Znaleziono 9 wyników

autor: Ciepłonosy
12 cze 2026, 18:23
Forum: Adopcje
Temat: Trzmielowe Barakudy
Odpowiedzi: 0
Odsłony: 87

Trzmielowe Barakudy

Imiona:
  • Niereformowalna Barakuda (Seisei) i Ciepłonosy (Trzmiel)
Rasa:
  • morski x wężowy + pierwotny x północny
Dziedziczone Atrybuty:
  • Barakuda: Siła, Moc
    Ciepłonos: Siła, Zręczność, Moc, Percepcja
Wygląd:
  • Ciepłonos ma ciemne granatowo-fioletowe łuski, które opalizują odcieniami fioletu i błękitu. Charakterystyczne dla niego są cienka, długołapa sylwetka, długie i cienkie zagięte rogi, czarne ślepia i przede wszystkim – pomarańczowa, kręcona grzywa na całej (długiej) szyi i fragmentach ogona. Skrzydła mają błonę przypominającą owadzie skrzydła.
    [fullbody]

    Barakuda ma wydłużoną wężowo sylwetkę, turkusowe łuski. Wyróżnia się krzaczastą, białą grzywą na całej szyi, żółto-białe znaczenia na przednich łapach, czarne obramówki ślepi, czerwone wargi i dwa kły wystające z dolnej szczęki. Spód skrzydeł przypomina nocne niebo.
    [fullbody]


Jak widzą swoje pisklęta?
  • Barakuda: Seisei będzie się bardzo cieszyć i pisklę będzie mogło liczyć na dużo miłości z jej strony. Jej sposób wychowywania może być jednak nieco ekscentryczny, ponieważ czasami kieruje się podstawowymi instynktami i ogólnie posiada nieco inne spojrzenie na rzeczywistość.

    Ciepłonos: Z początku chłodny i unikający pisklęcia, ale nieuniknione będzie wciągnięcie go w rodzicielstwo; ostrożny i powoli się ociepli, choć jest mało ekspresyjnym smokiem. Ogółem będzie bardzo spokojnym rodzicem, trochę z nastawieniem "niech dziecko samo się wywali na pysk i przekona na swoich błędach", a trochę "what do i even do with this creature".
Coś od siebie:
  • Obie już trochę gramy na forum, więc oferujemy wiedzę, pomoc z mechaniką, nauki (co najmniej część) i dofinansowania. Bardzo chętnie pomożemy w designowaniu dzieciaków i warto wspomnieć, że zależy nam na podobieństwie – najbardziej ikoniczna jest grzywa na szyi, ale inne opcje też są do przegadania. W pakiecie z Trzmielem i Barakudą są jeszcze charakterni, kompanowi opiekuni (dwie gadające harpie). Co może najważniejsze, nie oferujemy mega szybkiego tempa fabuły.
    Chętnych zapraszamy do kontaktu na discordzie (Trzmiel – zmrrok, Sei – bawa2000)
autor: Ciepłonosy
01 kwie 2025, 5:34
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Wiedział, na co się wystawia, oferując swój łeb w ten sposób. Dotyk. Nieważne, jak się przygotowywał, ciało chciało reagować po swojemu – mięśnie się napięły, chcąc wyrazić sprzeciw; gorący dreszcz przebiegł po kręgosłupie, sięgając łap. Jego palce drgnęły. Zmusił się do bezruchu. Zamknął ślepia, a gorące powietrze z nozdrzy owiało palce Seisei oparte na jego kufie.
Przeczekał najgorsze.
W końcu z westchnieniem rozluźnił się w łapach samicy i poddał jej pieszczotom. Ciepło przenikało przez jego łuski jak miód. Nie rozumiał, jakim sposobem to uczucie mogło być... dobre. W taki sposób, jaki było. Ostatecznie jednak nie musiał rozumieć, żeby doświadczać. Świat mógł być inny niż to, co znał przedtem.
Na wyjaśnienia Seisei otworzył z powrotem ślepia, ale irytacja nie wzbierała mocniej. Na razie. Nie planował nawet zamierzać się na wianek samicy – pierwotnie. Ona sama sprawiała, że jego dzisiejsze pragnienia zmieniały swój cel. Czy też raczej – w ogóle go znajdowały.
Ta Lamba... – zaczął leniwie...

