Pokiwał głową na pytanie o pustynie. Nie wiedział czemu akurat o ten typ krajobrazu pyta jego nowy kolega, ale cóż, może ktoś lubił rzeczywiście pustynie. Przynajmniej mieli w słońcu coś, co się Myszy spodoba.
— Tak, mamy pustynie, właściwie to do stada słońca należy największą pustynia w całych Wolnych Stadach, więc jeśli je lubisz, to idealnie trafiłeś. Kiedyś się tam wybierzemy. Sam raczej rzadko tam chodziłem, ale może w towarzystwie będzie ciekawiej. — Uśmiechnął się ciepło. Czy naprawdę będzie miał teraz kolegę? I to z własnego stada? Chociaż najpewniej będzie dużo częściej spędzał czas ze smokami, które zna najlepiej, czyli z tą jego bandą. Wydawali się naprawdę ciekawi i interesujący, ale czy na pewno go polubią i będą chcieli spędzać czas również z nim? W końcu nie wszystkie smoki doceniają cudowne usposobienie Jemiołuszka. Niektórzy byli wyjątkowo dziwaczni. Jednak Myszozwierz wydawał się w porządku i miał nadzieję, że nie będzie to ich ostatnie spotkanie.
Młodziak również obserwował poczynania ślicznego ptaszyska i delikatnie poruszył uszkiem. Starszy pisklak dostał śliczne niebieskie piórko do swojej wiązanki. Było przepiękne, w urodziwym kolorze, a w dodatku jakby się paliło! A mimo to cały wianek był nienaruszony, jakby ogień był jedynie iluzją. Zamrugał zaskoczony, kiedy do wianka Jemiołuszka Tancerz także przymocował swoje piórko, mniejsze, ale jednak. Tylko czemu?
Spojrzał na feniksa i się delikatnie uśmiechnął. Skinął pyszczkiem w geście podziękowania i wdzięczności.
Na słowa Myszy, roześmiał się krótko. Dobrze było mieć kogoś od sekretów, choć smoki potrafiły być ogromnie fałszywe, to chciał, bardzo pragnął wierzyć, że nie wszystkie. Jego plan był również dobry. W miarę, ale razem na pewno coś wykombinują.
— Dobra! Zrobienie pułapki to świetny pomysł, no i odejście również. Tutaj nie kręci się zbyt wiele piskląt, ale w niektórych miejscach łatwiej na nie trafić. Niestety nie ma chyba żadnego takiego specjalnego miejsca dla pisklaków, a szkoda, bo powinno być... może po prostu ja o nim nie wiem, ale nie szkodzi! — Uśmiechnął się podekscytowany na pomysł zastawienia pułapki. Nie widział w tym pomyśle nic a nic złego, w końcu nie zrobią nic szkodliwego, nikogo nie zranią, ani nie będą nieprzyjemni. KAŻDY by chciał wpaść w taką pułapkę, to będzie początek kolejnej, świetnej przyjaźni!
— Dobra najpierw weźmy wianki i chodźmy! — Sięgnął po swój wianek i założył go sobie. Nie dość, ze śliczna ozdoba to jeszcze nie będzie mu przeszkadzał podczas całej akcji.
— Czy Tancerz mógłby z góry sprawdzić teren? Może by dostrzegł jakiegoś pisklaka, kto wie, wtedy od razu byśmy zastawili pułapkę, byłoby mniej czekania, ale w ostateczności możemy ją zrobić gdziekolwiek i wtedy też wypali. Po prostu będziemy musieli nieco dłużej poczekać. — Kiedy pozostała dwójka się zebrała, ruszyli kawałek od drzewa, gdzieś na pewno musi się plątać jakiś pisklak. Zastawią idealną pułapkę i wtedy nie będzie problemu z tym czy ktoś weźmie ich piękne prace, czy nie, bo posłużą do wyśmienitej zabawy!
Przejściowy Kolec Tancerz
// plus można sie przenieść
Znaleziono 5 wyników
- 17 mar 2025, 21:14
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 7962
- 07 mar 2025, 13:12
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 7962
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Bezwstydnie wpatrywał się, to w Mysz, to w Tancerza. Imię też miał śliczne ten kompan, pasowało mu. Ishamaara zdecydowanie zapunktował u młodego samczyka. Miał gust i estetykę, która podobała się Jemiołuszkowi. Gdy nowy kolega wskazał swojego opiekuna, wyszukał go spojrzeniem, zaraz dostrzegając opiekuna nowego kolegi. Skupił się zaraz na własnym wianku, robiąc go z dokładnością i starannością. Chciał, żeby był piękny, obłędny, aby jego estetyka przypadła innym do gustu.
