Wstęp fabularny – poza limitem
Nie był to pierwszy raz, kiedy jej mary senne przelewały się na rzeczywistość, ale jakoś niespecjalnie koiło to jej zszargane nerwy; od podobnych wariactw do całkowitego szaleństwa droga była krótka. Z drugiej strony już wcześniej zastała w swojej grocie przejaw czyjejś magicznej ingerencji, więc może i tutaj stało się coś podobnego. Cóż… O powrocie do drzemki nie było mowy, więc równie dobrze mogła upewnić się, że nie zaczynała tracić rozumu. Tylko jeszcze znaleźć kogoś, komu nie obce są podobne przypadłości.
~ Znalazłabyś dla mnie chwilę? ~ trąciła umysł Ebrill, trzymając póki co sedno swoich zmartwień dla siebie. ~ Będę na skraju Szklistego Zagajnika, po naszej stronie. ~ Jeśli istniała jakaś szansa, że to nie przywidzenia starego umysłu, to musiała je sprawdzić, najlepiej u ich źródła.
Lot z samego skraju zatoki aż pod granicę terenów wspólnych był bardziej wyprawą niżeli krótką wycieczka, a Kwitnąca, która wyruszała zapewne z mglistego obozowiska, musiała zatem sobie na nią poczekać. Na szczęście nie trwało to długo – w końcu to Czart ubzdurała sobie to spotkanie.
Nie zwykła dzielić się swoimi problemami, podobnie było i teraz. Kuglarka miała już wystarczająco na głowie, a Pomiot nie chciała jej jeszcze dokładać zmartwień; zamierzała wypytać ją ostrożnie, żeby nie zdradzić, jak wielką powagę miała dla niej cała ta sytuacja, chroniąc się, jak zawsze, za fasadą stoicyzmu. Wszystko jednak miało swoje granice; jej chłodnej kalkulacji niektóre aspekty zaczynały umykać. Po samym lądowaniu widać było, że przyniósł ją tu stres – zamiast eleganckiego, płynnego zejścia na ziemię, hamowała gwałtownie i bez gracji, ze skrzydłami rozpostartymi szeroko, wytracając większą część prędkości w ostatniej chwili. Łapami uderzyła o ziemię, a jej zad przysadził się ciężko do ziemi, zostawiając za sobą ślady w miękkim podłożu.
Oczywiście wszystko jeszcze dało się odratować…
– Przeklęty wiatr… – wysyczała, otrzepując łapy z resztek ziemi. Może nie zauważy.
Podniosła w końcu wzrok, witając Kuglarkę szerokim uśmiechem.
– Najdroższa… – rzuciła, ruszając ku niej energicznym krokiem. Zatrzymała się tuż przed nią i musnęła jej pysk swoim, by chwilę później oderwać się i spojrzeć w stronę Szklistego Zagajnika. Cóż… Miejsce dobre jak każde inne, żeby dowiedzieć się od uzdrowiciela, że cierpi się na nieuleczalne szaleństwo. Ruchem łba wskazała na knieję, bezgłośnie dając znać drugiej, że wolałaby raczej rozmawiać chodząc.
– Miewasz czasem pacjentów ze snami przelewającymi im się na rzeczywistość? – Nie było to najzwyczajniejsze pytanie świata, ale wymawiane przez Czart brzmiało tak, jakby pytała kogoś o pogodę. Czego ona się właściwie spodziewała? Zagajnik był… jak każdy inny las, dodatkowo wyprany ze wszystkiego, co dla patologicznie zbierających smoków, mogłoby się okazać interesujące. Ani świecidełek, ani zwierzyny, ani nawet przeklętego grzyba.
Misja z Opowiastką Kuglarza
Tylko drzewa, skały, krzaki i… Babeczki?
–
Też widzisz… – Zahaczyła wzrokiem o Ebrill nim zerknęła w dół, na babeczkę, aż w końcu nie wytrzymała i dźgnęła ciastko szponem. Nie było wytworem umysłu – pod palcami wciąż czuła lekką wilgoć świeżego ciasta.
Czyli to nie jakaś jej przypadłość i to działo się naprawdę. Ściągnęła tu Kuglarkę po nic, ale skoro już tu była…
–
Reflektujesz może na rabowanie chatki Baby Jagi? – Kolejne, zwyczajne pytanie, stawiane na równi z „czy chciałabyś może herbaty?”. –
Wiem, bardzo romantyczne. Nic tak nie zbliża, jak wspólna kradzież. – Może morderstwo, ale coś trzeba było zostawić na następne spotkania.
Nie sposób było zgubić taki trop; nawet ślepa po samym zapachu świeżego ciasta dotarłaby w końcu pod chatkę. Nie była zbyt pokaźna, wątpiła nawet, że obie się tutaj zmieszczą. Spojrzała przelotnie na Kuglarkę i przecisnęła się do środka przez malutkie drzwi. Czy... ta chatka nie była wcześniej malutka?
Mijała uginające się od jedzenia stoły, z daleka dochodził do niej zapach świeżo smażonej ryby, która pachniała aż nazbyt znajomo. Na którymś regale znalazła nawet gruszki w miodzie, nietypowy wybór, szczególnie bez innych dodatków, choćby mięsa, ale trzeba było przyznać, kucharz miał dobry gust. Aż błagały, żeby wsadzić je sobie do pyska, soczyste, chrupiące i słodkie jak diabli. Całe szczęście, miała już styczność z magicznym jedzeniem, na którym się zresztą sparzyła. O ile łuski i skrzela to nie problem, tak bogowie jedni wiedzą, co by jej wyrosło po gruszkach.
Chwyciła cokolwiek – ławę z zastawą w tym przypadku, dźwigając ją ostrożnie na swój grzbiet. Raczej nie zleci, gorzej z zestawem tacek, talerzy i sztućców.
~
Dasz radę podtrzymać zastawę? ~ Poczekała parę chwil na to, aż Ebrill uda się ją jakoś zabezpieczyć i teraz pozostanie im tylko dotrzeć nad Zimne Jezioro, do zainteresowanego.