Mają się ku sobie; na to stwierdzenie Klara wypuściła powietrze przez nos, ale nie skomentowała. Przypatrywała się harpianowi z niezmienną intensywnością – czy chodziło jej tylko o to, co zauważył? Czy podzielała jego zgnębienie? Może dało się to wyczytać z niezadowolonego wygięcia jej warg. Wykazał się w końcu podstawową inteligencją emocjonalną, choć... postawiła przed nim zbyt banalne zadanie, to prawda.
Odwróciła wzrok dopiero gdy padło pytanie. Które raczyła zignorować.
Świat smoków skupia się wokół nich samych, dlatego to my jesteśmy nazywani kompanami. Tyle że ta relacja nie jest tak niesymetryczna, jak myślą – przynajmniej w naszym przypadku. Nie będę się wypowiadać za takie stworzenia jak miś Chmielu czy Roko. – Jej nogi dyndały raźnie w powietrzu. Jej pewność siebie graniczyła z natchnieniem. – Więź jest obustronna. To, co robią oni, jest równie ważne jak to, co robimy my, a za tym idzie odpowiedzialność. Ograniczamy wolność siebie nawzajem. Nosisz obrożę, ale jednocześnie trzymasz smycz. Jedno i drugie ma swoje wady – zamilkła nieoczekiwanie, choć nogi nadal były w ruchu.

... i urwał, gdy usłyszał kolejne pary łap przecinające trawę. Spiął się na moment – ale rozluźnił równie szybko. Nie miał ochoty zmieniać aktualnej pozycji tak długo, jak Seisei chciała trzymać na nim łapy. Przypatrywał więc się Lambie leniwie kątem czarnych ślepi. Czy powinien być uprzejmy? Czy miał ją uznać za rywalkę? Wyraz jego pyska pozostawał nieodgadniony; neutralny. Bardziej kontrolowany niż gdy był na osobności z Barakudą.
Nie uraził mnie – odpowiedział bez dużego zaangażowania. Obie samice obrały sobie zupełnie błędny cel swoich dociekań.

Powalająca Łuska, Niereformowalna Barakuda
autor: Ciepłonosy
26 mar 2025, 0:34
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Mm – mruknął tylko na podsumowanie Seisei. Odpowiednie słowo, najwidoczniej. – Nie. Myślę, że to preferował – skomentował drugi jej wniosek – skrajnie błędny. Nie znał prawdy, ale Barakuda próbowała wnioskować bez zupełnie żadnej wiedzy. Kierowała się dobrymi intencjami, łatwo było się domyślić, choć – czemu zależało jej na tej sprawie? Ziąb nie lękał się samotności, a rzeczony Ishuś zdecydowanie nie chciał jego towarzystwa. Problem nie istniał. Do tego smoczyca sama już znalazła sobie zajęcie na resztę dnia... od którego zdecydowała się oderwać. Przez niego?
Przez niego.

Zależy od węża. Niektóre udają, że są martwe – odpowiedział pusto, nie próbując nawet ciągnąć metafory – tak po prostu było i wydawało mu się to nawet ciekawe – choć nie teraz. Teraz tkwił pomiędzy własnymi myślami. Czy powinien Barakudę przegonić? Czy zawłaszczyć sobie? Jej szczerość przecinała się z naiwnością, a on nie mógł zmusić swoich łap do działania. To znaczyło, że musiał obrać inną ścieżkę.
Podniósł się nieznacznie z ziemi – zamiast rozwalać się nań całym bokiem, teraz podciągnął łapy pod siebie i siedział zwyczajnie z piersią i brzuchem w trawie. Na tym jednak manewr się nie skończył. Zgiął z powrotem szyję, by wsunąć łeb pod nadal pleciony przez Seisei wianek; uniósł na nią czarne, płonące ślepia, rzucając wyzwanie, by dokończyła pracę już na nim.
... Wyzwanie? Czy nie za bardzo tego sam chciał?
Co z twoim poprzednim wiankiem – wymruczał nisko. Niechęć i zaborczość zawibrowały w jego głosie bez przeszkód.