— Kiedyś też będę miał jakiegoś ładnego kompana. — Stwierdził, choć w sumie nie był tego taki pewien. Czy na pewno będzie potrzebował kompana? Mógł w sumie kiedyś spróbować... podobała mu się wizja posiadania własnego kompana, jednak czy na pewno spotka odpowiedniego? Jego tatko miał sporo kompanów i każdy był inny, ale każdy na swój sposób do niego pasował.
— Na dobrą sprawę ja też dopiero robię swój wianek... też mógłbyś zrobić, zresztą i tak robisz jeden! Więc może nie jest za późno... wychodzi ci to świetnie. — Zastanowił się chwilę. Niby nie powinien już robić, wszyscy zrobili je już dawno, prawie wszystkie zostały zabrane, ale chciał zrobić i zrobi! Słysząc komplement, spojrzał znowu na swoją plecionkę w lekkim zastanowieniu, szybko również porównał swój wianek z tym należącym do jego towarzysza. Wianek Myszy był o wiele bardziej bogato zdobiony, wyglądając prawie jak bukiet! Położył uszy po sobie niepocieszony, wracając do dziubdziania własnej plecionki. Zaczynał wyglądać dużo lepiej, ale nadal wydawało mu się, że wyglądał blado przy wianku starszego pisklęcia. Mysz chyba bardziej zasługiwał na to, by powiesić wianek na drzewie.
— Jasne, dzięki... — Wymamrotał krótko już nieco przygaszony, na moment. Jego uwadze jednak nie umknęło zachowanie Myszy gdy zapytał go o pochodzenie. To chyba jednak był drażliwy temat. Nie zamierzał go więc drążyć... musiał przeżyć okropne rzeczy, a był niewiele starszy od Jemiołuszka. Bał się w sumie pomyśleć, co to mogło być...
Dowiedział się jednak, że jego nowy kolega jest ze Słońca! A raczej, że dołączy do jego stada. Uśmiechnął się ciepło zaraz ciepło. Czy to znaczyło, że będzie miał pisklęcego kolegę ze stada?
— Tak, ja też jestem ze Słońca, fajnie, że dołączyliście. Pewnie będzie żywiej w stadzie teraz. Zabawniej. — Przyznał szczerze. Wydawali się bardzo sympatyczni i otwarci.
— Noo może przesadziłem, niektórzy dorośli nie są aż takimi sztywniakami. Jednak chętnie sam się przekonam czy z nimi naprawdę jest tak zabawnie! — puścił mu oczko figlarnie i zaśmiał się pod nosem. Poszurał ogonem po ziemi podekscytowany poznaniem nowej ekipy, która miała zawitać w jego stadzie!
— Świetnie, w takim razie już masz takiego wspaniałego kolegę. Teraz możemy się razem bawić, zwiedzać i robić wieeele fajnych rzeczy! Mogę cię pooprowadzać po naszych terenach. — Zaproponował, szybko dokańczając wianek, na który po chwili spojrzał. Chyba był gotowy. Starał się, wiele razy próbował, nikt mu nie może zarzucić, że nie włożył w to wystarczająco dużo pracy.
— Nie wiem, czy ktoś jeszcze przyjdzie, a nawet jeśli to czy weźmie mój wianek... niewiele pisklaków tu przychodzi, więc może być ciężko... ale zostawię go. Może akurat... — Spojrzał na swój wianek i zawiesił go na bardzo niskiej gałązce.
— Jeśli nikt go nie weźmie, to sam go zdejmę, żeby nikt sobie nie pomyślał, że żaden pisklak nie docenił mojej pracy! Tylko nikomu nie mów, to będzie nasz sekret. — Usiadł dumnie i uśmiechnął się rozbawiony do Myszy.
— Tak, możemy iść i kogoś porwać! Kto by nie chciał dołączyć do dwóch tak wyśmienitych smoków! No i jednego Feniksa. — Zaśmiał się cicho.
Mysz
— Kiedyś też będę miał jakiegoś ładnego kompana. — Stwierdził, choć w sumie nie był tego taki pewien. Czy na pewno będzie potrzebował kompana? Mógł w sumie kiedyś spróbować... podobała mu się wizja posiadania własnego kompana, jednak czy na pewno spotka odpowiedniego? Jego tatko miał sporo kompanów i każdy był inny, ale każdy na swój sposób do niego pasował.
