzała mu prosto w oczy.
– Bo cię lubię i chcę go dla siebie. – Odpowiedziała bez cienia żartu czy nawet wesołej lekkości. Prosto z mostu.
Przez moment w milczeniu utrzymywała jeszcze kontakt wzrokowy, a następnie uśmiech wrócił na jej pyszczek.
– Ale nie martw się, nie będziesz stratny. Robię dla ciebie nowy, więc tamten nie będzie ci potrzebny.
Akurat gdy skończyła mówić, Daniel wylądował obok niej, by zdeponować gruby pęk żonkili, a potem, po dostaniu krótkiego "dziękuję", oddalił się w stronę pnia.
– Dlaczego byłeś niemiły? – Zapytała niewinnie, wplatając między stokrotki pierwszy żółty kwiat. Nadeptywanie komuś na pięty raczej można było uznać, za coś niemiłego – nawet wrednego jeżeli robiło się to specjalnie.

Znośny Ziąb

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 18:54
autor: Ciepłonosy
Klara odmachała zdawkowo, bez uśmiechu; jej twarz była napięta. Czy mogła tutaj zaufać Seisei? Czy nie pogorszy sytuacji...? Na wszystkie grzmoty, pewnie nie. Denerwowała ją ta myśl, ale wojowniczka w swojej prostocie dużo lepiej docierała do Ziąbu.
Kopnęła powietrze, zirytowana. A potem sama zawiesiła spojrzenie na dwóch połączonych wiankach...
Hmh.

Powaga? Barakuda miała wiele oblicz, często niespodziewanych. Była lekka i beztroska na ogół, roztrzepana jak liść na wietrze – a jednocześnie w takich chwilach jak ta wydawała się stabilniejsza i jeszcze bardziej nieporuszona niż grunt pod nogami.
Jakie były granice jej wytrzymałości? Od początku wątpił, by znała cokolwiek pokrewnego skrępowaniu, ale może dało się ją przycisnąć w inny sposób? Co wymagało powagi, a co wymagało gniewu? Co sprawi, że się zawaha?
Mrugnął, skupiając się z powrotem na żółtych ślepiach, którym na ten moment dał się pochłonąć. Objaśnienie jemu, Trzmielowi, co wobec niego czuje, wymagało tejże powagi. Fascynujące.
W takim razie jest twój – przyznał jej bez oporu. Ułożył łeb z powrotem na kwiecistej ziemi, zaciągając się wonią wiosny. Czasami tylko zerkał na powstający wianek. Brakowało mu słów na wszystko to, co pozostawało niewypowiedziane w jego głowie. Taki stan z pewnością wiązał się z zawodem Klary. Dobrze więc, że się nie odzywała.

Na zadanie pytanie z początku tylko mruknął pod nosem. Odezwał się dopiero po kilku oddechach.
Byłem niemiły tylko jeśli za takiego mnie uznał – stwierdził w końcu. – Przekręcałem jego słowa. To tak jak wziąć węża na łapę i obserwować, gdzie spróbuje się schować – objaśnił, wlepiając ślepie w Barakudę. Czy będzie nim zawiedziona, tak jak harpia? Czy dla niej to też było coś złego? Czy to w ogóle było coś złego?

Klara zaś spojrzała na Daniela z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Co o tym myślisz? – zagadnęła harpiana przenikliwie.

Niereformowalna Barakuda

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 19:07
autor: Pomroki Przedświtu
  • Beznamiętny wzrok legł na przedstawieniu, które smoczyca z siebie robiła. Jej śmiech obijający się pustym echem w jego uszach, bębniący we wszystkich złych tonach. Dwa głosy się ze sobą starły: jeden sfrustrowany, wściekły, że Lambardziara go nie słuchała. Czy tak ciężko było zrozumieć, że tu nie należała? Że śmiech jest ostatnim dźwiękiem, który tutaj pasował? Tak, dźwięk był dobry, bardzo dobry, ale nie tutaj, więc Lamabardziary powinna sobie pójść, zanim coś się stanie. Drugi głos... drugi głos był uciszony przez ostatni czas. Drugi głos, jego stary przyjaciel, chroniący go, pilnujący, okrywający zimnym kocem apatii. Drugi widział Lambardziarę, jego przyjaciółkę, wygłupiającą się i uśmiechającą jakby nie miała żadnego zmartwienia w życiu, i stwierdził: żałosne.
    Smoczyca skończyła swój wygłup i spojrzała na niego. Ishamaar bez mrugnięcia przejął wzrok, srebrne oczy do karmazynowych. Tylko karmazynowe były pełne uczuć, zaintrygowanie, rozbawienie, upartość i pewna Konieczność: nawet pisklęta w Ahkrast Kovalain potrafiły lepiej się kryć. W srebrnych ślepiach nie dało się wyczytać nic, mimo że pierwszy z głosów wył coraz to głośniej pełen frustracji. Ogon smoka delikatnie, pięknie zafalował za nim.
    –"Ogranicz wędrujące myśli, które uwielbiają wkraczać na nieswoje tereny. Nie zważają na kamienie graniczne cudzych wydm. Wędrują do obcych krain, by powrócić z pazurami poczerniałymi od nieprawości. Gdzie zabłądziłeś, że zniszczenie idzie teraz za tobą? Czy przeszedłbyś przez rozżarzone węgle lub potłuczone szkło? Dlaczego więc wałęsasz się po grotach uczciwych, lub po norach niesprawiedliwych, wśród ukrytych rzeczy, skoro rezultat jest taki sam."– uśmiechnął się przepięknie, lekko przekręcając łeb na bok.

