Upadek ze stołu na podłogę (niezgrabnie markowany tylko jednym skrzydłem) był jedynie dodatkiego do wszechogarniającego bólu. Raz łupała głowa, raz utracone kończyny nie jego ciała. Różne typy bólu zamieniały się miejscami, ale szczęśliwe wcześniej posłany impuls i myśl o ucieczce chyba dotarły do stwożonka, bo probowało się ratować.
Daleko nie uszedł, bo za chwilę czychał na niego własny przyjaciel pod postacią wysuszonej żaby. Ach, gdyby Nari tylko wiedział, kto to jest! Ale nie miał jak – wszystkie jego wołania, te mentalne i te na głos, spełzły na niczym. Może był za mały i za cichy, by ktoś na nie zwrócił uwagę. Dookoła panował chaos. Jedno więcej krzyczące stworzenie zapewne nie robiło nikomu różnicy.
Zauważył błotoryja w ostatniej chwili i stanął jak wryty, patrząc w jego zapadłe, wyschnięte ślepia. Zdaje się, że przez chwilę był zdany na mentalne umiejętności Wasaka.
– Rairish! – krzyknął jeszcze raz, gdy już się ogarnął, próbując przebić się tym piskliwym głosikiem przez hałas ogarniajacy lochy. – Rianai! Wasak!
Gdzie iść? Dokąd uciekać? Nie znał odpowiedniego kierunku, ale jednego był pewien – jeżeli miał się schować, musiał skierować myszolota w najciemniejsze miejsce pomieszczenia, bez zwierząt czychających na łatwy posiłek. Tak próbował skierować łapki maleństwa.
Znaleziono 7 wyników
- 22 lis 2025, 20:25
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2409
?!
Nari już szczerze nie wiedział, co go boli i gdzie. Jego ośrodek czucia zamienił się w jedną wielką czerwoną plamę, która torturowała go na wszystkie strony, atakując ośrodki bólu i odejmując inne większość pozostałych zmysłów. Bardzo ciężko było się skupić, do tego stopnia, że choć skonstatował, że jego krzyki przeszły właściwie bez żadnej reakcji, nie zareagował ani znęcający się nad myszolotem elf, ani nawet rozpaczliwie wywoływany Rairish, nie potrafił się nawet zezłościć na swoją niemoc. Miał wrażenie, że te drugie krzyki miały jakiś cel, ale że pozostały bez odopowiedzi, dosłownie nic mu nie dawały, poza być może nikłą świadomością, że Rairish tu był.
Głowa tak bardzo bolała.
Jakimś cudem zauważył, że coś spowodowało (co? tego już nie wiedział), że elf dotychczas wiszący nad nim odwrócił od niego wzrok. Choć był zobojętniały na los myszolota, nie miał jednocześnie pewności, czy jeżeli stworzenie wyzionie ducha, on będzie bezpieczny. Niczego się nie dowiedział i czuł jego ból, więc logicznym wyborem było, by spróbować ucieczki. Zagryzł mentalne (myszolotowe?) zęby i spróbował skoku z blatu, na którym leżał, by uciec jak najdalej od oprawcy. Jedyne, co miał na myśli, to kupić sobie trochę czasu i schować się gdzieś, gdzie nie zostanie od razu złapany – pod inny stół, albo do klatki innego stworzenia, gdziekolwiek, gdzie wstrętne łapska dwónogów miałyby problem go dosięgnąć. Nie mógł latać, ale może chociaż stworzenie mogło biec, więc mentalnie nakłaniał je: biegnij i ratuj się!!!
Głowa tak bardzo bolała.
Jakimś cudem zauważył, że coś spowodowało (co? tego już nie wiedział), że elf dotychczas wiszący nad nim odwrócił od niego wzrok. Choć był zobojętniały na los myszolota, nie miał jednocześnie pewności, czy jeżeli stworzenie wyzionie ducha, on będzie bezpieczny. Niczego się nie dowiedział i czuł jego ból, więc logicznym wyborem było, by spróbować ucieczki. Zagryzł mentalne (myszolotowe?) zęby i spróbował skoku z blatu, na którym leżał, by uciec jak najdalej od oprawcy. Jedyne, co miał na myśli, to kupić sobie trochę czasu i schować się gdzieś, gdzie nie zostanie od razu złapany – pod inny stół, albo do klatki innego stworzenia, gdziekolwiek, gdzie wstrętne łapska dwónogów miałyby problem go dosięgnąć. Nie mógł latać, ale może chociaż stworzenie mogło biec, więc mentalnie nakłaniał je: biegnij i ratuj się!!!