— Na dobrą sprawę ja też dopiero robię swój wianek... też mógłbyś zrobić, zresztą i tak robisz jeden! Więc może nie jest za późno... wychodzi ci to świetnie. — Zastanowił się chwilę. Niby nie powinien już robić, wszyscy zrobili je już dawno, prawie wszystkie zostały zabrane, ale chciał zrobić i zrobi! Słysząc komplement, spojrzał znowu na swoją plecionkę w lekkim zastanowieniu, szybko również porównał swój wianek z tym należącym do jego towarzysza. Wianek Myszy był o wiele bardziej bogato zdobiony, wyglądając prawie jak bukiet! Położył uszy po sobie niepocieszony, wracając do dziubdziania własnej plecionki. Zaczynał wyglądać dużo lepiej, ale nadal wydawało mu się, że wyglądał blado przy wianku starszego pisklęcia. Mysz chyba bardziej zasługiwał na to, by powiesić wianek na drzewie.
— Jasne, dzięki... — Wymamrotał krótko już nieco przygaszony, na moment. Jego uwadze jednak nie umknęło zachowanie Myszy gdy zapytał go o pochodzenie. To chyba jednak był drażliwy temat. Nie zamierzał go więc drążyć... musiał przeżyć okropne rzeczy, a był niewiele starszy od Jemiołuszka. Bał się w sumie pomyśleć, co to mogło być...
Dowiedział się jednak, że jego nowy kolega jest ze Słońca! A raczej, że dołączy do jego stada. Uśmiechnął się ciepło zaraz ciepło. Czy to znaczyło, że będzie miał pisklęcego kolegę ze stada?
— Tak, ja też jestem ze Słońca, fajnie, że dołączyliście. Pewnie będzie żywiej w stadzie teraz. Zabawniej. — Przyznał szczerze. Wydawali się bardzo sympatyczni i otwarci.
— Noo może przesadziłem, niektórzy dorośli nie są aż takimi sztywniakami. Jednak chętnie sam się przekonam czy z nimi naprawdę jest tak zabawnie! — puścił mu oczko figlarnie i zaśmiał się pod nosem. Poszurał ogonem po ziemi podekscytowany poznaniem nowej ekipy, która miała zawitać w jego stadzie!
— Świetnie, w takim razie już masz takiego wspaniałego kolegę. Teraz możemy się razem bawić, zwiedzać i robić wieeele fajnych rzeczy! Mogę cię pooprowadzać po naszych terenach. — Zaproponował, szybko dokańczając wianek, na który po chwili spojrzał. Chyba był gotowy. Starał się, wiele razy próbował, nikt mu nie może zarzucić, że nie włożył w to wystarczająco dużo pracy.
— Nie wiem, czy ktoś jeszcze przyjdzie, a nawet jeśli to czy weźmie mój wianek... niewiele pisklaków tu przychodzi, więc może być ciężko... ale zostawię go. Może akurat... — Spojrzał na swój wianek i zawiesił go na bardzo niskiej gałązce.
— Jeśli nikt go nie weźmie, to sam go zdejmę, żeby nikt sobie nie pomyślał, że żaden pisklak nie docenił mojej pracy! Tylko nikomu nie mów, to będzie nasz sekret. — Usiadł dumnie i uśmiechnął się rozbawiony do Myszy.
— Tak, możemy iść i kogoś porwać! Kto by nie chciał dołączyć do dwóch tak wyśmienitych smoków! No i jednego Feniksa. — Zaśmiał się cicho.
Mysz
- 06 mar 2025, 21:47
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 7962
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Spojrzał na nowo poznanego samczyka kiedy ten się przysiadł i uważnie obserwował każdy jego ruch i gest. Zupełnie jakby po mowie ciała chciał wyczytać, z jakim typem smoka ma do czynienia. Choć fakt, że przyszedł z pomocą, świadczył o tym, że był dobry i kochany. Nie wydawało się, by miał jakieś złe zamiary, choćby ponabijania się z młodszego i jego nieporadności. Wydawał się również dość nieśmiały mimo odwagi podejścia do obcego. A może się nie wstydził, bo Jemiołuszek był młodszy? Dlatego nie traktował go poważnie. No tak, szkoda się bać małego, chuderlawego pisklęcia, które był głupi. Otóż nie był! Był, wedle własnego uznania, całkiem bystry. Uważał, że powolne ruchy wynikają bardziej z niepewności Myszy niżeli z chęci podzielenia się techniką.