    //Powalająca Łuska

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 19:37
autor: Bezczas Gwiazd
Uśmiech Jary sprawił, że jej własny długo nie bladł – może i nie był tak diabelnie słoneczny, ale nadal przypominał słońce w pogodny dzień.
Jej spojrzenie powędrowało za spojrzeniem Rycerskiej na moment, by zarejestrować ponownie Lambę. Konfiguracja smoków w zgromadzeniu zdążyła się zmienić, ale to już nie było jej interesem; przede wszystkim, z tego co rozumiała, większość z nich się znała. A to znaczyło, że większość z nich była też znajomymi Jary.
Odwróciła się znów do górskiej.
Dobrze jest mieć kogoś, kto o ciebie dba – przyznała ciepło. – Jak się poznaliście? Ty, Lamba, Mysz i cała reszta – zagadnęła konwersacyjnie, wyszukując najprostszą drogę przez Tereny Wspólne do upatrzonego miejsca.

Rycerska Łuska
//2x zt do Błękitnej Skały let's go

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 19:44
autor: Naga Magia
  • Lamba była w istocie beztroska ale może.. nie? W każdym razie teraz na taką wyglądała i cały czas wlepiała się w Ishusia z zaciekawieniem, choć im więcej mówił to tak.. O Bogowie poetycki bełkot, który ma jakiś podprogowy przekaz mający do niej dotrzeć! Tylko nie to!

    Ha ha. Patrz, każe Ci wypierdalać, czego nie rozumiesz? – zachichotało źródło a Lamba przygryzła wnętrze policzka, choć na zewnątrz wypuściła jedynie powietrze. Ciężko ale też z lekką ulgą.
    Zamknij się. – odpysknęła ku swojej magii, dając jej do zrozumienia że nie ma nawet po co się uaktywnić. Przecież sobie tylko rozmawiają, prawda?

    Podniosła się do siadu.
    – Wchodzenie na nieswoje tereny zawsze było moim ulubionym zajęciem. – odpowiedziała, wzdychając teatralnie i wyciągnęła swoją łapę by znalazła się przy policzku Ishy. Nie dotknęła go jednak, skupiając się na wszystkich rozprostowanych palcach. – A łapy mam całe czarne, nie tylko pazury. – zerknęła na niego z rozbawieniem. Co tam dalej było? Czekaj, to już było, to też...

    Udajesz że rozumiesz?– przerwało źródło.
    Mówiłam zamknij się.

    – Gdyby mój przyjaciel poprosił mnie o to, owszem. Nawet p o ł k n ę ł a b y m to szkło. Jeżeli rezultatem jest to że się o g a r n i e. – zabrała łapę, pokazując mu jęzor. Halo, ziemia do Ishusia! Ziemia do Ishusia!

    Weź mu po prostu przypieprz w łeb. – teraz teatralnie westchnęło źródło.
    Sklej ryj. – odpowiedziała dyplomatycznie Lamba.

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 19:51
autor: Popiół na Szkle
  Ryrcerska już chciała odpowiedzieć, kiedy nagle zamarła. Ślepia Jary otworzyły się szerzej a jej łeb bezwiednie powędrował w stronę zbiorowiska młodych smoków. Gdyby miała uszy to by pewnie teraz nimi zatrzepotała, próbując ustalić źródło dźwięku.
  – Wybacz Arel ale... – zaczęła, wpatrując się pustym wzrokiem w Ishammara. – zaraz wrócę.

Jakby prowadzona na smyczy, jej długie łapy poprowadziły ją w stronę pustynnego.
  – "A grzechy twoje wypali ogień, czyszcząc duszę gdy ciało zawiodło." – zwróciła się do Pustynnego kończąc jego wypowiedź, zimną łagodnością.

Spojrzała na fiolotewołuską samicę.
  – Lambo. Odsuń się.


