20/4 mięsa
ode mnie dla Cekorax
Akt.
Znaleziono 11 wyników
- 07 sty 2026, 1:50
- Forum: Samotnicy i Prorocy
- Temat: Powiadomienia Samotników
- Odpowiedzi: 200
- Odsłony: 8656
- 10 gru 2025, 9:44
- Forum: Adopcje
- Temat: Czaroit na Wietrze
- Odpowiedzi: 0
- Odsłony: 178
Czaroit na Wietrze
Imiona:
Kairaki –> Nieugięty Kolec –> Pąk Róży –> Płatki na Wietrze (Stado Ziemi)
Xeri –> Alternatywna Łuska –> Inkluzje Ametrynu –> Łuna Czaroitu (Stado Słońca)
Rasy: Wężowy x Północny
Czy mogą być biologicznymi rodzicami? Tak
Dziedziczone Atrybuty:
Płatki na Wietrze:
Siła, Moc, Percepcja, Aparycja
Łuna Czaroitu:
Wytrzymałość, Moc
Dziedziczone rasy:
Płatki na Wietrze:
Północny, Wężowy, Bagienny(babcia), Górski(dziadek)
Łuna Czaroitu:
Północny, Wężowy
Wygląd:
Kairaki:
Galeria

Xeri:
Galeria

Co nieco o postaciach i ich spojrzeniu na pisklęta
Kairaki pilnowałby swoich piskląt, zwłaszcza przez ich najmłodsze księżyce życia. Pilnowanie miałoby postać kompana, pilnującego jedynie, czy pisklęciu nie dzieje się krzywda i tyle. Mógłby nawet być czasem towarzyszem zabaw! Raczej będzie bardzo mało miejsca na patologię inną niż ewentualne skutki nadopiekuńczości.
Sam lubi zajmować się sztuką, głównie rzeźbieniem i malowaniem figurek. Gra też na instrumencie, a kompan(czerwona panda) został uratowany z cyrku, więc pisklę może być bardziej artystyczne i muzykalne. Zna też język ludzki i chciałby zaszczepić w swoich pisklętach chęć i ciekawość świata, nawet jeśli ostatnimi czasy doświadczył stamtąd odrobiny przykrości. Więc byłyby wycieczki nie tylko po Terenach Stad, ale także i poza nimi!
Xeri każde pisklę pokocha tak samo. Sam jest przybłędą i nie zna swojej biologicznej rodziny, także poczucie więzów krwi, czy istota korzeni są mu raczej obce.
Jest smokiem ostrożnym, pewnie popadłby w nadopiekuńczość. Trochę w życiu przeszedł i bardzo chciałby chronić pisklęta przed krzywdą. Nie ograniczałby piskląt przy poznawaniu świata, podbudzając ich ciekawość, ale wolałby mieć na nie oko jak najdłużej. Woli w pierwszej kolejności porozmawiać i wszystko na spokojnie wyjaśnić. W żaden sposób nie zaniedba, zawsze stara się pomóc i wesprzeć jak tylko może. Stara się być kimś, na kim można polegać. Chętnie nauczy też pisklęta języka akarubi i spróbuje zarazić miłością do kamieni szlachetnych.
Za kompana ma wredną, mięsożerną gęś Honkalit, której hobby to podgryzanie kostek, okazywanie swojej wyższości oraz terroryzowanie mniejszych i słabszych.
Oboje są też Wojownikami z pasji i poruszą góry i nie tylko, byleby nikomu z ich bliskich nie stała się krzywda. Kairaki pod tym względem bardzo mocno ulega emocjom i kiedy tylko komuś z bliskich może coś grozić, najpierw działa, a potem myśli. Oboje są skłonni do poświęceń(oboje nawet już raz umarli).
Coś od siebie
Chętnie pomożemy z ogarnięciem designu, wprowadzimy w forum, w mechaniczną i fabularną jego część. Fabularnie dużo rzeczy może być na luzie do dogadania, byleby nie robić losowych rzeczy bez uprzedzenia. Żaden z rodziców na przykład nie zaniedba swojego pisklęcia, albo nie puści go gdzieś samopas.
Preferowanym Stadem byłoby Słońce, bo Ziemia jest póki co zamknięta (ale w razie jej otwarcia, nie stałoby to na przeszkodzie). Na biologiczne dzieci liczba miejsc jest ograniczona do trzech, ale żaden z rodziców nie pogardziłby również znajdami. Xeri sam był znajdą, więc więzi krwi nie grają dla niego roli, a Kairaki nie miał szczęścia do biologicznej rodziny, więc też starałby się pomóc, już zajął się pisklętami swojej siostry na ten przykład.
Kontakt: PW forumowe Płatki na Wietrze; Łuna Czaroitu
Kontakt discord: wiewiur, fuyuvii
Kairaki –> Nieugięty Kolec –> Pąk Róży –> Płatki na Wietrze (Stado Ziemi)
Xeri –> Alternatywna Łuska –> Inkluzje Ametrynu –> Łuna Czaroitu (Stado Słońca)
Rasy: Wężowy x Północny
Czy mogą być biologicznymi rodzicami? Tak
Dziedziczone Atrybuty:
Płatki na Wietrze:
Siła, Moc, Percepcja, Aparycja
Łuna Czaroitu:
Wytrzymałość, Moc
Dziedziczone rasy:
Płatki na Wietrze:
Północny, Wężowy, Bagienny(babcia), Górski(dziadek)
Łuna Czaroitu:
Północny, Wężowy
Wygląd:
Kairaki:
Galeria

Xeri:
Galeria

Co nieco o postaciach i ich spojrzeniu na pisklęta
Kairaki pilnowałby swoich piskląt, zwłaszcza przez ich najmłodsze księżyce życia. Pilnowanie miałoby postać kompana, pilnującego jedynie, czy pisklęciu nie dzieje się krzywda i tyle. Mógłby nawet być czasem towarzyszem zabaw! Raczej będzie bardzo mało miejsca na patologię inną niż ewentualne skutki nadopiekuńczości.
Sam lubi zajmować się sztuką, głównie rzeźbieniem i malowaniem figurek. Gra też na instrumencie, a kompan(czerwona panda) został uratowany z cyrku, więc pisklę może być bardziej artystyczne i muzykalne. Zna też język ludzki i chciałby zaszczepić w swoich pisklętach chęć i ciekawość świata, nawet jeśli ostatnimi czasy doświadczył stamtąd odrobiny przykrości. Więc byłyby wycieczki nie tylko po Terenach Stad, ale także i poza nimi!
Xeri każde pisklę pokocha tak samo. Sam jest przybłędą i nie zna swojej biologicznej rodziny, także poczucie więzów krwi, czy istota korzeni są mu raczej obce.