Przerzucił więc uwagę na wielkiego, niebieskiego ptaka, który jakby... się palił? Cóż za dziwne stworzenie! Nie najdziwniejsze, bowiem jego tatko posiadał dziwaczne bóstwo, Nos Szyszki. Niestety w dziwaczności płonący ptak nie przebił Niuchacza, jednak... był niesamowicie piękny. Zadziwiająco dostojny i elegancki.
— Ładny kompan, to twojego opiekuna? — Zapytał. Nie wiedział, czy nowo poznany młodziak posiadał kompana. Byłby pod ogromnym wrażeniem gdyby tak było, ale na pewno się pochwali, jeśli to jego.
Wrócił do splątania kwiatków z ogromną uwagą i determinacją. Uhhh... skoro już inni przychodzą mu pomagać, to musi być źle.
— Ty już skończyłeś swój wianek? Ktoś go pewnie już zdążył zabrać, prawda? — Zapytał. Dostrzegł, że nawet Piastun, który go nauczył paru rzeczy, przybył wybrać któryś z pięknych wianków. Ohoho! Ciekawe czy pozna kogoś fajnego!
Wrócił zaraz do samczyka siedzącego obok.
— Skąd w ogóle jesteś? Może chciałbyś się potem pobawić? Co w ogóle myślisz o tej całej wiankowej tradycji. Myślisz, że to zabawne? To strasznie dziwny sposób szukania kogoś do poznania, dorosłe smoki mogą chodzić gdzie chcą, a i tak postanawiają się w to bawić. Pewnie dorośli mają niewiele zabaw, w które mogą się bawić, no i bardzo im tak dobrze uważam. Ja to będę się bawił, nawet jak dorosnę i będę robił, co chce. — Rzucił stanowczo. Drobne rady, które dostał od nowego kolegi, były przydatne. Zwłaszcza umiejętność wiązania kokardek! Kokardki wyglądały dobrze w wianku. Nie wiedział tylko, czy był on wystarczająco jego. Zdecydował się na sięgnięcie po jedno swoje piórko i przyozdobienie wianka właśnie nim.
— Ilu masz kolegów? Wiesz, jak będziesz chciał się kiedyś pobawić, to możesz ze mną i nie musisz się wstydzić, jestem niesamowicie! — Rzucił, jednak zabrakło mu słowa. Jaki był? — Niesamowicie zabawny, bystry, doskonały! Zresztą przekonasz się sam, jeśli będziesz chciał. — Dodał dumnie, znajomych do zabawy nigdy nie było za dużo, a Jemiołuszek wyjątkowo pisklaków znał dość mało.
Mysz
Przerzucił więc uwagę na wielkiego, niebieskiego ptaka, który jakby... się palił? Cóż za dziwne stworzenie! Nie najdziwniejsze, bowiem jego tatko posiadał dziwaczne bóstwo, Nos Szyszki. Niestety w dziwaczności płonący ptak nie przebił Niuchacza, jednak... był niesamowicie piękny. Zadziwiająco dostojny i elegancki.
— Ładny kompan, to twojego opiekuna? — Zapytał. Nie wiedział, czy nowo poznany młodziak posiadał kompana. Byłby pod ogromnym wrażeniem gdyby tak było, ale na pewno się pochwali, jeśli to jego.
Wrócił do splątania kwiatków z ogromną uwagą i determinacją. Uhhh... skoro już inni przychodzą mu pomagać, to musi być źle.
— Ty już skończyłeś swój wianek? Ktoś go pewnie już zdążył zabrać, prawda? — Zapytał. Dostrzegł, że nawet Piastun, który go nauczył paru rzeczy, przybył wybrać któryś z pięknych wianków. Ohoho! Ciekawe czy pozna kogoś fajnego!
Wrócił zaraz do samczyka siedzącego obok.
— Skąd w ogóle jesteś? Może chciałbyś się potem pobawić? Co w ogóle myślisz o tej całej wiankowej tradycji. Myślisz, że to zabawne? To strasznie dziwny sposób szukania kogoś do poznania, dorosłe smoki mogą chodzić gdzie chcą, a i tak postanawiają się w to bawić. Pewnie dorośli mają niewiele zabaw, w które mogą się bawić, no i bardzo im tak dobrze uważam. Ja to będę się bawił, nawet jak dorosnę i będę robił, co chce. — Rzucił stanowczo. Drobne rady, które dostał od nowego kolegi, były przydatne. Zwłaszcza umiejętność wiązania kokardek! Kokardki wyglądały dobrze w wianku. Nie wiedział tylko, czy był on wystarczająco jego. Zdecydował się na sięgnięcie po jedno swoje piórko i przyozdobienie wianka właśnie nim.