// im so sowwy arelciu ale... clutist sleeper agent activated xD
Adepcki Kolec Powalająca Łuska Gorzki Miód

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 20:48
autor: Pomroki Przedświtu
  • Podniosła się. Wreszcie. Chociaż dalej ta jej pozycja była zbyt otwarta na ataki, dalej zbyt niegodna, dalej całkowicie i kompletnie bez szacunku. Srebrne ślepia zmrużyły się odrobinkę, cały czas wgapione w oczy smoczycy. Smok nie drgnął na wyciągnięcię łapy, nie drgnął na rozbawione spojrzenie. Ale ten lekcewarzący ton. Kącik pyska mu drgnął. Czego ona na Jedność nie rozumiała? To było Prawo. Prawa się nie łamało, Prawa się nie lekceważyło. Nigdy. Prawo się szanowało, Prawo się przestrzegało, Prawem się oddychało...
    bo inaczej.
    Ishamaar pozwolił sobie na odrobinkę większy wdech. Coś w jego ślepiach się zmieniło. Dalej pozostawały beznamiętne, ale teraz były jakby bardziej.... niebezpieczne?
    Smok wstał, powoli i z gracją, racząc świat swoim uśmiechem. Czy ktokolwiek mógłby pomyśleć, że Ishamaar, ten wiecznie zgarbiony, nawet wtedy gdy widocznie się prostował, wiecznie zagubiony chudy smok, który upierał się w dość nieudolny sposób, żeby myć łapy przed jedzeniem, oraz że maliny to jeden z cudów świata, który patrzył na smoki po prostu rozmawiające ze sobą w wolności i przyjaźni, jak na największą wspaniałość, dla którego głupia złamana przyśpiewka marynarska była największą symfonią, mógł wyglądać niebezpiecznie?
    –"Granica postanowiona, granica stworzona przez Kreację. Kto przekroczy ją w swej pysze, ten podlega sądowi, aby ocalić dusze przed splamieniem. Oto głód spadnie nań jak noc bez gwiazd, a pragnienie osuszy wnętrzności jego, jak wiatr pustynny wysusza korzeń w ziemi kamiennej. I skrzydła jego związane będą, aby nie wzleciał ku ucieczce, a nogi jego poprowadzą go na pustkowie, gdzie słońce pali bez miłosierdzia.I wołać będzie, lecz głos jego rozwieje wiatr, i wyciągnie dłoń ku wodzie, lecz źródło pozostanie dalekie. Wtedy dopiero, w ciemności i głosach niebios, dusza otworzy się na wchodzącą Światłość, gotowa wygłaszać jej świętość"– dźwięczny głos wygłosił część Trzeciej Księgi Prawa, słowa Czczonego. Akcje mają konsekwencję. Każde akcje. Gdyby Ishamaar był innym smokiem zazgrzytałby zębami. Zrozum to smoczyco! Zrozum! To nie jakaś głupia zabawa!
    Iskry jego źródła zalśniły czystym złotem i zaczęły tańczyć w ciemności. Oh, jak pięknie tańczyły w gorliwości. Nagle... zatrzymały się. Jakby cały czas zamarł.
    Przyjaciel?
    Ślepia dalej pozostawały wlepione w smoczycę, smok pozostawał bez reakcji.
    Iskierki zadrżały, jakby w stłumionym terrorze.
    Przyjaciel? Towarzysz? Hańba i Kodeks. Sąd i plugawa Krew.
    Jednak.... pustynny się zawahał w swojej frustracji, w swojej potrzebie wytłumaczenia, żeby smoczyca po prostu p o s ł u c h a ł a. I to wystarczyło, żeby przybył kolejny smok.

    "A grzechy twoje wypali ogień, czyszcząc duszę gdy ciało zawiodło."
    Pierwsza Księga Prawa, Porządek Jedności.
    Jara przybyła. Smok wreszcie odwrócił wzrok. Uśmiech zniknął z pyska.
    Pochylenie łba. Automatyczne. Szacunek. Wszystko powoli. Wszystko łagodnie. Wszystko perfekcyjnie.
    Wszytko nie licząc źródła, które drżało teraz w hektycznym rytmie.
    Sąd. Ogień. Dusza. Nie, nie nie, nie! Smoczyca miała uniknąć tego! Prawo to mówiło, ale smoczyca tego nie rozumiała, a miała po prostu zrozumieć! Wysłuchać! Smo... – Lambardziara przecież miała nie podlegać Prawu! Ona miała być wolna i szczęśliwa i spędzać czas z tą drugą smoczycą będąc niesamowitą i wygadaną i pełną życia.
    Ishamaar wziął wdech. Spojrzał na Jarę.
    –"Jednak Kreacja miłuje nie tych, którzy upadają, lecz powstają, i nie odrzuca tego, kto sercem woła o oczyszczenie. Ścieżka ognia wypala Ciemność, lecz czasem woda łez i ciężar pokuty zmiażdży zdradliwe pokusy, by dusza wróciła do światła."–