- 15 lis 2025, 21:05
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2409
?!
Im dłużej wizja trwała, tym czuł się coraz bardziej bezsilny. Próbował dowiedzieć się na wszystkie strony, co się dzieje i gdzie się podziała reszta. Wiedział, że wokoło jest wiele innych zwierząt, którym dwunogi robią wszelkie okropności, ale czy to byli jego kompani? Jeżeli tak, to którzy? I czy w ogóle po wybuchu maddary wszystkich Mglistych spotkał ten sam los? Czy może zostali rzuceni w zupełnie inne miejsca, inne wizje, albo wręcz wciąż byli w obozie i tylko jego głowa tak oszalała, że wydaje mu się teraz, iż jest myszolotem? Nie zdążył się nawet nacieszyć tymi głupimi skrzydłami – wizję zaćmiewała mu straszna migrena i panika stworzenia, na którą nie mógł chyba nic poradzić. A przynajmniej nie wiedział, jakby miał to zrobić. Nie mógł robić wszystkiego na raz, a czas uciekał!
Zamroczyło go na chwilę, a gdy odzyskał świadomość, z ciałem, w którym utkwił jego umysł, działy się jakieś dziwne, straszne rzeczy. Raz było w klatce, po chwili już na stole z uciętym skrzydeł. Panika, czy to może okropny ból głowy, który dźgał Nariego w mózg sprawił, że z chwili na chwilę smok robił się na nie coraz bardziej obojętny na uczucia myszolota, jakby w jakiś pokrętny sposób uświadamiał sobie, że choć odczuwa te emocje, to nie jest jego ciało. I im dłużej skupiał się na tej myśli, tym bardziej odcinał się od tego, co dzieje się z myszolotkiem. Nie lubił krzywdzić celowo zwierząt i takie czyny brzydziły go, ale też nie potrafił wykrzesać z siebie więcej współczucia. W tej kwestii zupełnie zdysocjował.
Ale chciałby mieć swój umysł i swoje ciało z powrotem, a nie zawisnąć gdzieś pod sufitem jako bezdomna dusza, gdy myszolotek już eksploduje z przerażenia Trzeba się było śpieszyć i spróbować wykorzystać medium jakim było małe, bezbronne stworzenie. Skupił wzrok na elfie, który aktualnie znęcał się nad myszolotkiem, i nakazał mówić swojemu nosicielowi, choćby miał to być komiczny pisk. Chyba potrafił coś wyrzucić z siebie:
– Oby ci ktoś tak nogi odciął od dupy. Ale najpierw mógłbyś dostać ognistego rozwolnienia, a żadna woda nie byłaby cię w stanie napoić i uzupełnić płynów. Oby ci łapy odmarzły i odpadły, zeschnięte i poczerniałe od martwicy. A potem żebyś umarł w katuszach. I żeby wszystkim twoim potomkom działo się to samo, za każdym razem, kiedy tylko zobaczą myszolota – wyrzucał z siebie raz po raz, co pierwsze przyszło mu do głowy, złożecząc na elfa. Próbował wyrwać swoją jaźń z tego maleńkiego ciała, ale nie wiedział, jak to zrobić. Jego próby zapewne zakończyły się kolejnym fiaskiem, co spowodowało u niego tylko więcej złości. – RAIRISH NA LITOŚĆ BOSKĄ, CO SIĘ DZIEJE?! JESTEŚ TU?! ONI KROJĄ TEGO MYSZOLOTA NA KAWAŁKI!
A jeżeli Valnar miał szczęście w użyciu maddary i Nari to usłyszał, spojrzał w stronę, skąd dobiegał sygnał, na dwunoga, rozszerzając szeroko obce sobie ślepia:
~ HALO! SŁYSZYSZ MNIE?! ~ zaczął się drzeć mentalnie, bo tak też mógł dać upust nagłej złości. ~ POMOCY! NIE MOGĘ SIĘ UWOLNIĆ!
Zamroczyło go na chwilę, a gdy odzyskał świadomość, z ciałem, w którym utkwił jego umysł, działy się jakieś dziwne, straszne rzeczy. Raz było w klatce, po chwili już na stole z uciętym skrzydeł. Panika, czy to może okropny ból głowy, który dźgał Nariego w mózg sprawił, że z chwili na chwilę smok robił się na nie coraz bardziej obojętny na uczucia myszolota, jakby w jakiś pokrętny sposób uświadamiał sobie, że choć odczuwa te emocje, to nie jest jego ciało. I im dłużej skupiał się na tej myśli, tym bardziej odcinał się od tego, co dzieje się z myszolotkiem. Nie lubił krzywdzić celowo zwierząt i takie czyny brzydziły go, ale też nie potrafił wykrzesać z siebie więcej współczucia. W tej kwestii zupełnie zdysocjował.