Jest smokiem ostrożnym, pewnie popadłby w nadopiekuńczość. Trochę w życiu przeszedł i bardzo chciałby chronić pisklęta przed krzywdą. Nie ograniczałby piskląt przy poznawaniu świata, podbudzając ich ciekawość, ale wolałby mieć na nie oko jak najdłużej. Woli w pierwszej kolejności porozmawiać i wszystko na spokojnie wyjaśnić. W żaden sposób nie zaniedba, zawsze stara się pomóc i wesprzeć jak tylko może. Stara się być kimś, na kim można polegać. Chętnie nauczy też pisklęta języka akarubi i spróbuje zarazić miłością do kamieni szlachetnych.
Za kompana ma wredną, mięsożerną gęś Honkalit, której hobby to podgryzanie kostek, okazywanie swojej wyższości oraz terroryzowanie mniejszych i słabszych.
Oboje są też Wojownikami z pasji i poruszą góry i nie tylko, byleby nikomu z ich bliskich nie stała się krzywda. Kairaki pod tym względem bardzo mocno ulega emocjom i kiedy tylko komuś z bliskich może coś grozić, najpierw działa, a potem myśli. Oboje są skłonni do poświęceń(oboje nawet już raz umarli).
Coś od siebie
Chętnie pomożemy z ogarnięciem designu, wprowadzimy w forum, w mechaniczną i fabularną jego część. Fabularnie dużo rzeczy może być na luzie do dogadania, byleby nie robić losowych rzeczy bez uprzedzenia. Żaden z rodziców na przykład nie zaniedba swojego pisklęcia, albo nie puści go gdzieś samopas.
Preferowanym Stadem byłoby Słońce, bo Ziemia jest póki co zamknięta (ale w razie jej otwarcia, nie stałoby to na przeszkodzie). Na biologiczne dzieci liczba miejsc jest ograniczona do trzech, ale żaden z rodziców nie pogardziłby również znajdami. Xeri sam był znajdą, więc więzi krwi nie grają dla niego roli, a Kairaki nie miał szczęścia do biologicznej rodziny, więc też starałby się pomóc, już zajął się pisklętami swojej siostry na ten przykład.
Kontakt: PW forumowe Płatki na Wietrze; Łuna Czaroitu
Kontakt discord: wiewiur, fuyuvii
- 09 cze 2025, 2:30
- Forum: Kwiatowy stragan
- Temat: Kwiatowy stragan
- Odpowiedzi: 44
- Odsłony: 2376
Kwiatowy stragan
Czarodziej słyszał o powrocie gnomów na Tereny Wspólne, także grzechem byłoby nie przyjść i przejrzeć ich towarów. Zabrał ze sobą bukiecik kwiatów, który zebrał ostatnio na polowaniu i razem z Honkalit ruszyli spacerem na stragan.
Przybywszy na miejsce Honka zaczęła biegać po okolicy, przyglądając się stoiskom i zwierzętom. W końcu ona sama była kiedyś na ich miejscu. Hah, jak ona się cieszyła, że już nie musiała siedzieć w takiej klatce. O wiele lepiej było jej u boku smoka, na pewno ciekawiej.
Czaroit przywitał się z gnomami uprzejmie i oczywiście zapytał o kamienie szlachetne. Nie byłby sobą, gdyby nie zaczął się nimi ekscytować. Zastanawiał się, których kamieni jeszcze nie ma w swojej kolekcji, a jego pasiasty ogon wił się za nim w zadowoleniu.
– Mógłbym kupić parę kamieni? – zapytał, wyciągając przed siebie kolorowy bukiecik. – Honka, chcesz też wybrać? – powiedział przez ramię do dreptającej nieopodal gęsi. Ptaszyna machnęła skrzydłami i podbiegła bliżej, by ocenić towar.
Po chwili oglądania błyskotek podjęli w końcu decyzję, a Xeri podniósł parę wybranych sztuk w łapie.
– Poproszę te.
// chaber, czarnuszka, len – larimar
werbena, hiacynt, krokus – tanzanit
koniczyna, róża, kąkol – erytryn
3x wiesiołek – heliodor
Przybywszy na miejsce Honka zaczęła biegać po okolicy, przyglądając się stoiskom i zwierzętom. W końcu ona sama była kiedyś na ich miejscu. Hah, jak ona się cieszyła, że już nie musiała siedzieć w takiej klatce. O wiele lepiej było jej u boku smoka, na pewno ciekawiej.
Czaroit przywitał się z gnomami uprzejmie i oczywiście zapytał o kamienie szlachetne. Nie byłby sobą, gdyby nie zaczął się nimi ekscytować. Zastanawiał się, których kamieni jeszcze nie ma w swojej kolekcji, a jego pasiasty ogon wił się za nim w zadowoleniu.
– Mógłbym kupić parę kamieni? – zapytał, wyciągając przed siebie kolorowy bukiecik. – Honka, chcesz też wybrać? – powiedział przez ramię do dreptającej nieopodal gęsi. Ptaszyna machnęła skrzydłami i podbiegła bliżej, by ocenić towar.
Po chwili oglądania błyskotek podjęli w końcu decyzję, a Xeri podniósł parę wybranych sztuk w łapie.
– Poproszę te.
// chaber, czarnuszka, len – larimar
werbena, hiacynt, krokus – tanzanit
koniczyna, róża, kąkol – erytryn
3x wiesiołek – heliodor
- 24 mar 2025, 1:31
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6949
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Ah. To pisklęta… jego siostry. Hm. Poniekąd poczuł jakby... trochę ulgi? Znaczy, uh, miał się tym nie przejmować… Ale um, tak jakoś… myśl, że Kai jednak raczej nikogo innego nie miał była satysfakcjonująca… Eh, em, tak, przecież miał nie wpychać nosa w nie swoje prywatne sprawy. Cholera, zostaw już ten temat.
– Oh, rozumiem. – Uśmiechnął się do rozmówcy ciepło, przymykając przy tym lekko oczy. Cóż, Xeri sam został przygarnięty jako pisklę, także więzy krwi nie miały dla niego za bardzo znaczenia. Dla niego wystarczało to poczuć. Uznał to po prostu za kochane, że Kairaki był tak przywiązany do swoich piskląt.
– Jasne, możemy iść. – Kiwnął pyskiem na propozycję i niespiesznie podniósł się z ziemi. Niby zrobił to powoli, ale w pierwszej chwili wcześniej rozedrgane od tych wszystkich emocji łapy odrobinę się pod nim zachwiały. Uh, tak, może rzeczywiście spacer mu się przyda…
Kai
– Oh, rozumiem. – Uśmiechnął się do rozmówcy ciepło, przymykając przy tym lekko oczy. Cóż, Xeri sam został przygarnięty jako pisklę, także więzy krwi nie miały dla niego za bardzo znaczenia. Dla niego wystarczało to poczuć. Uznał to po prostu za kochane, że Kairaki był tak przywiązany do swoich piskląt.