    //Powalająca Łuska , Rycerska Łuska

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 21:42
autor: Naga Magia
  • Sama się dalej uśmiechała. Choć w istocie, lekko rosła w niej irytacja i frustracja, nie dała tego po sobie poznać. Przecież Ishuś tylko tak sobie z nią pogrywa, prawda? To wszystko robi i mówi po to by go zostawiła. Ale przecież przyszła w dobrym zamiarze! Chciała tylko dowiedzieć się co się stało że jej przyjaciel tak postąpił! Pomyślała sobie że może jest smutny, może coś opatrznie zrozumiał! Tak, to na sto kamieni szlachetnych było to, nieporozumienie!
    Zagryzła szczęki, widząc niebezpieczną iskrę w ślepiach przyjaciela.
    – Ohoho, zaczyna mi się to podobać! – zarechotało źródło.
    Zignorowała je, nie podejmując żadnych czynności magicznych w ciągu dalszym.

    Niech cytuje, recytuje, jeżeli mu przez to będzie lepiej, niech uważa ją za głupią że tego nie rozumie jeżeli to sprawi że będzie mu w jakiś sposób lepiej. Była do tego przyzwyczajona, na dobrą sprawę zawsze uchodziła za tę natrętną, zbyt głośną, intensywną, męczącą. To nic nowego, prawda? Nic a nic. Przeżyje. Byleby Ishuś chciał z nią tylko porozmawiać...

    Maddara. Poczuła jej drgania, na które mrugnęła szybko ślepiami. Zaskoczona.
    – Oh, zobacz jaki dosadny przekaz. – zamruczało źródło z aprobatą.
    – Nie! Ja muszę-– – zaprotestowała Lamba.
    – Hmm, co? Skręcić mu kark? Przeciąć tętnice? Urwać głowę? A może wyrwać serce? – przerwało źródło.

    – I.. Ishuś.. – wydukała, patrząc na niego szerszymi ślepiami. Choć próbowała bardzo mocno udawać to..

    – Oh, boisz się? Swojego przyjaciela?
    Wzięła głęboki wdech. Nie. Nigdy. Kochała go mocno, bardzo mocno, bardzo bardzo-–
    – Wiesz że może Ci przetrącić kark bez mrugnięcia?
    Miała ochotę się rozpłakać.
    – Oczywiście, Ty tylko to potrafisz robić. Ryczeć. A zobacz.. – zniżyła gardę. Jej maddara zaczęła również wibrować w powietrzu, czuła jak bezwiednie zaczyna kumulować się wokół jej łapy.
    – Zróbmy sobie kamienne pazury i przebijmy mu gardło na wylot-–

    Głos Jary.
    Była jak cieplutka skóra na wygodnym legowisku. Otulała ją tak mocno, kryła przed światem a przecież nie robiła niczego szczególnego, po prostu.. Była Jarusią. Ich chłodną ale kochaną Jarusią. Jej głos działał na nią zawsze tak kojąco, jak źle by się nie czuła... Ale i pomagał się jej trzymać w ryzach.

    Tak. To tylko jedno wielkie nieporozumienie. Ścisnęła jedną łapę drugą. Na zewnątrz wyglądała jakby po prostu przez chwilę zamarła aby potem odetchnąć niby to teatralnie, niby to lekceważąco, niby..
    – Jak zwykle Cię nie chcą. – fuknęło źródło.
    – Dobrze. – odpowiedziała Jarusi wstając i.. odchodząc. Powoli. Wróci do Trzmiela i Barakudy, wymyśli jakąś wymówkę a co najważniejsze wyciszy się.

    – I co powiesz? – zapytało źródło, dalej buzując w niej chęcią k r w i.
    Milczała. Wdech, wydech, wdech, wydech, przypomni sobie tę fajną melodię, którą ostatnio słyszała.
    – Że jesteś porażką i nawet tak do końca nie rozumiesz swojego przyjaciela? – dopytywało.
    Ty tyryr, ty, tyryry, ty.
    – Że nawet własny brat nie chce Cię znać? Jedni odrzucili, inni mieli Cię w dupie, najwyraźniej ta cała Banda też ma Cię już dość – zachichotało, choć roznosząc się bardziej echem.
    Ty tyryr, ty, ty tyryr... dum, dum, duuum.

    Wreszcie się zamknęło.
    Lamba przystanęła w pół drogi do Trzmiela i Sei.
    Jeszcze dwa wdechy..