Ale chciałby mieć swój umysł i swoje ciało z powrotem, a nie zawisnąć gdzieś pod sufitem jako bezdomna dusza, gdy myszolotek już eksploduje z przerażenia Trzeba się było śpieszyć i spróbować wykorzystać medium jakim było małe, bezbronne stworzenie. Skupił wzrok na elfie, który aktualnie znęcał się nad myszolotkiem, i nakazał mówić swojemu nosicielowi, choćby miał to być komiczny pisk. Chyba potrafił coś wyrzucić z siebie:
– Oby ci ktoś tak nogi odciął od dupy. Ale najpierw mógłbyś dostać ognistego rozwolnienia, a żadna woda nie byłaby cię w stanie napoić i uzupełnić płynów. Oby ci łapy odmarzły i odpadły, zeschnięte i poczerniałe od martwicy. A potem żebyś umarł w katuszach. I żeby wszystkim twoim potomkom działo się to samo, za każdym razem, kiedy tylko zobaczą myszolota – wyrzucał z siebie raz po raz, co pierwsze przyszło mu do głowy, złożecząc na elfa. Próbował wyrwać swoją jaźń z tego maleńkiego ciała, ale nie wiedział, jak to zrobić. Jego próby zapewne zakończyły się kolejnym fiaskiem, co spowodowało u niego tylko więcej złości. – RAIRISH NA LITOŚĆ BOSKĄ, CO SIĘ DZIEJE?! JESTEŚ TU?! ONI KROJĄ TEGO MYSZOLOTA NA KAWAŁKI!
A jeżeli Valnar miał szczęście w użyciu maddary i Nari to usłyszał, spojrzał w stronę, skąd dobiegał sygnał, na dwunoga, rozszerzając szeroko obce sobie ślepia:
~ HALO! SŁYSZYSZ MNIE?! ~ zaczął się drzeć mentalnie, bo tak też mógł dać upust nagłej złości. ~ POMOCY! NIE MOGĘ SIĘ UWOLNIĆ!
- 25 paź 2025, 18:17
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2409
?!
Nari jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak źle. Był w nie swoim dziele, w jakimś dziwnym miejscu, cudze emocje stawały się jego własnymi. A do tego ból jak żyletki dźgał go w oczy, gdy tylko probówał nimi przejrzeć. Robiło mu się niedobrze od tego uczucia, w uszach piszczało nieznośnie – ale jeżeli był to sen, musiał się z niego jakoś wybudzić. No bo to musiał być sen, prawda?
Na jego wołanie za pierwszym razem nikt nie odpowiedział. Rajski nie tracił czasu. Ledwo wykrzyczał "pomocy", które odbiło się pystym echem w jego głowie, wołał dalej. Kto był wśród nich najlepszym celem myśli? Rozmarzona siedziała obok niego, więc być może łatwo byłoby jej sięgnąć. Był też Vaelin, ale Słówko miał jeden mankament – odpowiadał pojedynczymi słowami, na składanie który w spójną całość Nari teraz nie miał głowy. Wichrogłos z tego samego powodu nie był wzięty pod uwagę, jego Nari prawie w ogóle nie rozumiał, także na trzeźwo. Gdyby jego spostrzegawczość działała lepiej i zauważyła Hissetha przy jaju, pewnie wybrałby jego. A tak do rozważenia zostali mu tylko Budowniczy Ruin i Nieme Przekleństwo. I o ile Wasaka Nari znał o wiele lepiej i bez wahania to do niego skierowałby swoje słowa, Rairish miał w obecnej sytuacji coś, co mogło się bardziej przydać: miał wiedzę. To było jego jajo i jego przedsięwzięcie. Wybór więc był prosty:
~ Rairish, na litość boską, słyszysz mnie?! – Nari nie wiedział, ile ma czasu, dlatego się streszczał, próbując panować nad uczuciem strachu. To jednak sączyło się przez jego słowa: ~ Co się dzieje?! Jestem w jakiejś klatce, coś zmieniło mnie w myszolota. I jakiś dwónóg próbuje mnie właśnie złapać! ~ szukał dla siebie pomocy, mając głęboką nadzieję, że Nieme Przekleństwo go słyszy i jest w stanie mu pomóc.