– Jasne, możemy iść. – Kiwnął pyskiem na propozycję i niespiesznie podniósł się z ziemi. Niby zrobił to powoli, ale w pierwszej chwili wcześniej rozedrgane od tych wszystkich emocji łapy odrobinę się pod nim zachwiały. Uh, tak, może rzeczywiście spacer mu się przyda…
Kai
- 14 mar 2025, 22:05
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6949
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Mhm, o dziwo nawet nie przeszkadzały mu obecne na kwiatowym polu smoki, na dłuższą chwilę zupełnie o nich zapomniał, choć wcześniej czuł się przez to towarzystwo skrępowany.
Fioletowofutry siedział praktycznie nieruchomo, przytulony do czerwonej grzywy, jakby w obawie, że jakimkolwiek większym ruchem mógłby zepsuć tą chwilę. Pomyślał sobie jak… wyjątkowo przyjemne są takie gesty… I jak chyba mu tego czasem brakowało… Sam bowiem zbyt wiele tego nie otrzymywał, ani za bardzo nie rozdawał. Z rozdawaniem było mu czasem... niezręcznie. Co innego, gdy ktoś bliski wpierw mu ten kontakt fizyczny oferował. Wtedy było w porządku, nawet i bardzo. Kto wie, może kiedyś bardziej przywyknie i się nauczy... Um, wracając.
Bez problemu wypuścił Kairakiego ze swojego objęcia, a gdy ich pyski znów były naprzeciw siebie, od razu pochylił łeb, by łapą przetrzeć mokre ślepia i pozbyć się łez. Odchrząknął cicho, po czym nieco się wyprostował i uśmiechnął ciepło do drugiego samca. Zaraz jednak przybrał bardziej pytający wyraz, gdy Kai zaczął mówić.
Miał… pisklęta..?
No i co teraz myśleć… Znaczy, um, nie było to nic szokującego, prawda. Tylko uh.
Oczywiście zamiast zapytać, to w jego łbie już pojawiło się kilka opcji. Przygarnął je? Czy może już kiedyś z kimś był? Nie wydawało mu się, żeby kiedykolwiek dostrzegł podobieństwo u jakiegoś innego smoka. Chwila, czemu miałby, przecież znał tylko parę smoków z Ziemi. A raczej jedynie kojarzył, więc szanse są nikłe.
Albo co jeśli Kai nadal był z kimś innym i dlatego wcześniej nie mówił nic o pisklętach? Chwila, przecież nie musiał mu mówić o sobie wszystkiego, miał prawo się tym nie dzielić, jeśli nie chciał. No właśnie, dlaczego Xeri by tego wymagał, skoro on sam długo nie mówił mu chociażby o swojej siostrze, którą ma w głowie! Nie powinien, nie powinien! Tylko kim więc był dla niego Xeri? GAH, o czym on teraz myśli, przecież nie ma się czym przejmować, co nie?? Dobrze, że jednak mu powiedział, tak. Przecież Ametryn byłby chętny poznać jego rodzinę!
Jego mały mętlik w głowie z zewnątrz wyglądał zapewne jak chwilowe zatrzymanie wszelkich procesów myślowych. Zamrugał dwukolorowymi ślepiami i zwrócił łeb w kierunku, który wskazała mu łapa szarofutrego. Oh… rzeczywiście z samego wyglądu mógłby nie zauważyć pokrewieństwa. Więc pewnie jednak je przygarnął..? Agh, to nie ważne! Wrócił spojrzeniem do samca i spoważniał lekko. Sposób w jaki wypowiedział się na temat snu jednego z piskląt… cóż, mógł się domyślać o jaki sen chodziło… Poruszył delikatnie łapą, którą wcześniej położył na tej należącej do Kairakiego, by ją pogłaskać.
Raz jeszcze rozejrzał się po łące, choć wiedział, że pozostałych młodzików tu teraz nie zobaczy, odetchnął i spojrzał na rozmówcę.
– W porządku. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Oczywiście miło byłoby ich poznać. – odparł, uśmiechając się lekko. – Choć um, pewnie też przyszli się tutaj pobawić, więc nie musimy im przeszkadzać… Także... co powiesz na jakieś spotkanie, żebyś mógł nas przedstawić? – W końcu... nadal był ich ciekawy. Więc to... dobry pomysł? Chyba tak. Choć już na samą myśl poczuł lekki stres, ah...
Pąk Róży
Fioletowofutry siedział praktycznie nieruchomo, przytulony do czerwonej grzywy, jakby w obawie, że jakimkolwiek większym ruchem mógłby zepsuć tą chwilę. Pomyślał sobie jak… wyjątkowo przyjemne są takie gesty… I jak chyba mu tego czasem brakowało… Sam bowiem zbyt wiele tego nie otrzymywał, ani za bardzo nie rozdawał. Z rozdawaniem było mu czasem... niezręcznie. Co innego, gdy ktoś bliski wpierw mu ten kontakt fizyczny oferował. Wtedy było w porządku, nawet i bardzo. Kto wie, może kiedyś bardziej przywyknie i się nauczy... Um, wracając.
Bez problemu wypuścił Kairakiego ze swojego objęcia, a gdy ich pyski znów były naprzeciw siebie, od razu pochylił łeb, by łapą przetrzeć mokre ślepia i pozbyć się łez. Odchrząknął cicho, po czym nieco się wyprostował i uśmiechnął ciepło do drugiego samca. Zaraz jednak przybrał bardziej pytający wyraz, gdy Kai zaczął mówić.
Miał… pisklęta..?
No i co teraz myśleć… Znaczy, um, nie było to nic szokującego, prawda. Tylko uh.
Oczywiście zamiast zapytać, to w jego łbie już pojawiło się kilka opcji. Przygarnął je? Czy może już kiedyś z kimś był? Nie wydawało mu się, żeby kiedykolwiek dostrzegł podobieństwo u jakiegoś innego smoka. Chwila, czemu miałby, przecież znał tylko parę smoków z Ziemi. A raczej jedynie kojarzył, więc szanse są nikłe.
Albo co jeśli Kai nadal był z kimś innym i dlatego wcześniej nie mówił nic o pisklętach? Chwila, przecież nie musiał mu mówić o sobie wszystkiego, miał prawo się tym nie dzielić, jeśli nie chciał. No właśnie, dlaczego Xeri by tego wymagał, skoro on sam długo nie mówił mu chociażby o swojej siostrze, którą ma w głowie! Nie powinien, nie powinien! Tylko kim więc był dla niego Xeri? GAH, o czym on teraz myśli, przecież nie ma się czym przejmować, co nie?? Dobrze, że jednak mu powiedział, tak. Przecież Ametryn byłby chętny poznać jego rodzinę!