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 21:55
autor: Popiół na Szkle
  Obserwowała jak Lamba grzecznie i posłusznie odsuwa się od Ishamaara. Nie miała pojęcia co się teraz kryło w głowie tej samicy, dla Jary zawsze była szczebioczącym słoneczkiem, nawet jeśli się łatwo rozklejała. Czy Rycerska zmieniłaby swoją postawę gdyby wiedziała...? Pewnie nie. Bo były ważniejsze zadania do wykonania.

  Jej chłodne fiołkowe ślepia spojrzały zmęczonym chociaż złagodniałym wzrokiem na Ishamaara
Otworzyła pysk.

"jara, jara. czy wszystko w porządku?"
parząca łapa dotknęła jej policzka, gdy łapy jej drżały a w oczach zbierały się łzy.
Ogień wyczyści twe myśli. Ogień wypali twe grzechy. Zasługuje na wszystko co się stało.
"Jara..." zapytał łagodniej.
Łzy pociekły po jej szklanych policzkach, gdy wtuliła się w jego pierś.


  – Ishamaarze już dobrze. Jesteśmy wolni od dawnych obowiązków. – powiedziała ciszej, spokojniej. Nawet nuta ciepła wkradła się do zwyczajowego chłodu jej głosu.

Nie czuła się wolna.
Wszystko ją dalej wiązało i ściskało. Każdy jej ruch, każdy jej czyn, każdy jej krok.
I on również nie był wolny. Nauki siedziały zbyt głęboko.
Lecz chociaż oboje mogli udawać.


Adepcki Kolec

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 23:02
autor: Pomroki Przedświtu
  • Lambardziara poszła! Poszła! Część Ishamaara chciała zacząć skakać z radości. Poszła! Do bezpieczeństwa, dobrze, dobrze! Jednak coś bardzo głęboko, coś co ukryło się w ciemności umysłu smoka usłyszało sposób, w jaki do niego się odezwała. Sposób w jaki ściskała swoje łapy. Ton głosu. Ułożenie skrzydeł. Nie kontrolowała tego wystarczająco dobrze. Słabość do wykorzystania. To mięsiste małe ukryte coś zauważyło to wszystko i zaczęło drżeć, wić się w wszechogarniającym poczuciu winy i czegoś, co nie powinno być. To coś chciało wyciągnąć swoje pazury i wbić je w delikatne ciało i ciągnąć, ciąć i drzeć, drzeć, aż wszystko co je pokrywało zostało zerwane, całe łuski, cała skura, całe mięśnie, aż całe jego żałosne jestestwo stanie przed Osądem innych, brudne, wykręcające się i pieniące, bo to to parszywe cosik było winne temu, jak Lambardziara teraz wyglądała, jak zwykle to ten ochłap ciemności był winien, a inni cierpieli.
    Jednak ta część dalej znajdowała się ukryta głęboko. Dalej niedostępna i zabezpieczona wieloma warstwami kalkulowanej apatii.
    Ishamaar oddychał. Jara przed nim stała. Ishamaar nie chciał nikogo nigdy oczyścić z grzechów, był żałosny w taki sposób. Słaby i przerażony. Nie był gotowy przyjąć cudzych grzechów na siebie, nie był gotowy utrzymywać czystości kosztem swojego spaczenia, nawet takiego usprawiedliwionego przez Prawo.
    Ishamaar nie chciał nikogo zabić.
    Ishamaar był parszywym tchórzem i to wiedział.
    Jara przed nim stała.
    Ishamaar się bał. Oh, jak bardzo się bał. Nie wiedział czego się bał, ale się bał, ale przynajmniej Lambardziara została oddalona, więc może, może, tym razem wreszcie sprawiedliwości będzie zadość. A Jara nic nie mówiła, nic nie mówiła, mimo że on sam wiedział przynajmniej o dziesięciu różnych tekstach, które całkowicie unieważniałyby jego cytat.
    Jara się nie odzywała... aż się odezwała.
    I coś w Ishamarze
    się

    z ł a m a ł o.