Na jego wołanie za pierwszym razem nikt nie odpowiedział. Rajski nie tracił czasu. Ledwo wykrzyczał "pomocy", które odbiło się pystym echem w jego głowie, wołał dalej. Kto był wśród nich najlepszym celem myśli? Rozmarzona siedziała obok niego, więc być może łatwo byłoby jej sięgnąć. Był też Vaelin, ale Słówko miał jeden mankament – odpowiadał pojedynczymi słowami, na składanie który w spójną całość Nari teraz nie miał głowy. Wichrogłos z tego samego powodu nie był wzięty pod uwagę, jego Nari prawie w ogóle nie rozumiał, także na trzeźwo. Gdyby jego spostrzegawczość działała lepiej i zauważyła Hissetha przy jaju, pewnie wybrałby jego. A tak do rozważenia zostali mu tylko Budowniczy Ruin i Nieme Przekleństwo. I o ile Wasaka Nari znał o wiele lepiej i bez wahania to do niego skierowałby swoje słowa, Rairish miał w obecnej sytuacji coś, co mogło się bardziej przydać: miał wiedzę. To było jego jajo i jego przedsięwzięcie. Wybór więc był prosty:
~ Rairish, na litość boską, słyszysz mnie?! – Nari nie wiedział, ile ma czasu, dlatego się streszczał, próbując panować nad uczuciem strachu. To jednak sączyło się przez jego słowa: ~ Co się dzieje?! Jestem w jakiejś klatce, coś zmieniło mnie w myszolota. I jakiś dwónóg próbuje mnie właśnie złapać! ~ szukał dla siebie pomocy, mając głęboką nadzieję, że Nieme Przekleństwo go słyszy i jest w stanie mu pomóc.
- 17 paź 2025, 22:58
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2409
?!
Nari wciąż próbował zrozumieć co się właściwie dzieje. Widział, że nie jest u siebie, że nie jest w swoim ciele, ba, że czuje emocje, które nie są jego. Próbował patrzeć, ale jedyne, co właściwie, wyraźnie widział, to wielka łapa dwunoga. I nie wiadomo, co go bardziej przerażało – ta łapa, nieświadomość, czy może serce stworzenia, w którym uknęła jego jaźń. Wyraźnie czuł, jak zaraz eksploduje. A z nim może i on sam.
Co to jest? – powtarzał sobie, coraz bardziej panicznie szukając wyjścia z tragicznej sytuacji. Czas mu się kończył, łapa w końcu się zbliżała.
Wytężył umysł raz jeszcze, a między obezwładniającym strachem było to nie lada wyzwanie. Tu nie było czasu nawet na popędzanie się.
Udało mu się coś złożyć w głowie – mały, latający, latający, jakby ptak, ale jednak nie do końca. Może był myszolotem? Może...
Ta ręka! Matko, jak ona blisko...! A gdzie reszta?!
Nie wiadomo, czy poddał się bardziej własnemu uczuciu zagubienia, czy może był to strach towarzyszący zamkniętemu stworzeniu. Skończyło się tak, że mimo okropnego bólu głowy, jakby w formie ostatniej deski ratunku, zaczął wrzeszczeć, choć nie był pewien, czy krzyczał fizycznie, czy może mentalnie, że krzyczał zarazem gardłem i mentalnie. Intencją było tylko dostanie się w jakiś sposób do przyjaciół:
– Wasak! Vaelin! Rairish! Rianai! Gdzie jesteście?! Pomocy!!! – wyrzucił z siebie pierwsze imiona, które przyszły mu do głowy. Jego głos był pełen desperacji, gdy jedocześnie bragał zwierząto, by kłapało pyskiem, czy to dziobem, przed potężnymi, palczastymi szczypcami. A na pewno miał nadzieję, że stworzenie, w którym utknął, miało jeszcze jakieś sensowne instynkty i za prostą sugestią wybije się z panicznego bezruchu.
/mówienie przy pomocy maddary z umiejętności myszolota
Co to jest? – powtarzał sobie, coraz bardziej panicznie szukając wyjścia z tragicznej sytuacji. Czas mu się kończył, łapa w końcu się zbliżała.
Wytężył umysł raz jeszcze, a między obezwładniającym strachem było to nie lada wyzwanie. Tu nie było czasu nawet na popędzanie się.