Jego mały mętlik w głowie z zewnątrz wyglądał zapewne jak chwilowe zatrzymanie wszelkich procesów myślowych. Zamrugał dwukolorowymi ślepiami i zwrócił łeb w kierunku, który wskazała mu łapa szarofutrego. Oh… rzeczywiście z samego wyglądu mógłby nie zauważyć pokrewieństwa. Więc pewnie jednak je przygarnął..? Agh, to nie ważne! Wrócił spojrzeniem do samca i spoważniał lekko. Sposób w jaki wypowiedział się na temat snu jednego z piskląt… cóż, mógł się domyślać o jaki sen chodziło… Poruszył delikatnie łapą, którą wcześniej położył na tej należącej do Kairakiego, by ją pogłaskać.
Raz jeszcze rozejrzał się po łące, choć wiedział, że pozostałych młodzików tu teraz nie zobaczy, odetchnął i spojrzał na rozmówcę.
– W porządku. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Oczywiście miło byłoby ich poznać. – odparł, uśmiechając się lekko. – Choć um, pewnie też przyszli się tutaj pobawić, więc nie musimy im przeszkadzać… Także... co powiesz na jakieś spotkanie, żebyś mógł nas przedstawić? – W końcu... nadal był ich ciekawy. Więc to... dobry pomysł? Chyba tak. Choć już na samą myśl poczuł lekki stres, ah...
Pąk Róży
- 01 mar 2025, 21:15
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6949
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Ametryn całkiem zadowolony zerkał na oba wianki. Cieszył się, że Kairakiemu raczej spodobał się podarunek, a jemu z kolei podobało się, jak żółte kwiaty, które udało mu się znaleźć pasowały do koloru jego oczu… Może troszkę się zagapił, nim na chwilę jego uwagę zwróciła wywołującą się niedaleko kłótnia. Zdążył jedynie zastrzyc uchem, a odpowiedź Pąku szybko przyciągnęła go z powrotem.
Xeriemu wydawało się, że już goręcej mu być nie mogło, ale po tym, co zrobił Kairaki, jak poczuł jego język na swoim policzku… Pomyślał, że zaraz spłonie, a jego żołądek chyba właśnie zrobił fikołka. Zamarł na moment w bezruchu z wielkimi oczyma. Gdyby nie smocza natura, pysk Inkluzji pewnie przybrałby teraz barw dorodnego buraka.
Maddarowe lusterko nagle zafalowało niestabilnie, po czym rozpłynęło się w lśniący pyłek. Jak to jest, że jego umysł nagle opustoszał, a zaraz znowu zalały go chaotyczne myśli… To znaczy, że Kai jednak go lubił? Uh, znaczy, nie miał raczej żadnego powodu, żeby go nie lubić, przecież oboje chcieli się umawiać na kolejne spotkania, no i właśnie zrobił dla niego wianek, więc uh… w sensie, że lubił go tak… bardziej. Oh bogowie, to się dzieje? Trochę jakby dopiero i z trudem to do niego docierało, no bo… Nawet jeśli już wcześniej Dae wdała się w pewną bliższą relację, tak dla Xeriego nadal temat ten wydawał się dosyć obcy. Nie czuł wtedy tego samego co siostra, a i trudno mu było wyobrazić siebie samego w takiej sytuacji… takiej no, uh... Trudno mu było nawet o tym myśleć! Nie żeby owa sytuacja była czymś złym, oh nie! Raczej po prostu… był trochę zaskoczony tym, że ktoś chciałby być z nim na tyle blisko. No i nie miał pojęcia, jak na to reagować! Cóż, cieszył się, ale jak to okazywać? Co byłoby na miejscu, co byłoby odpowiednie? Jak na razie to miał ochotę po prostu się popłakać ze szczęścia. No i może trochę z uczucia bezradności, które dosyć często mu towarzyszyło.
Otarcie o policzek odwzajemnił, choć dosyć niemrawo, ale to dlatego, że jednocześnie próbował się jakoś oderwać od mętliku w głowie. Gdy już był w stanie bardziej świadomie się poruszyć, wyciągnął szyję, by oprzeć łeb na pochylonej do jego barku szyi Kairakiego, trochę ją w ten sposób obejmując. Jego ślepia momentalnie się zaszkliły, a gdy samiec przymknął powieki, po policzkach leniwie spłynęło kilka łez, które wsiąkały w fioletowe futerko. Xeri odetchnął głęboko, powoli wypuszczając ciepłe powietrze z nozdrzy. Łapy miał jak z galarety, ale uniósł jedną z nich i lekko drżącą położył na łapie drugiego smoka. Otworzył odrobinę pysk, jakby chciał coś powiedzieć, ale dosyć szybko zrezygnował, więc skończyło się tylko na cichutkim kłapnięciu i mruknięciu.
I w takiej pozycji chyba mógłby zostać jeszcze przez długi czas, zapominając o bożym świecie…
Honkalit tymczasem patrzyła przez chwilę, co ten jej kompan wyczynia, ale dosyć szybko się znudziła. Irytowały ją te dziwne… mdłe uczucia, których to część docierała do jej świadomości przez więź. Bleh.
Ale ale! Nieopodal działy się o wiele ciekawsze rzeczy. Jakieś krzyki? Jakiś warkot? Gęś przydreptała bliżej trójki gotujących się do walki smoków i rozsiadła się gdzieś nieopodal z nadzieją na emocjonujące widowisko i rozlew krwi. Ahh, brakowało jej tylko jakichś ślimaków na zagryzkę… Ale chwila. Brązowy futrzak wstał, ale zamiast walczyć, to zaczął coś gadać. Zbyt spokojnie gadać. No i co z tą walką… Zawiedziona gęś zasyczała cicho i przeciągle. No i pierzasta wywerna też zaraz odeszła. Eeehh, a już mogło być ciekawie...
Pąk Róży
Xeriemu wydawało się, że już goręcej mu być nie mogło, ale po tym, co zrobił Kairaki, jak poczuł jego język na swoim policzku… Pomyślał, że zaraz spłonie, a jego żołądek chyba właśnie zrobił fikołka. Zamarł na moment w bezruchu z wielkimi oczyma. Gdyby nie smocza natura, pysk Inkluzji pewnie przybrałby teraz barw dorodnego buraka.