Hmf – skonstatowała pierwszy komentarz Daniela, ale bez większych emocji. Nic dziwnego, że harpian nie dostrzegał tego, co ona. Poznał Trzmielojada w towarzystwie Seisei i jej własnym... No i oczywiście, odczytywanie Barakudy a Ziąbu to były dwie zupełnie różne sprawy. Nieważne jak wybrakowany emocjonalnie był Daniel, zadanie postawione przed nim było banalnie proste.
Westchnęła teatralnie, ale jej ton pozostawał konkretny.
Wianek Trzmielojada wziął kompan tamtego smoka, więc nie wiedział, jak z tego wybrnąć. A potem Trzmiel musiał powiedzieć coś, co mu się... źle skojarzyło. Nie widzę innego wyjaśnienia. Jego ton, jego postawa, jego mimika – wszystko się zmieniło. Był jak nakręcana zabawka. – Jego własny umysł go zdradził. Żałosna istota, rzucana na prawo i lewo prądami własnych wspomnień.
Wtem wargi Klary wygięły się w oceniającym grymasie. Wskazała podbródkiem na smoki. Skoro harpian nie domyślał się konsekwencji, to sama mu je pokaże.
Widzisz? Seisei może i jest prosta, ale on nie do końca. Czuje więcej niż wie. Jest teraz co najmniej zazdrosny, a wiesz, co to znaczy. – Mimo że ściszyła głos, nie straciła na intensywności. Wbiła oczekujące spojrzenie w Daniela. Niech połączy więcej kropek.

Niereformowalna Barakuda
autor: Ciepłonosy
23 mar 2025, 18:54
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Klara odmachała zdawkowo, bez uśmiechu; jej twarz była napięta. Czy mogła tutaj zaufać Seisei? Czy nie pogorszy sytuacji...? Na wszystkie grzmoty, pewnie nie. Denerwowała ją ta myśl, ale wojowniczka w swojej prostocie dużo lepiej docierała do Ziąbu.
Kopnęła powietrze, zirytowana. A potem sama zawiesiła spojrzenie na dwóch połączonych wiankach...
Hmh.

Powaga? Barakuda miała wiele oblicz, często niespodziewanych. Była lekka i beztroska na ogół, roztrzepana jak liść na wietrze – a jednocześnie w takich chwilach jak ta wydawała się stabilniejsza i jeszcze bardziej nieporuszona niż grunt pod nogami.
Jakie były granice jej wytrzymałości? Od początku wątpił, by znała cokolwiek pokrewnego skrępowaniu, ale może dało się ją przycisnąć w inny sposób? Co wymagało powagi, a co wymagało gniewu? Co sprawi, że się zawaha?
Mrugnął, skupiając się z powrotem na żółtych ślepiach, którym na ten moment dał się pochłonąć. Objaśnienie jemu, Trzmielowi, co wobec niego czuje, wymagało tejże powagi. Fascynujące.
W takim razie jest twój – przyznał jej bez oporu. Ułożył łeb z powrotem na kwiecistej ziemi, zaciągając się wonią wiosny. Czasami tylko zerkał na powstający wianek. Brakowało mu słów na wszystko to, co pozostawało niewypowiedziane w jego głowie. Taki stan z pewnością wiązał się z zawodem Klary. Dobrze więc, że się nie odzywała.

Na zadanie pytanie z początku tylko mruknął pod nosem. Odezwał się dopiero po kilku oddechach.
Byłem niemiły tylko jeśli za takiego mnie uznał – stwierdził w końcu. – Przekręcałem jego słowa. To tak jak wziąć węża na łapę i obserwować, gdzie spróbuje się schować – objaśnił, wlepiając ślepie w Barakudę. Czy będzie nim zawiedziona, tak jak harpia? Czy dla niej to też było coś złego? Czy to w ogóle było coś złego?