— Ilu masz kolegów? Wiesz, jak będziesz chciał się kiedyś pobawić, to możesz ze mną i nie musisz się wstydzić, jestem niesamowicie! — Rzucił, jednak zabrakło mu słowa. Jaki był? — Niesamowicie zabawny, bystry, doskonały! Zresztą przekonasz się sam, jeśli będziesz chciał. — Dodał dumnie, znajomych do zabawy nigdy nie było za dużo, a Jemiołuszek wyjątkowo pisklaków znał dość mało.
Mysz
- 06 mar 2025, 1:50
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 7962
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Dookoła wszyscy już zdążyli upleść wianki, wszyscy tylko nie on. Mało tego, wianki innych zostały już pozbierane w znacznej większości, a on dalej nie potrafił sklecić choć jednego, który i byłby dobrze spleciony, oraz wystarczająco ładny. Za każdym razem było coś nie tak! Nie zależało mu by jakiekolwiek inne pisklę wzięło jego dzieło. Było to nieistotne! Najważniejsze było by zrobić najładniejszy ze wszystkich. Najlepszy. Taki by wszyscy podziwiali go z zachwytem i nie mogli po niego sięgnąć! Zresztą nie znał zbyt wielu piskląt, może też dlatego nie oczekiwał, że ktokolwiek mógłby być zainstalowany jego wiankiem. Widział, że jakieś pisklaki tu były ale ich nie znał. Nie były też zainteresowane przywitaniem się, więc też nie przywiązał zbyt dużej uwagi do nich. Jednak były, pamiętał.
Z pełnym skupieniem tworzył kwieciste wiązanki z mniejszym lub większym powodzeniem. W ostatecznym rozrachunku i tak okazywały się być fatalne! Co robił nie tak...
Był tak pochłonięty, że zauważył Mysze dopiero kiedy ten się odezwał. Spojrzał na niewiele starszego samczyka, a jego uszko delikatnie drgnęło. Spojrzał na swój wianek i delikatnie pokiwał pyszczkiem.
— Jeśli masz jakieś cenne porady, chętnie skorzystam... — Jemiołuszek pierwszy raz podchodził do plecienia wianków. Nie było to nawet az tak istotna umiejętność, jednak młodszy podszedł do zadania bardzo poważnie. Tylko czy po tej całej pracy, po całym zaangażowaniu, czy nie będzie na pewno mu przykro jeśli nikt owego wianka nie weźmie?
Mysz
Z pełnym skupieniem tworzył kwieciste wiązanki z mniejszym lub większym powodzeniem. W ostatecznym rozrachunku i tak okazywały się być fatalne! Co robił nie tak...
Był tak pochłonięty, że zauważył Mysze dopiero kiedy ten się odezwał. Spojrzał na niewiele starszego samczyka, a jego uszko delikatnie drgnęło. Spojrzał na swój wianek i delikatnie pokiwał pyszczkiem.
— Jeśli masz jakieś cenne porady, chętnie skorzystam... — Jemiołuszek pierwszy raz podchodził do plecienia wianków. Nie było to nawet az tak istotna umiejętność, jednak młodszy podszedł do zadania bardzo poważnie. Tylko czy po tej całej pracy, po całym zaangażowaniu, czy nie będzie na pewno mu przykro jeśli nikt owego wianka nie weźmie?
Mysz
- 09 lut 2025, 10:17
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 7962
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Dla młodego Jemiołuszka zelżenie zimy było czymś nowym, czego doświadczył pierwszy raz w swoim życiu. Słońce przyjemnie dogrzewało, świat zaczynał nabierać kolorowych barw, dało się słyszeć pierwsze, nieśmiałe śpiewy ptaków. Nie potrafił tego wytłumaczyć, ale czuł się dużo lżejszy, szczęśliwszy, pełniejszy życia. Śnieg był zimnawy, a kiedy jeszcze padało i wiało, dało się fuknąć ze zdenerwowania! Jednak nigdy nie narzekał na śnieg, był często nawet ogromnie zabawny i wydawało się, że lubił zimę, ale to jak się teraz czuł, było nie do opisania. Czuł się jak ryba w wodzie.