    Otwarł pysk.
    Zamknął pysk.
    Na pewno był jakiś tekst odpowiadający na to stwierdzenie. Tak?
    Tak?
    Pewnie by nawet na to wpadł, gdyby tylko nie musiał się tak bardzo koncentrować, żeby ustać na nogach, bo te coś nagle bardzo zaczęły odmawiać współpracy. A może to jakieś pomniejszne trzęsienie ziemi, czy coś?
    Otwarł pysk.
    Znów brak dźwięku.
    Jara przed nim stała.
    Małe plugawe coś spojrzało oczami smoka, można było je zobaczyć, cały ich ból, cały ich strach, całe niezrozumienie i całą nienawiść. Wystarczyło spojrzeć w ślepia pustynnego – bardzo nieprofesjonalnie, gdyby ktoś miał zapytać Ishamaara. Matka byłaby zawiedziona.
    Jego uszu doszedł jakiś dziwny jęk. Cichy i przeciągły.
    Ah, dobywał się z jego pyska. Teraz to raczył już wydawać dźwięki. Hmf.
    Ślepia zostały zamknięte, małe coś zbyt przerażone wizją bycia zaobserwowanym. Coś Ishamaarowi zaczynało brakować powietrza, organizm wymagał kolejnych i kolejnych oddechów.
    Żałosne.
    Jara była świadkiem.
    Wdech.
    Wyprost, bo najwyraźniej Ishamaar nawet nie umiał utrzymać postawy, chociaż niby było to mini trzęsienie ziemi, ale przecież to nie było wytłumaczeniem jego karygodnego zachowania.
    Jego język był niczym wysuszone truchło skorpiona znalezione pod kamieniem. To też nie było wytłumaczeniem.
    -Wolni- wydukał wreszcie. Wspomnienia czasu spędzonego z Hesionedą pojawiły się w czaszcze smoka. Wydech.
    -Tak....– otwarł ślepia. Patrzył na Jarę. Coś dziwnie mokre mu było w te oczy. Coż, problem na przyszłość.
    Obrzucił wzrokiem okolicę, odszukując Lambardziarę, Myszoziwerza, Jemiołuszka i innych. Wrócił do Jary.
    -W końcu... w końcu to są wolne stada, tak?– spróbował się uśmiechnąć. Poczuł, żę wyszedł mu bardziej grymas, i bardziej się skrzywił, praktycznie od razu po wypowiedzeniu tych słów.

    //Rycerska Łuska

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 23:16
autor: Bezczas Gwiazd
Och? – zdążyła z siebie wydukać, zdezorientowana – a Rycerskiej już nie było. Jej niesprawiedliwie długie łapy zdążyły ją w mgnieniu oka odprowadzić do grupy smoków, którą właśnie wspomniała, i – czy coś się działo? Coś się działo. Widziała napięcie w sylwetkach smoków, słyszała tonację, ale znaczenie słów jej umykało.

Powiedziała, że wróci? Pozostało jej na tym słowie polegać. Odwróciła wzrok i wzięła głeboki oddech, podczas gdy Kirim oparł się o jedną z jej przednich łap. Czuła się głupio osamotniona, szczególnie gdy jej spojrzenie błądziło po tej stronie pola, na której żaden smok już nie gościł. Przynajmniej mogła się zahartować na dalszy ciąg tego dnia. Już od dłuższego czasu wiedziała, że będzie musiała to wszystko odleżeć w ciemni swojej groty.
Nie myśl.
Nie myślę – wymamrotała, patrząc z wyrzutem na kocura.

Rycerska Łuska

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 23 mar 2025, 23:28
autor: Popiół na Szkle
  Jara obserwowała rozklejającego Ishamaara w ciszy. W jej chłodnych fiołkowych oczach odbiła się... troska i współczucie. Zeszło z niej napięcie. Przygarbiła się nieznacznie. Powolutku podeszła krok bliżej, pochylając lekko przy tym łeb. Jej oczy lustrowały sylwetkę pustynnego młodzieńca. Ostrożnie podniosła pazurzastą łapę, od dołu, spokojnie. Jakby chciała sięgnąć wyciągniętymi palcami w stronę ramienia Pustynnego, lecz zatrzymała się wpół ruchu. Jej dłoń przygarbiła się gdy palce opadły, choć kończyna pozostała w powietrzu.
  – Tak. Tak... Jesteśmy na Wolnych Stadach. – odpowiedziała Ishamaarowi gładkim głosem. Stojąc tak teraz z niezręcznie wyciągniętą łapą.
Chciała go dotknąć. Chciała go pocieszyć. Lecz nie wiedziała czy mogła.