Klara zaś spojrzała na Daniela z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Co o tym myślisz? – zagadnęła harpiana przenikliwie.

Niereformowalna Barakuda
autor: Ciepłonosy
23 mar 2025, 17:25
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Większość towarzystwa się rozeszła, więc uzdrowiciel posnuł się za Klarą – harpia zaś uparła się w tym, by jego wianek znowu znalazł się na drzewie Uessasa. Dobrze wiedziała, że nie ma na to ochoty, ale tak jak nie miał ochoty dyskutować wcześniej, tak teraz wargi jego pyska praktycznie się zrosły.

Wyłożył się plackiem pod drzewem, a harpia usiadła na gałęzi nad nim, machając nóżkami. Wyciągnęła do niego głowę.
Naprawdę, czego się spodziewałeś? Czego ja się spodziewałam. Oczywiście, że nie rozumiesz, o co w tym wszystkim chodzi. Umiesz tylko deptać innym stworzeniom po piętach – rzuciła się w kąśliwy monolog niemal natychmiast. – Zachowałeś się jak rozwydrzwony pisklak, i jeszcze jakby to była moja wina! Nie mam zamiaru po tobie sprzątać.

Milczał.

Ach, oczywiście. Teraz nie będziesz się do mnie odzywał przez cały dzień, bo jesteś zbyt napuszony, żeby mnie posłuchać. Nigdy mnie nie słuchasz. – To był gniew; to był zarzut. I gdyby miał siłę, to może spróbowałby to naprostować – ale był pewien, że nie potrafił. Sapnął tylko przez nos; dym wzniósł się smużką w koronę drzewa.

Klara ucichła, gdy był przekonany, że będzie kontynuować swoją pełną szpil i frustracji tyradę. Chciałby, żeby to oznaczało spokój, ale głowa harpii powędrowała w bardzo konkretnym kierunku. Cudze kroki; znajoma woń. Zacisnął wargi. Szkoda, że udawanie martwego nie działało na smoki.
W pole widzenia wkroczyła Barakuda i coś w jego trzewiach się zacisnęło w napływie niejasnych emocji. Czarne ślepie padło na wianek: jego własny. Plączący się z innym. Dźwięk wezbrał w jego piersi, ale go ugasił; kolejnej smugi dymu wyciekającej spomiędzy kłów już nie powstrzymał.
Coś pierwotnego chciało się wydrapać z jego gardła.
Uniósł łeb z ziemi, by patrzeć na Seisei oboma ślepiami.
Panicz doskonale wiedział, co mówi – odpowiedział jej prosto. Zerknął na Klarę. – Nadepnąłem mu na piętę, metaforycznie i celowo. Ale odstąpiłem. – Nie było w nim ani smutku, ani poczucia winy. Rozczarowanie – może. Może też źdźbło znużenia. Dominowało jednak jego niewzruszenie.
Znów wbił wzrok w wojowniczkę.
Dlaczego wzięłaś mój wianek.

Niereformowalna Barakuda
autor: Ciepłonosy
10 mar 2025, 10:28
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Co się stało? Gdy przestał odgrywać rolę, drugi smok zaczął, odbierając mu przy tym całą przyjemność z obserwowania, jak do tej pory wił się w dyskomforcie, błądził między słowami i nie wiedział, co ze sobą począć. Bo teraz – teraz miał do czynienia nawet nie z własnym odbiciem, a czymś jeszcze bardziej wyrafinowanym. Formalność zacierała ślady osobowości.
Zmarszczył nieco brwi. Słuchał od niechcenia faktycznej interpretacji wiankowego symbolizmu, obserwował ze znudzeniem bransoletę wplataną między nasturcje.