Maddarowe lusterko nagle zafalowało niestabilnie, po czym rozpłynęło się w lśniący pyłek. Jak to jest, że jego umysł nagle opustoszał, a zaraz znowu zalały go chaotyczne myśli… To znaczy, że Kai jednak go lubił? Uh, znaczy, nie miał raczej żadnego powodu, żeby go nie lubić, przecież oboje chcieli się umawiać na kolejne spotkania, no i właśnie zrobił dla niego wianek, więc uh… w sensie, że lubił go tak… bardziej. Oh bogowie, to się dzieje? Trochę jakby dopiero i z trudem to do niego docierało, no bo… Nawet jeśli już wcześniej Dae wdała się w pewną bliższą relację, tak dla Xeriego nadal temat ten wydawał się dosyć obcy. Nie czuł wtedy tego samego co siostra, a i trudno mu było wyobrazić siebie samego w takiej sytuacji… takiej no, uh... Trudno mu było nawet o tym myśleć! Nie żeby owa sytuacja była czymś złym, oh nie! Raczej po prostu… był trochę zaskoczony tym, że ktoś chciałby być z nim na tyle blisko. No i nie miał pojęcia, jak na to reagować! Cóż, cieszył się, ale jak to okazywać? Co byłoby na miejscu, co byłoby odpowiednie? Jak na razie to miał ochotę po prostu się popłakać ze szczęścia. No i może trochę z uczucia bezradności, które dosyć często mu towarzyszyło.
Otarcie o policzek odwzajemnił, choć dosyć niemrawo, ale to dlatego, że jednocześnie próbował się jakoś oderwać od mętliku w głowie. Gdy już był w stanie bardziej świadomie się poruszyć, wyciągnął szyję, by oprzeć łeb na pochylonej do jego barku szyi Kairakiego, trochę ją w ten sposób obejmując. Jego ślepia momentalnie się zaszkliły, a gdy samiec przymknął powieki, po policzkach leniwie spłynęło kilka łez, które wsiąkały w fioletowe futerko. Xeri odetchnął głęboko, powoli wypuszczając ciepłe powietrze z nozdrzy. Łapy miał jak z galarety, ale uniósł jedną z nich i lekko drżącą położył na łapie drugiego smoka. Otworzył odrobinę pysk, jakby chciał coś powiedzieć, ale dosyć szybko zrezygnował, więc skończyło się tylko na cichutkim kłapnięciu i mruknięciu.
I w takiej pozycji chyba mógłby zostać jeszcze przez długi czas, zapominając o bożym świecie…
Honkalit tymczasem patrzyła przez chwilę, co ten jej kompan wyczynia, ale dosyć szybko się znudziła. Irytowały ją te dziwne… mdłe uczucia, których to część docierała do jej świadomości przez więź. Bleh.
Ale ale! Nieopodal działy się o wiele ciekawsze rzeczy. Jakieś krzyki? Jakiś warkot? Gęś przydreptała bliżej trójki gotujących się do walki smoków i rozsiadła się gdzieś nieopodal z nadzieją na emocjonujące widowisko i rozlew krwi. Ahh, brakowało jej tylko jakichś ślimaków na zagryzkę… Ale chwila. Brązowy futrzak wstał, ale zamiast walczyć, to zaczął coś gadać. Zbyt spokojnie gadać. No i co z tą walką… Zawiedziona gęś zasyczała cicho i przeciągle. No i pierzasta wywerna też zaraz odeszła. Eeehh, a już mogło być ciekawie...
Pąk Róży
- 23 lut 2025, 23:45
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6949
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Wpatrywał się chwilę w kwiecisty dywan pod ich łapami, może nawet z nerwów wstrzymał na moment oddech w oczekiwaniu na odpowiedź. Czy zrobił dobrze? Chciał po prostu wręczyć prezent, ale uh, czy nie lepiej by było dać Kairakiemu wybór? Przynajmniej by się dowiedział, czy Pąk sam chciałby wybrać jego wianek. Czy dając mu go osobiście poniekąd wymuszał przyjęcie go? Nie chciał postawić go w niewygodnej czy niezręcznej sytuacji…
Choć wcale nie minęło długo, przez łeb fioletowofutrego zdążyło już przemknąć parę niepewności. Dopiero głos drugiego samca ściągnął go z powrotem na ziemię i trochę uspokoił. Cóż, nie do końca, ale przynajmniej odciągnął go od wcześniejszych myśli, żeby mógł denerwować się czymś innym!
Czyli… podobał mu się? Słoneczny odetchnął z ulgą, a barwna końcówka długiego ogona zawiła się w zadowoleniu u jego boku. Powoli podniósł spojrzenie na pysk rozmówcy, który przysunął się na chwilę do kwitnącej wiśni, by… też podać mu wianek. Xeri popatrzył na robótkę lekko zdziwiony, szerzej otwartymi ślepiami, jakby w pierwszej chwili nie dotarły do niego słowa Kairakiego.
Z myślą… o nim?
Xeri chyba za bardzo przejmował się tym, co chciał zrobić ze swoim wiankiem, także nie przeszło mu przez łeb, że któryś mógłby być specjalnie dla niego… Róże i fiołki… Czuł też kojącą nutę lawendy w mieszaninie słodkich zapachów… Wyraz jego pyska zaraz się ocieplił i nieśmiało wkroczył na niego łagodny uśmiech. Jego myśli od razu odpłynęły do chwili, gdy właśnie o tych kwiatach rozmawiali w trakcie spaceru na Wierchy Snów…
Jedynym, na co mógłby teraz narzekać, był gorąc i łomot w klatce piersiowej. Przez chwilę nawet bał się, czy bicie jego serca czasem nie jest słyszalne dla innych. Jeju, nigdy nie przypuszczał, że mógłby się tak czuć. Cóż, niby już kiedyś miał do czynienia z czymś podobnym, gdy część uczuć Dae mieszała się z jego, ale… to chyba nie to samo, gdy chodzi tu tylko o niego. To, co powiedział Kairaki napawało go taką radością, że zdawało mu się, że mógłby zaraz wybuchnąć. Łzy i drżące łapy jeszcze udało mu się powstrzymać, gorzej mu szło z ogonem, który mimowolnie drgał z podekscytowania.
– Jeju… D-dziękuję… Piękny, bardzo mi się podoba. – powiedział typowym dla siebie, ściszonym tonem, choć z wyczuwalną nutą poddenerwowania. Uśmiechnął się troszkę szerzej i przejął wianek od rozmówcy. Wpierw przymknął na moment oczy i zbliżył go nieco do pyska, by głębokim wdechem zaciągnąć się wonią róż, fiołków i lawendy… – Więc… widzę, że chyba mieliśmy podobne pomysły na nie, heh. – Z pomocą maddary ostrożnie umieścił wianek na swojej głowie. Podobnie zrobił też ze swoją robótką, która to powoli wzbiła się w powietrze i wylądowała na głowie drugiego samca. Ułożył ją w taki sposób, aby rzemyk z rubinem zwisał z boku pyska, troszkę dalej za okiem, żeby przy tym nie przeszkadzał. Następnie obok smoków pojawiła się cieniutka, pionowa tafla cieczy, która wyjątkowo dobrze odbijała obraz przed sobą, a więc mogących się w niej przejrzeć Czarodziei.