Adepcki Kolec

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 24 mar 2025, 0:18
autor: Pomroki Przedświtu
  • Mimo delikatności ruchu łapy w pewnym momencie Ishamaar wzdrgnął się. Słaby, słaby, słaby, widział to, wiedział to. Powinien móc przyjąć wszystko, na co zasługuje z godnością. Skrzywił się ponownie, wściekły na siebie. Nie wiedział kiedy zamknął oczy, ale musiał to zrobić, bo gdy Jara ponownie się odezwała, otwierał je. Jego wzrok skupił się najpierw na uniesionej łapie, potem na smoczycy. Wreszcie prychnął lekceważąco, to akurat nawet dość dobrze mu wyszło. Ciekawe, czy świadczyło to o jakiejś głębszej prawdzie o Ishamaarze. Nie chciało mu się nad tym zastanawiać. -Od początku twierdziłem, że jest to bardzo głupia nazwa. Kto w ogóle ją wymyślił. Kto ją zaakceptował?– wyobrażał sobie, że w tych słowach przekaże całe mu dostępne napuszenie i arogancję, jednak rzeczywistość brzmiała inaczej. Głos nie dość, że ledwo co wydobywał mu się z gardzieli, to jeszcze co parę słów mu się załamywał. Na pewno nie dawało to zamierzonego efektu sprawienia wrażenia smoka, który na pewno nie przejmuje się niczym, co się właśnie wydarzyło.
    No cóż. Przynajmniej był w stanie mówić. To już coś.
    Tylko łapa dalej wisiała w powietrzu. Ponownie wspomnienie Hesionedy. Ponownie do tego samego zdarzenia. Wspomnienie pragnienia. Wspomnienie zwykłe, brudnego ciało. Łuska i pazury i kość wyczuwalnych pod drobną warstwą mięsa. Wspomnienie zrozumienia i wsparcia. Wdzięczności.
    Ale to nie byłą Hesioneda. To była Jara. Jara, która zacytowała Pierwszą Księgę Prawa. Jara, która sama dała radę upuścić swój... nie klan, ale coś podobnego. Niepokojąco podobnego. Jara, która była z nimi w trakcie podróży, Jara, która sama miała więcej doświadczenia w jednym swoim szponie, niż oni wszyscy razem. Jara, która była świadkiem tego wszystkiego. Jara, która miała prawo oceniać.
    Ciało samo zrobiło krok w tył, oczy zerkające na lewo i prawo, jakby w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Zdradziecki organizm. Zdradzieckie ruchy.
    Chrząknął, po czym wyprostował się i poprawił swój szalik. Łapy jakoś tak ciężkie mu się wydawały. Może został czymś otruty? Czymś co było w wianku? Nie znał tutejszej flory, wszystko było możliwe.
    Spojrzał na odchodzącą Lambardziarę, poczuł od Tancerza informację o bezpieczeństwie piskląt. Bawiły się, a Tancerz im w czymś pomagał.
    -Oczywiście...– zaczął. Głos dalej mu się nie zgadzał. Całą siłą woli go uspokoił i zgłośnił. -Oczywiście mój błąd w.... ocenie... sytuacji, był jednorazowy i nie wydarzy się drugi raz.– tak, jednorazowa pomyłeczka. Każdemu może się zdarzyć -Ja...– pójdę do Lambardziary – to cisnęło mu się na język. To chciał powiedzieć, to chciał zrobić, ale gdy zobaczył smoczycę jakby gula stanęła mu w gardle i ponownie język bojkotował wszystkie jego starania wypowiedzenia czegokolwiek. -najlepiej już stąd sobie pójdę... –powiedział zamiast tego, czekając na reakcję Jary. Nie powienien byl w ogóle tutaj przychodzić.

    //Rycerska Łuska

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 24 mar 2025, 0:33
autor: Popiół na Szkle
  Obawiała się, że weźmie jej gest za próbę uczynienia krzywdy. I tak jego wzdrygnięcie i odruch ukłuło ją w serce.
Zmrużyła lekko ślepia.
  – Smoki, które nie musiały jej z nikim uzgadniać. – było w jej głosie coś ostrzejszego, bardziej pewnego, ale z nutą przekory.

Łapa jednak wisiała bez odzewu. Gdy Ishamaar się wycofał i zaczął jej przytakiwać, odłożyła łapę na ziemie, a jej przybity wzrok osunął się gdzieś na bok, na ziemię.
  Nie odpowiedziała mu.


Adepcki Kolec

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 24 mar 2025, 1:31
autor: Łuna Czaroitu
Ah. To pisklęta… jego siostry. Hm. Poniekąd poczuł jakby... trochę ulgi? Znaczy, uh, miał się tym nie przejmować… Ale um, tak jakoś… myśl, że Kai jednak raczej nikogo innego nie miał była satysfakcjonująca… Eh, em, tak, przecież miał nie wpychać nosa w nie swoje prywatne sprawy. Cholera, zostaw już ten temat.