Było w tym coś fascynującego, oczywiście. Ta zmiana nastawienia była zjawiskiem przykuwającym uwagę, czymś nietypowym, czymś być może wartym zbadania – ale teraz czuł się jak drapieżnik, któremu spod nosa zabrano zapracowaną zdobycz. Był zawiedziony odmową. Czy nie brzmiało to dziecinnie? Rzucił przez ramię niezadowolone spojrzenie Klarze.
Moja kompanka z pewnością docenia twoje komplementy – odparł ze swobodą. Podał wianek harpii, która specjalnie po to podeszła o kilka kroków bliżej, również sztyletując Trzmielojada wzrokiem. – Nie będę marnować więcej twojego czasu – rzucił, bezceremonialnie się odwracając i wracając do łaty kwiatów, na której do tej pory się wylegiwał bez kolejnych komentarzy.
Klara zerknęła z rozczarowaniem na Ishamaara.
Może miał rację. Niepotrzebnie go w to wciągnęłam – powiedziała jakby do siebie, po czym wzbiła się w powietrze.

Wianek Ziąbu wrócił na drzewo.

Ishamaar
autor: Ciepłonosy
05 mar 2025, 17:12
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Namierzony smok zaczął się motać w słowach i szarpać z wiankiem. Hmpf – tego Klara się pewnie nie spodziewała, co? To, że Trzmiel pozwalał jej dziś dyrygować, nie przekładało się nijak na realia innych smoków... Bo jego sugestia nie wystarczałaby, by doprowadzić do tego, co właśnie obserwował.

Przymrużył ślepia w pełnym zadowolenia uśmiechu, podczas gdy Ishamaar pogrążał się w zażenowaniu.
Błagania młodzika może trochę go zdziwiły – skąd to się wzięło? – bo nie powiedziałby, aby słowa pustynnego samca były szczególnie obraźliwe. Na pewno nie aż tak, by nagradzać je śmiercią, ale różnice kulturowe mogły prowadzić do różnych nieporozumień.
Nie przeczę – odpowiedział młodemu z lekkim przekrzywieniem łba. Brzmiał zupełnie spokojnie. – Chociaż odrobina ostrożności wystarczy, żeby nikomu nie stała się krzywda. – Przymknął ślepia w słodkim uśmiechu, a po chwili opuścił fasadę. Pysk przybrał typowy, neutralno-badawczy wyraz. Uprzejmym by było zostawić obcych w spokoju, ale... jakże byłoby to nudne. Skoro już to był, skoro już rozmawiali, to przynajmniej chwilę to pociągnie.
Myślę, że nikomu nie przeszkadzasz. A na pewno nie mi – rzucił nonszalancko. Kolejne słówko przekręcone na niekorzyść Ishamaara. – Chętnie usłyszę, co myślisz o moim wianku, skoro nie jest taki zły. – Mówiąc to, uniósł dłoń o kilka łusek nad ziemię, a jednocześnie maddara zdjęła plecionkę z rogów Ishamaara bez większego problemu. Kwiecie uniosło się nad łapami pustynnego w oczekiwaniu, że weźmie je w dłoń. Trzmielojad przekrzywił cierpliwie łeb.

Ishamaar, Mysz
autor: Ciepłonosy
04 mar 2025, 23:04
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Smoki dookoła tłoczyły się; jeden po drugim podchodziły do drzewa, odnajdywały swoją parę i się rozchodziły. Gdzieniegdzie zbijały się większe czy mniejsze grupki, a głosy niosły się nad polaną. Nawet krzyki – oburzenia czy ekscytacji.