Udało mu się coś złożyć w głowie – mały, latający, latający, jakby ptak, ale jednak nie do końca. Może był myszolotem? Może...
Ta ręka! Matko, jak ona blisko...! A gdzie reszta?!
Nie wiadomo, czy poddał się bardziej własnemu uczuciu zagubienia, czy może był to strach towarzyszący zamkniętemu stworzeniu. Skończyło się tak, że mimo okropnego bólu głowy, jakby w formie ostatniej deski ratunku, zaczął wrzeszczeć, choć nie był pewien, czy krzyczał fizycznie, czy może mentalnie, że krzyczał zarazem gardłem i mentalnie. Intencją było tylko dostanie się w jakiś sposób do przyjaciół:
– Wasak! Vaelin! Rairish! Rianai! Gdzie jesteście?! Pomocy!!! – wyrzucił z siebie pierwsze imiona, które przyszły mu do głowy. Jego głos był pełen desperacji, gdy jedocześnie bragał zwierząto, by kłapało pyskiem, czy to dziobem, przed potężnymi, palczastymi szczypcami. A na pewno miał nadzieję, że stworzenie, w którym utknął, miało jeszcze jakieś sensowne instynkty i za prostą sugestią wybije się z panicznego bezruchu.
/mówienie przy pomocy maddary z umiejętności myszolota
- 12 paź 2025, 0:17
- Forum: Retrospekcje
- Temat: ?!
- Odpowiedzi: 46
- Odsłony: 2409
?!
Ostatnie, co Nari pamiętał z kotliny, to jak patrzy na Vunnuda, który przykłada swoją łapę do runy i wrzuca im bez pytania w głowy wizje, o które nie prosili.
A potem już sam nie był pewien, co się do końca stało, bo jego umysł nawiedziło tyle jeszcze różniejszych rzeczy w tak krótkim czasie, że można było ten stan przyrównać do myślowej lewatywy.
Gdy wróciło mu widzenie, słuch i czucie, był już w innym, dziwnie ciemnym i niewygodnym miejscu. Dotarło do niego, że coś go ogranicza, gdy próbuje znaleźć sobie w jakiś sposób więcej miejsca, że słyszy dziwne dźwięki, piski i skrzeki, i co jeszcze tylko. Potrząsnął łbem i lekko mrużąc ślepia, by wyostrzyć obraz, rozejrzał się po okolicy. Gdzie oni byli?! Oni... To znaczy... Gdzie była reszta, na sny Lahae?! Ciężko było powstrzymać towarzyszące tym myślom uczucie paniki, ale jednocześnie wydawało się ono przesadzone i nad wyraz, jakby niezupełnie należało do niego.
Aaaah... Gdyby tylko nie ten straszny ból głowy. Chciał się złapać z łeb, ale albo ciało nie słuchało, albo nie nie bardzo miał jak. Brakowało mu swoich łap... Co do diaska? W swoim typowym odruchu spróbował spojrzał na ziemię, gdzie powinny stać białe, nakrapiane w ciemniejsze ciapki łapy. Gdy spróbował się oblizać, poczuł twardy dziób, którego przecież nie miał.
Serce zatłukło mu gwałtownie w piersi. Czyje to ciało? Sprował się obejrzeć na tyle, na ile dał radę, czując, że nie jest sobą (i raczej nie będzie mu dane zjeść batonika). Czy stał się...?
Nagle dziwne uczucie przebiegło mu po karku, gdy zauważył, że przy jego klatce rozciągna się ruchomy i dziwny cień. Uniósł spojrzenie w górę i wtedy zobaczył jego – dwunoga z krwi i kości.
– O cholera... – próbował wymamrotać, ale czy on był w stanie teraz mówić?
/Zgaduję, że jestem bazyliszkiem
A potem już sam nie był pewien, co się do końca stało, bo jego umysł nawiedziło tyle jeszcze różniejszych rzeczy w tak krótkim czasie, że można było ten stan przyrównać do myślowej lewatywy.
Gdy wróciło mu widzenie, słuch i czucie, był już w innym, dziwnie ciemnym i niewygodnym miejscu. Dotarło do niego, że coś go ogranicza, gdy próbuje znaleźć sobie w jakiś sposób więcej miejsca, że słyszy dziwne dźwięki, piski i skrzeki, i co jeszcze tylko. Potrząsnął łbem i lekko mrużąc ślepia, by wyostrzyć obraz, rozejrzał się po okolicy. Gdzie oni byli?! Oni... To znaczy... Gdzie była reszta, na sny Lahae?! Ciężko było powstrzymać towarzyszące tym myślom uczucie paniki, ale jednocześnie wydawało się ono przesadzone i nad wyraz, jakby niezupełnie należało do niego.