– I jak? – spytał, zwrócony w stronę tworu i z uśmiechem wpatrzony w odbicie kwiatów na jego łbie.
Pąk Róży
Choć wcale nie minęło długo, przez łeb fioletowofutrego zdążyło już przemknąć parę niepewności. Dopiero głos drugiego samca ściągnął go z powrotem na ziemię i trochę uspokoił. Cóż, nie do końca, ale przynajmniej odciągnął go od wcześniejszych myśli, żeby mógł denerwować się czymś innym!
Czyli… podobał mu się? Słoneczny odetchnął z ulgą, a barwna końcówka długiego ogona zawiła się w zadowoleniu u jego boku. Powoli podniósł spojrzenie na pysk rozmówcy, który przysunął się na chwilę do kwitnącej wiśni, by… też podać mu wianek. Xeri popatrzył na robótkę lekko zdziwiony, szerzej otwartymi ślepiami, jakby w pierwszej chwili nie dotarły do niego słowa Kairakiego.
Z myślą… o nim?
Xeri chyba za bardzo przejmował się tym, co chciał zrobić ze swoim wiankiem, także nie przeszło mu przez łeb, że któryś mógłby być specjalnie dla niego… Róże i fiołki… Czuł też kojącą nutę lawendy w mieszaninie słodkich zapachów… Wyraz jego pyska zaraz się ocieplił i nieśmiało wkroczył na niego łagodny uśmiech. Jego myśli od razu odpłynęły do chwili, gdy właśnie o tych kwiatach rozmawiali w trakcie spaceru na Wierchy Snów…
Jedynym, na co mógłby teraz narzekać, był gorąc i łomot w klatce piersiowej. Przez chwilę nawet bał się, czy bicie jego serca czasem nie jest słyszalne dla innych. Jeju, nigdy nie przypuszczał, że mógłby się tak czuć. Cóż, niby już kiedyś miał do czynienia z czymś podobnym, gdy część uczuć Dae mieszała się z jego, ale… to chyba nie to samo, gdy chodzi tu tylko o niego. To, co powiedział Kairaki napawało go taką radością, że zdawało mu się, że mógłby zaraz wybuchnąć. Łzy i drżące łapy jeszcze udało mu się powstrzymać, gorzej mu szło z ogonem, który mimowolnie drgał z podekscytowania.
– Jeju… D-dziękuję… Piękny, bardzo mi się podoba. – powiedział typowym dla siebie, ściszonym tonem, choć z wyczuwalną nutą poddenerwowania. Uśmiechnął się troszkę szerzej i przejął wianek od rozmówcy. Wpierw przymknął na moment oczy i zbliżył go nieco do pyska, by głębokim wdechem zaciągnąć się wonią róż, fiołków i lawendy… – Więc… widzę, że chyba mieliśmy podobne pomysły na nie, heh. – Z pomocą maddary ostrożnie umieścił wianek na swojej głowie. Podobnie zrobił też ze swoją robótką, która to powoli wzbiła się w powietrze i wylądowała na głowie drugiego samca. Ułożył ją w taki sposób, aby rzemyk z rubinem zwisał z boku pyska, troszkę dalej za okiem, żeby przy tym nie przeszkadzał. Następnie obok smoków pojawiła się cieniutka, pionowa tafla cieczy, która wyjątkowo dobrze odbijała obraz przed sobą, a więc mogących się w niej przejrzeć Czarodziei.
– I jak? – spytał, zwrócony w stronę tworu i z uśmiechem wpatrzony w odbicie kwiatów na jego łbie.
Pąk Róży
- 19 lut 2025, 1:05
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6949
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Nie był na tyle pochłonięty swoją pracą, by nie zauważać pojawiających się smoków, których było… dosyć dużo. Kątem oka zerkał na innych przybywających, ale nie zamierzał zwracać na nich większej uwagi. Przynajmniej dopóki nie zauważył pewnego konkretnego osobnika, oj wtedy to zaczął znowu się przejmować. Gdy spojrzał na Kairakiego, mimowolnie uśmiechnął się delikatnie (niezależnie od tego, czy tamten go zauważył), ale zaraz zacisnął wargi, spuszczając wzrok na swoje łapy. Speszony gapił się na skończony wianek. Chwilę się wahał, niepewny co z nim zrobić. Zbierające się na pysku uczucie ciepła nie pomagało… Powinien go po prostu wręczyć? Czy raczej zawiesić na gałęzi jak cała reszta..? Niby na tym przecież miała polegać ta… zabawa. Odwiesił swoją robótkę na wiśni, po czym wrócił na ubocze, by przyglądać się wiankom pozostałych.
Znów zaczął się wahać. Chyba sam nie do końca wiedział czego chciał… Ehh, wszystko to było dla niego takie… z jakiegoś powodu trudne i niezrozumiałe. No bo dlaczego aż tak się stresuje podarowaniem jakiegoś wianka? Niby to niewiele, choć w kontekście obecnej sytuacji… nabiera to większego znaczenia. Pewnie znowu przesadza...
Fioletowofutry zbliżył się ponownie do drzewa i zdjął z niego kwiatowy splot z róży i dalii. Zatrzymał na nim na chwilę wzrok, po czym westchnął i zmarszczył nieco nos. Skoro zrobił go z myślą o konkretnej osobie to… może jednak powinien po prostu podejść i go oddać?
Powoli i nieśmiało podszedł do Kairakiego, a wianek unosił przed sobą przy pomocy maddary.
– Cześć. – Przywitał się, posyłając mu delikatny uśmiech, ale zaraz odwrócił zawstydzone spojrzenie gdzieś na bok. – Wiesz… uhm, chciałem dzisiaj zrobić coś dla ciebie, więc… – Wyciągnął w jego stronę łapę, na której wylądował ów kwiatowy wianek. – proszę. Jeśli, um, chciałbyś go przyjąć… – Drugą część dodał ciut ciszej i szybciej, po czym przygryzł lekko dolną wargę.
Pąk Róży
Znów zaczął się wahać. Chyba sam nie do końca wiedział czego chciał… Ehh, wszystko to było dla niego takie… z jakiegoś powodu trudne i niezrozumiałe. No bo dlaczego aż tak się stresuje podarowaniem jakiegoś wianka? Niby to niewiele, choć w kontekście obecnej sytuacji… nabiera to większego znaczenia. Pewnie znowu przesadza...
Fioletowofutry zbliżył się ponownie do drzewa i zdjął z niego kwiatowy splot z róży i dalii. Zatrzymał na nim na chwilę wzrok, po czym westchnął i zmarszczył nieco nos. Skoro zrobił go z myślą o konkretnej osobie to… może jednak powinien po prostu podejść i go oddać?
Powoli i nieśmiało podszedł do Kairakiego, a wianek unosił przed sobą przy pomocy maddary.