Trzmiel leżał plackiem w magicznym kwieciu, a obok siedziała Klara, plotąc dalej warkocze z kwiatów.
Na pewno ktoś cię wybierze – stwierdziła harpia z niezachwianą pewnością, zupełnie znikąd. Zaskarbiła sobie tym fuknięcie uzdrowiciela.
Nie zależy mi na tym – odparł bez szczególnego zaangażowania.
Jasne. Chociaż współczuję temu, kto się na ciebie natknie – dodała bez przejęcia, unosząc wstęgę traw przeplecioną nasturcjami ponad własną głowę, do słońca. Splotła oba końce i ułożyła wianek na swoich piórach. Trzmielojad milczał, ale wibrująca więź sugerowała, że coś jest na rzeczy. – Jesteś w końcu prawie zupełnie tępy. Miewasz swoje momenty, ale trochę trzeba się do tego wysilić – objaśniła – zupełnie mgliście, ale głosym diabelnie konkretnym. Była znawczynią tematu, aczkolwiek nie znaczyło to, że miała ochotę być klarowna wobec samego podmiotu.
Mff – mruknął tylko Trzmiel, ledwo zdradzając swoją irytację.

O, patrz. Masz... feniksa. I smoka – oznajmiła Klara po kolejnych długich chwilach, która cały czas uważnie śledziła wydarzenia wokół drzewa. Wstała z ziemi i otrzepała pióra. – Idziesz.
A że smok nie miał zamiaru wdawać się w dyskusję, to poszedł.

Badawczym, leniwym spojrzeniem śledził rozmowy toczące się wśród smoków, pośród których stał ten konkretny – ten z feniksem. Ale wrzasku się nie spodziewał; gdyby miał uszy, to stuliłby je teraz po sobie. Zamiast tego przyciągnął tylko wielbłądzią szyję trochę bliżej do ciała.
I przeczyścił gardło, stanąwszy kilka kroków od obcego. Czy to były smoki ze Słońca...?
Klara trzymała się jeszcze kilka kroków z tyłu, za plecami zaplatając szpony skrzydeł. Nie miała zamiaru się wtrącać – jeszcze.
A więc mam się spodziewać tego rodzaju spotkania? – zagadnął z niewinnością kota, który zamierzał właśnie coś zrzucić z wysokości. – Skoro masz mój wianek.
Na moment w jego ciemnych ślepiach błysnęło zdziwienie zmieszane z czymś jeszcze, gdy skierował wzrok na Barakudę i Lambę. Szybko jednak jego uwaga wróciła od Ishamaara.

Ishamaar
autor: Ciepłonosy
14 lut 2025, 23:42
Forum: Zdarzenia
Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Odpowiedzi: 148
Odsłony: 7673

Pole kwiatów na Skałach Pokoju

Bogowie mieli doprawdy dziwne sposoby na wtykanie nosa w interesy smoków. Czy traktowali to jako jakąś formę rozrywki, czy wierzyli, że to wyraz ich dobrej woli? Pomocna łapa? Dobre pytanie. Może kiedyś pokwapi się osobiście je zadać przed posągami.
Tak jak Ziąb wydawał się pogrążony we własnych myślach, nieczuły na otoczenie, tak Klara chłonęła wszystko wielkimi ślepiami. Uniosła skrzydło w powitalnym geście do Seisei, gdy ją dostrzegła, a poza tym... jakby była w swoim żywiole. Zataczała piruety w kwiatach, zrywała te, które akurat jej się spodobały; łypała z dziwnym zrozumieniem na wiśnię, której... chyba nigdy tutaj nie było.
I to harpia zaczęła pleść wianek.
... To będzie twój? – zapytał niezbyt inteligentnie Trzmiel, przypatrując się, jak zaskakująco zręcznie operuje zarówno palcami stóp, jak i szponami. Harpia łypnęła na niego, jakby postradał zmysły.
Będzie twój, i dołożysz do tego swoją łapę. Ja mogę trafić tylko na tamtego napuszonego dandysia, a nie mam na to ochoty. – Nie kryła lekceważenia w swoim głosie. – A nie pozwolę, żeby coś takiego mnie zupełnie ominęło.
... Mm. – Nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Czy naprawdę chciał się angażować w coś... takiego? Wyglądało na to, że kompanka nie pozostawiała mu wyboru, ale w ostateczności nie miała nad nim żadnej władzy. A on chętnie pozostałby jedynie obserwatorem.

Niereformowalna Barakuda

Wyszukiwanie zaawansowane