Piękne kwieciste łąki, które dzielnie walczyły z zimową otoczką, nie dawały za wygraną i opłaciło im się to. Słodki zapach unoszący się w powietrzu dodawał jeszcze większy urok całemu miejscu. Młody samczyk dotarł do pięknego wielkiego drzewa w towarzystwie kompanki swojego tatka. Biała wilczyca ostatnio często dotrzymywała mu towarzystwa.
Jemiołek nie miał na sobie żadnych ozdób, dlatego z lekkim zachwytem przyglądał się ślicznej pelerynie Yamiego. Był oczarowany i zachwycony, jego tatko oczywiście miał jakieś torby, ale nie widział nigdy, aby przywdziewał jakieś ładne szaty. Zdecydowanie młodziak także zapragnął kiedyś mieć coś równie ładnego. Coś na pewno wykombinuje! Już na własną rękę zaczął dbać o swoje piórka i futerko, aby zawsze były gładkie, śliczne i pachnące, ale nie zaczął jeszcze się przyozdabiać. Nie zamierzał się jednak wtrącać w rozmowę dwóch starszych smoków! Nie ośmieliłby się, nawet jeśli miał sporo rzeczy, które chciał powiedzieć i o które chciał zapytać. Chwilę obserwował, co robią, a robili jakieś śliczne wiązanki z kwiatów. Również chciał spróbować.
Przysiadł sobie, a wilczyca położyła się wygodnie obok niego, pozwalając sobie na odpoczynek. W tym czasie Jemiołuszek zaczął zrywać kwiatki, głównie mlecze i rumianki, a później próbował sklecić z nich wianek, nie wiedział za bardzo, jak się to robi, jedynie zamierzał próbować i metodą prób i błędów sklecić wianek.
Westchnął w duchu i spojrzał na Teigan, która posłała mu wymowne spojrzenie, że nie ma bata, że ona mu pomoże. Nawet gdyby chciała, nie było o tym mowy. Położył uszka po sobie niezbyt pocieszony i wrócił do kombinowania dalej.
W końcu się poddał i podszedł do ślicznego smoka w pelerynie, aby poprosić o pomoc i również o poradę. Skoro Niebanalnie Kuszący proponował pomoc, może jednak warto będzie spróbować. Przy okazji może dowie się czegoś ciekawego?
Piękne kwieciste łąki, które dzielnie walczyły z zimową otoczką, nie dawały za wygraną i opłaciło im się to. Słodki zapach unoszący się w powietrzu dodawał jeszcze większy urok całemu miejscu. Młody samczyk dotarł do pięknego wielkiego drzewa w towarzystwie kompanki swojego tatka. Biała wilczyca ostatnio często dotrzymywała mu towarzystwa.
Jemiołek nie miał na sobie żadnych ozdób, dlatego z lekkim zachwytem przyglądał się ślicznej pelerynie Yamiego. Był oczarowany i zachwycony, jego tatko oczywiście miał jakieś torby, ale nie widział nigdy, aby przywdziewał jakieś ładne szaty. Zdecydowanie młodziak także zapragnął kiedyś mieć coś równie ładnego. Coś na pewno wykombinuje! Już na własną rękę zaczął dbać o swoje piórka i futerko, aby zawsze były gładkie, śliczne i pachnące, ale nie zaczął jeszcze się przyozdabiać. Nie zamierzał się jednak wtrącać w rozmowę dwóch starszych smoków! Nie ośmieliłby się, nawet jeśli miał sporo rzeczy, które chciał powiedzieć i o które chciał zapytać. Chwilę obserwował, co robią, a robili jakieś śliczne wiązanki z kwiatów. Również chciał spróbować.
Przysiadł sobie, a wilczyca położyła się wygodnie obok niego, pozwalając sobie na odpoczynek. W tym czasie Jemiołuszek zaczął zrywać kwiatki, głównie mlecze i rumianki, a później próbował sklecić z nich wianek, nie wiedział za bardzo, jak się to robi, jedynie zamierzał próbować i metodą prób i błędów sklecić wianek.
Westchnął w duchu i spojrzał na Teigan, która posłała mu wymowne spojrzenie, że nie ma bata, że ona mu pomoże. Nawet gdyby chciała, nie było o tym mowy. Położył uszka po sobie niezbyt pocieszony i wrócił do kombinowania dalej.
W końcu się poddał i podszedł do ślicznego smoka w pelerynie, aby poprosić o pomoc i również o poradę. Skoro Niebanalnie Kuszący proponował pomoc, może jednak warto będzie spróbować. Przy okazji może dowie się czegoś ciekawego?