– Oh, rozumiem. – Uśmiechnął się do rozmówcy ciepło, przymykając przy tym lekko oczy. Cóż, Xeri sam został przygarnięty jako pisklę, także więzy krwi nie miały dla niego za bardzo znaczenia. Dla niego wystarczało to poczuć. Uznał to po prostu za kochane, że Kairaki był tak przywiązany do swoich piskląt.
– Jasne, możemy iść. – Kiwnął pyskiem na propozycję i niespiesznie podniósł się z ziemi. Niby zrobił to powoli, ale w pierwszej chwili wcześniej rozedrgane od tych wszystkich emocji łapy odrobinę się pod nim zachwiały. Uh, tak, może rzeczywiście spacer mu się przyda…

Kai

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 24 mar 2025, 18:21
autor: Pomroki Przedświtu
  • Ishamaar zadrżał i wykonał ruch, jakby cały miał się skulić. Nie doszło do tego, oczywiście, był lepiej... wychowany. (Wytresowany, niczym wierny pies – wyszeptało żałosne coś). Słowa nie brzmiały jak skarcenie, ale czy kiedykolwiek to cokolwiek oznaczało?
    Ślepia Ishamaara pozostawały wlepione w jakiś punkt na ziemi, po jego prawej.
    "Smoki, które nie musiały jej z nikim uzgadniać." Co to w ogóle miało znaczyć? Ishamaar nie rozumiał, i gdyby miał włosy, to pewnie zacząłby rwać je z frustracji. To nie była odpowiedź na drugą marną próbę na żart. Jednak finalnie spojrzał, na uderzenie serca Jarze w oczy, i skinął łbem. Nie rozumiał, ale to było tylko kolejne ziarnko piasku w pustyni nieistotnych, bagatelnych spraw. Szybko odwrócił wzrok, jakby ten palił jego całe jestestwo.

    Na brak odpowiedzi Jary serce Ishamaara zaczęło bić jak szalone. Ta nawet już na niego nie patrzyła. Stach bardzo chciał ustąpić miejsce czystemu terrorowi.
    Całą siłą woli pustynny lekko chrząknął, dźwięk cichy, ale dla smoka zabrzmiał jak najgłośniejsza burza.
    Kolejny krok do tyłu. Kontroluj się Ishamaarze, na Jedność, kontroluj się przynajmniej teraz! Potem możesz się rozpaść na ile kawałków będziesz chcał, ale Teraz. Się. Pilnuj.
    -Tak. Niechaj Światłość oświetla ścieżki, którymi kroczysz- udało mu sie powiedziec, po czym wykonał parę szybkich kroków do tyłu, i z potężnym uderzeniem skrzydeł wzniósł się do lotu, po prostu uciekając.

    //Rycerska Łuska
    //zt

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

: 24 mar 2025, 18:46
autor: Niereformowalna Barakuda
Seisei podniosła uszka na jego odpowiedź.
– Czyli droczyłeś się z nim. – Odparła. Nie wydawała się być tym jakoś szczególnie przejęta. Nawet nie podniosła wzroku znad swojego wianka. Musiała skończyć go jak najszybciej, by łeb Trzmiela też był otoczony kwiatkami. – Może się przestraszył, bo uznał, że ci się nie podoba. – Wywnioskowała.
– Wiesz co? Lubię zaczepiać węże, ale one zwykle nie odzwierciedlają moich uczuć. Gryzą. – Trudno było powiedzieć czy mówiła metaforycznie, nawiązując do porównania czy po prostu było to najbliższe tej sytuacji doświadczenie jakie mogła wymyśleć. Na pewno nie kłamała. Czy to raz przyszła do niego, trzymając gdzieś jakieś biedne małe zwierzę, które miało wystarczającego pecha, by stanąć na jej drodze?

Daniel zerknął na Klarę, podnosząc brew. Zależało jej na jego opinii? To coś nowego.
– O niechęci jaką Ziąb wywołuje u innych? Niewiele. – Prychnął, niby bez zaangażowania, ale zamiast odsunąć się, by młoda nie zaprzątała mu głowy, nawet ostrożnie zbliżył się o krok.
– A o tym co mam przed oczami...
Chwycił za więź, skupiając się na niej. Podparł brodę na nadgarstku i zmrużył oczy.
Po chwili milczenia mruknął coś do siebie zanim znów zwrócił się do Klary.
– Ona jak zwykle mówi co myśli... To ty powinnaś mieć więcej do dodania. – Zasugerował, wskazując oczami na Ziąb. Co miał myśleć? Seisei lubiła uzdrowiciela i to bardzo intensywnie, ale też samiczka była naturalnie podatna na uniesienia. Trzmiel za to, na pewno wyglądał jakby ją tolerował... To nie było pole ekspertyzy Daniela, jako że jego poprzedni smok był wyjątkowo niedostępny.
– I co się tak właściwie stało z tamtym smokiem? – Jakimś cudem czuł, że tylko Klara mogła być wiarygodnym źródłem informacji... co mogło być zgubne, ale nie miał zamiaru iść dowiadywać się do tego samca z rogiem na czole. Sądząc po mowie ciał smoków w oddali, wydarzyło się tam coś naprawdę... niekorzystnego.
W dodatku fioletowa samica – Lamba – chyba nie wyszła z tego wszystkiego zwycięsko.

Znośny Ziąb