To wcale nie tak, że niemalże zapomniał o gnomach i tym, że zbierali dla nich kwiaty. No dobrze, może troszeczkę... Miał ostatnio sporo na głowie!
Dłużej nie zwlekając, zjawił się na miejscu, niosąc kwiaty zgrabnie zebrane w pęczek. Położył je na stole, patrząc po przedmiotach jakie oferowały te niewielkie istoty. Co by mu się właściwie przydało? Finalnie padło na kamienie szlachetne których nie był w stanie rozpoznać, poza jednym.
– Staczy mi na nie? – Dopytał, wskazując wybrane sztuki pazurem.
3x niebieski – szafir
3x fioletowy – tanzanit
3x różowy – erytryn
3x żółte – kalcyt
3x białe – magnezyt
Znaleziono 3 wyniki
- 23 cze 2025, 8:18
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Kwiatowy stragan
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2474
- 06 cze 2025, 15:59
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Wymiany kwiatów
- Odpowiedzi: 34
- Odsłony: 1355
Wymiany kwiatów
Od Pełni Rozkoszy do Płatków na Wietrze – 1x wiesiołek
Od Płatków na Wietrze do Pełni Rozkoszy – 1x koniczyna
Od Płatków na Wietrze do Pełni Rozkoszy – 1x koniczyna
- 13 lis 2024, 22:00
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Walka z nieumarłymi
- Odpowiedzi: 24
- Odsłony: 1119
Walka z nieumarłymi
Preria Ralary
Z solidnym naddatkiem odespał całe te nocne eskapady za Elridem i jego żoną. Nic więc dziwnego, że z wieczora nie było mowy o przymknięciu ślepi na dłużej. Po kilkunastu przewrotach na drugi bok, w końcu wyszedł z groty i zwyczajnie poszedł na spacer.
O ile las nie był zbyt atrakcyjny, tak równina oszczędziła mu przedzierania przez krzewy. Niebo było czyste, przez co było i chłodno. Krążył jakiś czas, ostatecznie siadając na pierwszym, lepszym wzgórzu i omiótł spojrzeniem gwiazdy. Jeden z napotkanych w pałacu elfów wspominał mu kiedyś, że dało się znaleźć tam konkretne wzory. Minęło jednak zbyt wiele czasu, by przypomniał sobie ich nazwy, do tego coś zwróciło jego uwagę.
Stuk. Puk. Stuk. Puk. Brzdęk...
Coś wyrżnęło się w trawie, za grzbietem kolejnego wzniesienia. Pewnie by to zignorował, gdyby nie metaliczny trzask na koniec. Pojawił się również zgrzyt, zupełnie jak gdyby ktoś ocierał o siebie kawałki podrdzewiałego żelastwa. Ruszył się więc z miejsca cicho, na ugiętych łapach dreptając pod górkę. Po drodze nawet natarł się ziemią, tak dla pewności, że nie zostanie dostrzeżony. Uh, miał drobne zakwasy w barkach. Uważał gdzie depta, krył w trawie.
Jakież było jego zdziwienie, gdy wychylił łeb ponad pożółkłą kępę i dostrzegł... No właśnie, co? W pierwszej kolejności były to dwie dynie, na których ktoś wyciął przesadnie duży uśmiech oraz zrozpaczoną buźkę. Dalej jeden szkielet z odsłoniętymi żebrami, na prawym barku trzymał się jeszcze naramiennik. Na ziemi leżał zaś napierśnik to on musiał spaść na ziemie i narobić hałasu. Rynsztunek drugiego był za to kompletny. Spomiędzy zbroi wystawał nawet kawałek jakiegoś jasnego materiału, więc i jakiś odpowiednik spodni był na miejscu.
Raczej mu nie powiedzą co tu robią, więc zwyczajnie skoczył na intruzów. Jednego zdzielił w dynie łapą, drugiego zgniótł łapami na wysokości mostka. Znieruchomiały na ziemi, wtedy jednak nadeszły kolejne.
Zdecydował, że pora wiać!
Z solidnym naddatkiem odespał całe te nocne eskapady za Elridem i jego żoną. Nic więc dziwnego, że z wieczora nie było mowy o przymknięciu ślepi na dłużej. Po kilkunastu przewrotach na drugi bok, w końcu wyszedł z groty i zwyczajnie poszedł na spacer.
O ile las nie był zbyt atrakcyjny, tak równina oszczędziła mu przedzierania przez krzewy. Niebo było czyste, przez co było i chłodno. Krążył jakiś czas, ostatecznie siadając na pierwszym, lepszym wzgórzu i omiótł spojrzeniem gwiazdy. Jeden z napotkanych w pałacu elfów wspominał mu kiedyś, że dało się znaleźć tam konkretne wzory. Minęło jednak zbyt wiele czasu, by przypomniał sobie ich nazwy, do tego coś zwróciło jego uwagę.
Stuk. Puk. Stuk. Puk. Brzdęk...
Coś wyrżnęło się w trawie, za grzbietem kolejnego wzniesienia. Pewnie by to zignorował, gdyby nie metaliczny trzask na koniec. Pojawił się również zgrzyt, zupełnie jak gdyby ktoś ocierał o siebie kawałki podrdzewiałego żelastwa. Ruszył się więc z miejsca cicho, na ugiętych łapach dreptając pod górkę. Po drodze nawet natarł się ziemią, tak dla pewności, że nie zostanie dostrzeżony. Uh, miał drobne zakwasy w barkach. Uważał gdzie depta, krył w trawie.
Jakież było jego zdziwienie, gdy wychylił łeb ponad pożółkłą kępę i dostrzegł... No właśnie, co? W pierwszej kolejności były to dwie dynie, na których ktoś wyciął przesadnie duży uśmiech oraz zrozpaczoną buźkę. Dalej jeden szkielet z odsłoniętymi żebrami, na prawym barku trzymał się jeszcze naramiennik. Na ziemi leżał zaś napierśnik to on musiał spaść na ziemie i narobić hałasu. Rynsztunek drugiego był za to kompletny. Spomiędzy zbroi wystawał nawet kawałek jakiegoś jasnego materiału, więc i jakiś odpowiednik spodni był na miejscu.
Raczej mu nie powiedzą co tu robią, więc zwyczajnie skoczył na intruzów. Jednego zdzielił w dynie łapą, drugiego zgniótł łapami na wysokości mostka. Znieruchomiały na ziemi, wtedy jednak nadeszły kolejne.
Zdecydował, że pora wiać!