– Cześć. – Przywitał się, posyłając mu delikatny uśmiech, ale zaraz odwrócił zawstydzone spojrzenie gdzieś na bok. – Wiesz… uhm, chciałem dzisiaj zrobić coś dla ciebie, więc… – Wyciągnął w jego stronę łapę, na której wylądował ów kwiatowy wianek. – proszę. Jeśli, um, chciałbyś go przyjąć… – Drugą część dodał ciut ciszej i szybciej, po czym przygryzł lekko dolną wargę.
Pąk Róży
- 13 lut 2025, 2:06
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Pole kwiatów na Skałach Pokoju
- Odpowiedzi: 148
- Odsłony: 6949
Pole kwiatów na Skałach Pokoju
Informacja o miejscu pełnym kwiatów przyciągnęła na Skały Pokoju również Słonecznego Czarodzieja. Razem z Honkalit na grzbiecie podążał za niesionym przez wiatr, nietypowym dla tej pory roku, słodkim zapachem i z zachwytem przyglądał się zastanej scenerii, szczególnie imponującej kwitnącej wiśni. Huh, wiele obecnych gatunków kwiatów w ogóle pierwszy raz widział na oczy!
Jeśli skrzyżował z kimś spojrzenie, skinął łbem na powitanie. Do nikogo się nie zbliżał, choć zainteresował się tym, co robiły obecne tu smoki. Jakieś… kwiatowe ozdoby? Wyglądało to całkiem uroczo… Właściwie to ostatnio Xeri sam chciał zająć się wykonywaniem jakichś drobnych ozdób, także mógłby spróbować…
Pozbierał parę giętkich gałązek i różnych kwiatów, które to będzie mógł złożyć w kolorową kompozycję. Jak zwykle udał się gdzieś na ubocze, ażeby nie zwracać na siebie większej uwagi i tam położył się na trawie. Zdjął i postawił obok swoją torbę, z której wyjął jeszcze trochę materiałów – kilka cienkich, skórzanych rzemieni, kamieni i gęsich piór. Oh, pewnie tu trafiły, gdy gąska szukała w torbie smakołyków… Ale w sumie, może nawet je wykorzysta. Samiec podniósł i zaczął obracać w łapie rubin, który wcześniej oszlifował i wywiercił w nim dziurę za pomocą maddary. Gapił się na niego przez chwilę, jak i na leżące na trawie przygotowane róże. Racja, to z niego chciał próbować coś zrobić… może prezent… uhm. Westchnął, lekko speszony własnymi myślami i potrząsnął delikatnie pyskiem. Um, tak, wracając do wianka. Fioletowofutry wpierw związał parę gałązek, by utworzyć bazę, a następnie zaczął wplatać w nie kwiaty. Robótka zajęła mu dosyć długo, głównie dlatego, że co chwila zmieniał zdanie co do chociażby umiejscowienia elementów, czy doboru kolorów. Tak jakoś… zależało mu, żeby rezultat był jako tako satysfakcjonujący.
Honkalit przez chwilę przypatrywała się pracy swojego kompana, ale dosyć szybko się znudziła, tak więc poszła buszować wśród okolicznej roślinności. Skoro wróciły kwiaty, to może wróciły też i żyjące pośród nich stworzonka, na które tak lubiła polować. Chętnie zjadłaby teraz jakiegoś tłustego ślimaka…
Jeśli skrzyżował z kimś spojrzenie, skinął łbem na powitanie. Do nikogo się nie zbliżał, choć zainteresował się tym, co robiły obecne tu smoki. Jakieś… kwiatowe ozdoby? Wyglądało to całkiem uroczo… Właściwie to ostatnio Xeri sam chciał zająć się wykonywaniem jakichś drobnych ozdób, także mógłby spróbować…
Pozbierał parę giętkich gałązek i różnych kwiatów, które to będzie mógł złożyć w kolorową kompozycję. Jak zwykle udał się gdzieś na ubocze, ażeby nie zwracać na siebie większej uwagi i tam położył się na trawie. Zdjął i postawił obok swoją torbę, z której wyjął jeszcze trochę materiałów – kilka cienkich, skórzanych rzemieni, kamieni i gęsich piór. Oh, pewnie tu trafiły, gdy gąska szukała w torbie smakołyków… Ale w sumie, może nawet je wykorzysta. Samiec podniósł i zaczął obracać w łapie rubin, który wcześniej oszlifował i wywiercił w nim dziurę za pomocą maddary. Gapił się na niego przez chwilę, jak i na leżące na trawie przygotowane róże. Racja, to z niego chciał próbować coś zrobić… może prezent… uhm. Westchnął, lekko speszony własnymi myślami i potrząsnął delikatnie pyskiem. Um, tak, wracając do wianka. Fioletowofutry wpierw związał parę gałązek, by utworzyć bazę, a następnie zaczął wplatać w nie kwiaty. Robótka zajęła mu dosyć długo, głównie dlatego, że co chwila zmieniał zdanie co do chociażby umiejscowienia elementów, czy doboru kolorów. Tak jakoś… zależało mu, żeby rezultat był jako tako satysfakcjonujący.
Honkalit przez chwilę przypatrywała się pracy swojego kompana, ale dosyć szybko się znudziła, tak więc poszła buszować wśród okolicznej roślinności. Skoro wróciły kwiaty, to może wróciły też i żyjące pośród nich stworzonka, na które tak lubiła polować. Chętnie zjadłaby teraz jakiegoś tłustego ślimaka…
- 12 lis 2024, 0:42
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Walka z nieumarłymi
- Odpowiedzi: 24
- Odsłony: 1063
Walka z nieumarłymi
MORZE
Oh, czegoś takiego by się nie spodziewał. Tak, trochę słabo czuł się z tym, że w trakcie inwazji nie był w stanie pomóc bronić Wolnych Stad, ale to nie znaczy, że prosiłby się o taką powtórkę! Z przerażeniem wpatrywał się w powstający w oddali wrogi zastęp i po chwili namysłu zaczął ostrożnie się zbliżać.
Czuł, że coś jest nie tak, ale powstałe z grobów szkielety z dyniami zamiast głów chyba nie przyszłyby mu do głowy… Ugh, może przynajmniej tym razem mógłby się jakoś przydać…
Ametryn nie zbliżał się zbytnio do wody, ani do pozostałych walczących już na miejscu smoków. Raczej przyjął postawę podobną do Su i pilnował wymykających się dalej przeciwników. Tuż obok samca lewitował bąbel złotej, gęstej cieczy wielkości jego łba. Twór przybierał odpowiedni kształt zależnie od potrzeby. Mimo swojej giętkości i elastyczności, materiał okazywał się być zaskakująco twardy i gorący w dotyku. Xeri starał się trzymać przeciwników na dystans, także z bąbla głównie kształtowały się ostre, podłużne pociski, które jeden za drugim ze świstem przeszywały powietrze i przebijały dyniowe łby. Jeśli jakieś szkielety zdołały podejść nieco bliżej smoka, jego twór wydłużał się w cienką mackę, która chwytała wrogów za kończyny i z impetem rzucała nimi w kierunku kolejnych, jak najdalej i aby rozbijały się o siebie nawzajem.