Aaaah... Gdyby tylko nie ten straszny ból głowy. Chciał się złapać z łeb, ale albo ciało nie słuchało, albo nie nie bardzo miał jak. Brakowało mu swoich łap... Co do diaska? W swoim typowym odruchu spróbował spojrzał na ziemię, gdzie powinny stać białe, nakrapiane w ciemniejsze ciapki łapy. Gdy spróbował się oblizać, poczuł twardy dziób, którego przecież nie miał.
Serce zatłukło mu gwałtownie w piersi. Czyje to ciało? Sprował się obejrzeć na tyle, na ile dał radę, czując, że nie jest sobą (i raczej nie będzie mu dane zjeść batonika). Czy stał się...?
Nagle dziwne uczucie przebiegło mu po karku, gdy zauważył, że przy jego klatce rozciągna się ruchomy i dziwny cień. Uniósł spojrzenie w górę i wtedy zobaczył jego – dwunoga z krwi i kości.
– O cholera... – próbował wymamrotać, ale czy on był w stanie teraz mówić?
/Zgaduję, że jestem bazyliszkiem
- 07 cze 2025, 17:11
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Kwiatowy stragan
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2707
Kwiatowy stragan
Nari zachęcony gwarem dobiegającym ze straganu, również przyszedł. Miał przy sobie wielki bukiet kwiatów, ale zanim zdecydował się coś za nie zakupić, najpierw obrzucił uważnie spojrzeniem dwóch sprzedających. Chyba nigdy wcześniej nie widział gnoma, a teraz nie mógł od parki odwrócić wzroku.
Kiedy przy straganie zrobiło się na chwilę pusto, skorzystał z okazji i podszedł. Rozejrzał się po bogactwie dóbr, jakie przyniosły ze sobą gnomy.
– Sprzedalibyście mi to? – pokazał pazurem na torbę leżącą na uboczu, uplecioną z wikliny, ze skórzanym paskiem i obiciami, zamykaną metalową sprzączką. Sprawiała wrażenie solidnej, a na pewno została stworzona przez kogoś sprytnego, może nawet same gnomy. W głowie uzdrowiciela idealnie nadawała się do przechowywania ziół. – Tyle wystarczy? – pokazał dwa niebieskie kwiaty.
Potem, rozochocony, poprosił jeszcze o dziwną, interesująco wyglądającą kartę i parę świecących kamieni, w których upatrzył nieco wartości. Kwiaty były bardzo ładne, ale czymś trzeba było albo karmić Vimsa, albo modlić się do bogów. A poza tym Nari lubił błyskotki. Za wszystko zapłacił odliczoną liczbą kwiatów.
/niezapominajka, chaber –> wiklinowo-skórzana torba (przedmiot fabularny)
werbena, hiacynt –> karta tarota
koniczyna, 2x róża, 2x jeżówka, kąkol –> różowy kwarc i erytryn
żonkil, wiesiołek, miłek –> heliodor
Kiedy przy straganie zrobiło się na chwilę pusto, skorzystał z okazji i podszedł. Rozejrzał się po bogactwie dóbr, jakie przyniosły ze sobą gnomy.
– Sprzedalibyście mi to? – pokazał pazurem na torbę leżącą na uboczu, uplecioną z wikliny, ze skórzanym paskiem i obiciami, zamykaną metalową sprzączką. Sprawiała wrażenie solidnej, a na pewno została stworzona przez kogoś sprytnego, może nawet same gnomy. W głowie uzdrowiciela idealnie nadawała się do przechowywania ziół. – Tyle wystarczy? – pokazał dwa niebieskie kwiaty.
Potem, rozochocony, poprosił jeszcze o dziwną, interesująco wyglądającą kartę i parę świecących kamieni, w których upatrzył nieco wartości. Kwiaty były bardzo ładne, ale czymś trzeba było albo karmić Vimsa, albo modlić się do bogów. A poza tym Nari lubił błyskotki. Za wszystko zapłacił odliczoną liczbą kwiatów.
/niezapominajka, chaber –> wiklinowo-skórzana torba (przedmiot fabularny)
werbena, hiacynt –> karta tarota
koniczyna, 2x róża, 2x jeżówka, kąkol –> różowy kwarc i erytryn
żonkil, wiesiołek, miłek –> heliodor









