Znaleziono 1 wynik

autor: Immanor
03 maja 2026, 2:53
Forum: Retrospekcje
Temat: Objęcia Gwiazd
Odpowiedzi: 0
Odsłony: 191

Objęcia Gwiazd

Tej nocy granica między snami a jawą w Wolnych Stadach stała się cienka niczym pajęczyna. Setki smoków – od najstarszych po najmłodsze pisklęta – miękko zanurzyły się w wizji, która pulsowała życiem tak wyrazistym, że każdy oddech wydawał się mieć smak miodu i świeżości.

Znalazły się na bezkresnej, tętniącej kolorami łące, która zdawała się być sercem samego istnienia. W jej centralnym punkcie wyrastało drzewo – dąb tak ogromny, że jego konary gubiły się w błękicie nieba, podpierając same chmury. Choć jego rozmiar budził respekt, dąb nie rzucał cienia, promieniując wewnętrznym, złotym blaskiem, który przenikał skórę w kojący sposób. Przed tym monumentem życia stał Barwy wśród Obłoków, którego sylwetka w tym świetle zdawała się niemal nierealna.

W powietrzu unosił się ledwie wyczuwalny, swojski zapach dymu z dogasającego ogniska, dający poczucie bezpieczeństwa, podczas gdy z gęstwiny liści dębu zerkała ruda lisica, a wraz z nią dziesiątki innych, ciekawskich oczu, które nie budziły lęku, a jedynie wrażenie bycia obiektem czyjegoś zainteresowania. Między kępami traw, w których co rusz migotało białe, pawie pióro, przechadzały się ufne sarny, nie płosząc się nawet wtedy, gdy nad ich grzbietami przelatywały bladoróżowe płatki wiśni. Mimo trwającego dnia, na niebie wyraźnie odcinał się srebrzysty sierp księżyca, a wiatr, niosący zapach pełni lata, mieszał się z delikatnym, kojącym chłodem, który sprawiał, że słońce nie było męczące. Na odległym horyzoncie mruczała cicha burza, rozświetlając chmury błyskami bez gromów w akompaniamencie unoszącego się tam czarnego dymu, a wszystko to spowijała aura tysięcy gwiazd – choć niewidoczne, zdawały się mrugać z każdego cienia i kamienia, przypominając o nieuchronnym cyklu powrotów.

– Smoki Wolnych Stad! Najdrożsi. Bracia i siostry – zabrał głos Barwy, docierający do każdego, nawet najbardziej oddalonego pobratymca tak wyraźnie, jakby przemawiał zaledwie krok od nich.

– Staję dziś przed Wami z ramienia Immanora, Pana Życia, by za jego patronatem przysięgać Wam dozgonną służbę. Dzięki jego dobroci, dane mi jest wstąpić na nową ścieżkę. Ścieżkę boskiego pomocnika i Waszego obrońcy, trwającego na straży praw i pokoju.

Ten kto mnie zna, wie jak bardzo cenię każde ze stad. Moim marzeniem zawsze było odnalezienie dla nas wszystkich wspólnej przyszłości, dlatego wierzcie mi – dla każdego z Was znajdę czas i dobre słowo. Od tej chwili przynależność stadna nie gra dla mnie żadnej roli. Liczycie się Wy, Wasze potrzeby i pragnienia. Bezpieczeństwo, którym chciałbym Was wszystkich otoczyć. Pragnę więc wziąć przykład z mojego patrona, by tak jak On, wskazywać drogę w potrzebie i otaczać ciepłem. Chciałbym żebyście mogli znaleźć we mnie oparcie, a moje skrzydła mogły stać się ostoją dla potrzebujących i poszukujących. Biorąc na świadka najwyższego z bogów, obiecuję nieść Wam radość, troskę i opiekę. Będę Wam służył i będę o Was dbał, z pomocą boskiej woli rozjaśniając mroki bólu i niebezpieczeństw. Zawsze będę obecny, by wspomóc Was radą i wiedzą.

W tym wszystkim pragnę jednak pozostać smokiem. Jednym z Was, który choć wiekowy, nie odsunie się w cień, a pozostanie pośród Was, by dzielić z Wami trudy i radości. Będę obrońcą i będę przyjacielem. Opiekunem, który nie odrzuci, a zrozumie i przygarnie do piersi. Wraz z tymi słowami porzucam więc miano Barw wśród Obłoków. Dziś poznajcie mnie jako Objęcia Gwiazd, proroka Immanora. Niech jego blask rozjaśnia drogi Waszych żyć, a światło prowadzi dusze na nieboskłon. Bądźcie zdrowi.


W miarę jak słowa płynęły z jego pyska, część gwiazd zeszła z nieboskłonu. Małe, świetliste punkciki zaczęły powoli osiadać na ziemi, kumulując się pod skrzydłami rajskiego smoka. Mieszały się z wirującymi liśćmi dębu i płatkami wiśni, otaczając go, aż wypełniły wzrok wszystkich zebranych ciepłą, złotą bielą.

Powrót do świata jawy był łagodny. Smoki otwierały oczy w swoich legowiskach, czując w sercach dziwny, nieznany wcześniej spokój. Przy każdym z nich – pod łapą, na piersi lub tuż przed pyskiem – spoczywał pojedynczy, skórzasty liść dębu. Nie dawał się przeciąć, spalić, ani nawet rozgnieść, a w samym jego centrum, głęboko pod roślinną tkanką, migotał maleńki, jasny punkt – wierna gwiazda, pulsująca w rytm ich własnych serc.

Stado Ziemi Stado Słońca Stado Mgieł Samotnik

Wyszukiwanie zaawansowane