W razie potrzeby płynne złoto rozlewało się w powietrzu obok samca niczym kałuża, aby utworzyć w ten sposób wytrzymałą tarczę, mającą powstrzymać ciosy i pociski nieumarłych.
Oh, czegoś takiego by się nie spodziewał. Tak, trochę słabo czuł się z tym, że w trakcie inwazji nie był w stanie pomóc bronić Wolnych Stad, ale to nie znaczy, że prosiłby się o taką powtórkę! Z przerażeniem wpatrywał się w powstający w oddali wrogi zastęp i po chwili namysłu zaczął ostrożnie się zbliżać.
Czuł, że coś jest nie tak, ale powstałe z grobów szkielety z dyniami zamiast głów chyba nie przyszłyby mu do głowy… Ugh, może przynajmniej tym razem mógłby się jakoś przydać…
Ametryn nie zbliżał się zbytnio do wody, ani do pozostałych walczących już na miejscu smoków. Raczej przyjął postawę podobną do Su i pilnował wymykających się dalej przeciwników. Tuż obok samca lewitował bąbel złotej, gęstej cieczy wielkości jego łba. Twór przybierał odpowiedni kształt zależnie od potrzeby. Mimo swojej giętkości i elastyczności, materiał okazywał się być zaskakująco twardy i gorący w dotyku. Xeri starał się trzymać przeciwników na dystans, także z bąbla głównie kształtowały się ostre, podłużne pociski, które jeden za drugim ze świstem przeszywały powietrze i przebijały dyniowe łby. Jeśli jakieś szkielety zdołały podejść nieco bliżej smoka, jego twór wydłużał się w cienką mackę, która chwytała wrogów za kończyny i z impetem rzucała nimi w kierunku kolejnych, jak najdalej i aby rozbijały się o siebie nawzajem.
W razie potrzeby płynne złoto rozlewało się w powietrzu obok samca niczym kałuża, aby utworzyć w ten sposób wytrzymałą tarczę, mającą powstrzymać ciosy i pociski nieumarłych.
- 10 lis 2024, 15:09
- Forum: Zdarzenia
- Temat: Chatka na kurzej stópce
- Odpowiedzi: 29
- Odsłony: 1404
Chatka na kurzej stópce
Chwilę zajęło mu odnalezienie śladów, o których mówił duszek, choć nie miał żadnych wątpliwości, jak już na nie trafił. Charakterystyczny zapach słodyczy raczej nie szło łatwo zgubić. Nawet jak na jego umiejętności łowieckie… Po prostu za bardzo odstawał, o. Fioletowofutry podążał za tropem z obniżonym łbem, aż w końcu w oddali między drzewami ciemnego lasu dostrzegł dziwną chatkę. Gdy zbliżał się do drzwi wejściowych, do jego nosa docierało coraz więcej mieszających się i smakowitych zapachów.
Stojąc w progu zawahał się trochę. Oczywiście, że się stresował. Zaskakująco duże wnętrze było wręcz przytłaczające. Po cichu wkroczył do środka, uważnie rozglądając się wokół. Skradał się zupełnie jak na polowaniu – nisko na łapach, pilnował ogona, aby ten unosił się nieco nad ziemią i przypadkiem niczego nie potrącił. Nadstawiał uszu na jakiekolwiek, nawet najmniejsze dźwięki, mogące oznaczać ruch wiedźmy. Zatrzymywał się, nasłuchując, by znowu ostrożnie postawić kilka kroków w głąb chatki. Wymijał stoły pełne różnych smakołyków. Aż ślinka ciekła… Ale pamiętał co powiedział duszek. Nie zamierzał dotykać żadnego jedzenia… Nie mógł! Nie wiadomo, co by się z nim stało, gdyby wiedźma rzuciła na niego jakąś klątwę! Kłapnął bezdźwięcznie pyskiem i zaczął rozglądać się za innymi przedmiotami. Czymś, co łatwo mógłby wynieść… Staruszka niby była półślepa i półgłucha, ale jak z odczuwaniem drgań maddary? Może nie będzie kombinować tu z czarami. Zaglądnął do kuchni, gdzie znajdowała się masa różnych narzędzi do gotowania, pieczenia i takich tam... Na jednym ze stołów dostrzegł drewnianą chochlę, która stała się jego celem, gdyż wokół nie leżało dużo rzeczy, więc z łatwością mógł po nią sięgnąć i złapać ją w pysk. Zacisnął na niej kły i powolutku zaczął się wycofywać. Równie ostrożnie podreptał ku wyjściu z budynku, rozglądając się na wszystkie strony. Nie patrz na jedzenie... Nie patrz na jedzenie…
Stojąc w progu zawahał się trochę. Oczywiście, że się stresował. Zaskakująco duże wnętrze było wręcz przytłaczające. Po cichu wkroczył do środka, uważnie rozglądając się wokół. Skradał się zupełnie jak na polowaniu – nisko na łapach, pilnował ogona, aby ten unosił się nieco nad ziemią i przypadkiem niczego nie potrącił. Nadstawiał uszu na jakiekolwiek, nawet najmniejsze dźwięki, mogące oznaczać ruch wiedźmy. Zatrzymywał się, nasłuchując, by znowu ostrożnie postawić kilka kroków w głąb chatki. Wymijał stoły pełne różnych smakołyków. Aż ślinka ciekła… Ale pamiętał co powiedział duszek. Nie zamierzał dotykać żadnego jedzenia… Nie mógł! Nie wiadomo, co by się z nim stało, gdyby wiedźma rzuciła na niego jakąś klątwę! Kłapnął bezdźwięcznie pyskiem i zaczął rozglądać się za innymi przedmiotami. Czymś, co łatwo mógłby wynieść… Staruszka niby była półślepa i półgłucha, ale jak z odczuwaniem drgań maddary? Może nie będzie kombinować tu z czarami. Zaglądnął do kuchni, gdzie znajdowała się masa różnych narzędzi do gotowania, pieczenia i takich tam... Na jednym ze stołów dostrzegł drewnianą chochlę, która stała się jego celem, gdyż wokół nie leżało dużo rzeczy, więc z łatwością mógł po nią sięgnąć i złapać ją w pysk. Zacisnął na niej kły i powolutku zaczął się wycofywać. Równie ostrożnie podreptał ku wyjściu z budynku, rozglądając się na wszystkie strony. Nie patrz na jedzenie... Nie patrz na jedzenie…









